Ukraiński bank centralny (NBU) przedstawił w grudniu 2020 roku analizę stanu działających nad Dnieprem 1414 niebankowych instytucji finansowych, lombardów i firm leasingowych za trzy pierwsze kwartały 2020 r. Okazało się, że mimo pandemii COVID-19 rynek usług finansowych wzrósł, choć nie wszystkie działające na nim podmioty radzą sobie równie dobrze. Zwiększyła się bowiem liczba firm nieaktywnych; jako „uśpioną” NBU określa co szóstą firmę z tej grupy W porównaniu z analogicznym okresem 2019 r. – o 15 proc. wzrosła (do 66 mld hrywien) wartość pożyczek udzielonych przez niebankowe instytucje finansowe. Przy czym w trzecim kwartale przyrost ten był znacznie szybszy niż w „przedcovidowym” pierwszym kwartale. Największą grupę pożyczek zaciąganych przez Ukraińców w firmach pożyczkowych stanowią „chwilówki” z okresem spłaty do miesiąca. O 38 proc. do 63 mld hrywien wzrosła wartość usług faktoringu. Spadek odnotowały za to lombardy i firmy leasingowe – jedne i drugie aż o 9 proc. w porównaniu z analogicznym okresem 2019 r.

W związku z lockdownem, który w styczniu 2021 r. trwał na Ukrainie niemal trzy tygodnie, jeszcze przed jego rozpoczęciem NBU przyjął kompleksowe działania antykryzysowe, mające na celu podtrzymanie sektora bankowego.

„Z uwagi na rozwój sytuacji epidemiologicznej zdecydowaliśmy się przedłużyć szereg antykryzysowych działań i wprowadzić nowe dla podtrzymania sektora bankowego i gospodarki. Nasze działania z jednej strony pozwolą zmniejszyć regulacyjne obciążenie banków, a z drugiej zadbać o te gałęzie gospodarki i kredytobiorców, którzy najbardziej ucierpieli z powodu zaostrzenia zasad kwarantanny” – komentował szef NBU Cyryl Szewczenko.

Bankom rekomendowano także restrukturyzowanie kredytów udzielonych osobom i podmiotom, które teraz z powodu kwarantanny mają trudności finansowe. Przykładowo osoby prawne, by móc z takiej restrukturyzacji skorzystać, muszą udowodnić, że z powodu kwarantanny ich dochody zmniejszyły się lub że musiały zawiesić swoją działalność .

Doradca ekonomiczny ukraińskiego prezydenta Oleg Ustenko ocenia, że zaostrzenie w styczniu ograniczeń nie wpłynie znacząco na kurs hrywny. „Ograniczenia dotyczą głównie działalności w sferze usług, ale przemysł i firmy rolnicze nadal działają. Działa też system bankowy. Dlatego kwarantanna nie będzie miała istotnego wpływu na kurs walut na Ukrainie” – przekonywał.

Na kurs pozytywnie wpływa sytuacja na rynkach światowych, gdzie wzrasta popyt akurat na te towary, które Ukraina eksportuje, czyli metale i produkty rolnicze. Dzięki temu nad Dniepr stabilnie napływa strumień walut obcych od eksporterów.

Inflacja nieco przyśpiesza

Mimo wszystko nieco przyspieszyła inflacja. W listopadzie wynosiła 3,8 proc. rdr, a w ujęciu miesięcznym 1,3 proc. Jak informował szef ukraińskiego banku centralnego NBU Cyryl Szewczeko, było to więcej niż zakładano. „Znaczny wpływ miało podniesienie ceny gazu ziemnego na rynku europejskim, co odbiło się na wewnętrznych cenach gazu, ogrzewania i ciepłej wody. Oprócz tego znacznie wzrosły ceny niektórych produktów spożywczych wskutek gorszych plonów i związanego z tym wzrostu cen na świecie. Również gwałtowny popyt konsumencki podtrzymywał wzrost cen w ostatnich miesiącach. Podwyższenie dochodów i pogorszenie oczekiwań, w tym z powodu niepewnej sytuacji związanej z kwarantanną, zachęcały obywateli do aktywniejszych wydatków. Świadczył o tym wzrost handlu detalicznego. To także sprzyjało aktywnemu odbudowywaniu gospodarki w drugim półroczu” – oceniał Szewczenko.

Trochę inne dane podało ukraińskie ministerstwo gospodarki, według którego inflacja w ubiegłym roku wyniosła 5 proc. Głównymi czynnikami, które wpłynęły na kształtowanie się cen na rynku wewnętrznym Ukrainy były – zdaniem resortu – mniejszy popyt wynikający z ograniczeń związanych z pandemią COVID-19, wsparcie ze strony państwa dla gospodarki, stopniowa dewaluacja hrywny i dynamika cen na światowych rynkach. W trudnych warunkach, na tle wprowadzanych przez rząd ograniczeń, kształtowanie cen zależało od zmiany priorytetów konsumentów i odpowiednio dostosowania się do nich sprzedających. W dużym tempie wzrastały obroty handlu detalicznego, jak i ceny towarów, przede wszystkim tych podstawowych. Równocześnie powstrzymywanie się konsumentów od zakupów towarów, które nie są pierwszej potrzeby, w sytuacji gdy ich dochody były niepewne, hamowało wzrost cen na te właśnie grupy towarów, a nawet miało efekt deflacyjny, np. ceny odzieży i obuwia spadły o 7,3 proc. w porównaniu z 2019 r. Wzrosły natomiast ceny usług ochrony zdrowia – o 7,7 proc. i artykułów spożywczych – o 5,2 proc.

W dużym tempie wzrastały obroty handlu detalicznego, jak i ceny towarów, przede wszystkim tych podstawowych.

Wsparciem dla popytu konsumenckiego, jak komentuje ministerstwo, stało się podwyższenie płacy minimalnej, wypłata specjalnych zasiłków dla pracowników tymczasowo pozostających bez pracy w związku z ograniczeniami wynikającymi z kwarantanny oraz rządowe programy stymulowania gospodarki i wsparcia dla przedsiębiorców. Na wyhamowanie inflacji wpływ miała także polityka banku centralnego (NBU), m.in. utrzymanie bazowej stopy procentowej na poziomie 6 proc. Dewaluacja hrywny o 19,3 proc. w skali rocznej odbija się na cenach, szczególnie w grupie towarów importowanych, choć z drugiej strony ta tendencja była łagodzona zmianą preferencji konsumentów. Najbardziej odczuwalny dla rynku wewnętrznego był stały (od maja 2020 r.) wzrost cen nośników energii na rynkach światowych, co odbiło się na krajowych cenach usług komunalnych, w efekcie osłabiając popyt konsumentów.

Jak ocenia ministerstwo gospodarki w pierwszym kwartale tego roku nie należy spodziewać się większych zmian. „Z jednej strony połączenie takich czynników, jak monetarny i w pewnej mierze administracyjny oraz wysokich kosztów własnych produkcji pod wpływem czynników sezonowych na rynku spożywczym nadal będzie stymulowało wzrost cen na rynku wewnętrznym, z drugiej strony wzmocnienie roli takiego czynnika, jak powstrzymanie się od znacznych wydatków w związku z pandemią COVID-19 (w szczególności w związku z ogłoszonym w styczniu lockdownem i przedłużeniem ograniczeń kwarantanny do końca lutego) częściowo będzie rekompensować wpływ czynników inflacyjnych.”

Biznes się skarży

Znacznie bardziej krytycznie sytuację ocenia ukraiński biznes. NBU przedstawił w styczniu tego roku wyniki badania ukraińskich przedsiębiorców. Od marca 2020 roku, czyli od początku pandemii indeks oczekiwań aktywności biznesowej utrzymuje się poniżej poziomu 50 punktów (w 100-punktowej skali) określanego przez NBU jako neutralny; na koniec roku wynosił on 45,5 pkt. Najgorzej sytuację oceniały firmy z branży budowlanej działające w segmencie budownictwa mieszkaniowego – 39,1 pkt. Wzrost pesymizmu odnotowano w przemyśle – 44,6 pkt. w grudniu 2020 r. wobec 46,1 w listopadzie 2020 r., producenci oczekują wzrostu cen surowców i materiałów, równocześnie spodziewając się zmniejszenia poziomu zamówień eksportowych. Najlepiej oceniają sytuację handlowcy (tu indeks wzrósł w grudniu do 48,5 pkt. z 46,7 pkt. w listopadzie) i usługodawcy (wzrost z 40,1 pkt. do 45,1 pkt.), choć trzeba pamiętać, że w stupunktowej skali jest to ocena daleka od dobrej. Firmy wszystkich sektorów, jak zauważa NBU, oczekują wzrostu cen i szykują się do zmniejszania zatrudnienia.

Skutki pandemii i związanych z nią ograniczeń dla ukraińskiej gospodarki świetnie oddają wyniki branży transportowej opublikowane przez Państwową Służbę Statystyki Ukrainy. W okresie styczeń–listopad 2020 r. przewozy towarowe wyniosły 264 mld tonokilometrów i były aż o 15 proc. niższe niż w analogicznym okresie 2019 r. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja w przewozach pasażerskich – 45,7 mld pasażerokilometrów to zaledwie 46,2 proc. tego, co w analogicznym okresie 2019 r. Największy spadek liczby podróżujących odnotował, co oczywiste wobec drastycznego zmniejszenia liczby połączeń lotniczych, transport powietrzny. Z jego usług skorzystało zaledwie 35,4 proc. pasażerów z ogólnej liczby podróżujących w ten sposób w okresie styczeń-listopad 2019 r. Silne spadki odnotowała także komunikacja miejska, co pokazuje skalę lockdownu – tramwaje przewiozły 67,6 proc., trolejbusy 61,2 proc, a metro 56,9 proc. z ogólnej liczby pasażerów wożonych tymi środkami w analogicznym okresie 2019 r.

Pandemia i związane z nią kolejne kwarantanny wpłynęły na zmiany kanałów dystrybucji towarów z tradycyjnych na on-line. Dotyczy to nie tylko towarów przemysłowych, ale coraz szerzej rolnych. „Zamknięcie hurtowych giełd w czasie wiosennej kwarantanny i ostrzejsze wymagania dużych sieci handlowych doprowadziły do zwiększenia udziału tych kanałów zbytu, których producenci wcześniej nie wykorzystywali. (…) O ile rok, dwa lata temu liderami były duże sieci handlowe i giełdy hurtowe, o tyle w tym roku doszły niewielkie sklepy formatu «handel obok domu» i sprzedaż on-line” – komentowała Maria Lakiejewa ze stowarzyszenia Jagodnictwo Ukrainy. W przypadku producentów jagód udział tej ostatniej formy wzrósł aż dwukrotnie w porównaniu z okresem „przedcovidowym”.

Początek tego roku również nie jest łaskawy dla biznesu nad Dnieprem. Ukraiński rząd zdecydował o wprowadzeniu od 8 stycznia niemal całkowitego lockdownu gospodarki. Do 24 stycznia zakazany był handel detaliczny z wyjątkiem sprzedaży artykułów spożywczych, wyrobów farmaceutycznych, środków higieny i łączności, karmy dla zwierząt, preparatów weterynaryjnych, nasion i środków ochrony roślin.

8 stycznia nastąpił niemal całkowitego lockdown gospodarki. Do 24 stycznia zakazany był handel detaliczny z kilkoma wyjątkami.

Przeciwko nowemu lockdownowi protestowali drobni ukraińscy przedsiębiorcy. Sposób jego przeprowadzenia skrytykowała także Amerykańska Izba Handlowa (ATP), zwracając uwagę na nielogiczne jej zdaniem rozwiązania, które w praktyce oznaczały, że klienci sklepów, kupując jedne towary, nie mogli kupić innych leżących na sąsiedniej półce, bo nie znalazły się one na rządowej liście towarów „dozwolonych”.

„Placówki handlowe są całościowymi jednostkami handlowymi, do tego jedynymi, które mogą zaspokoić podstawowe potrzeby ludności w warunkach kwarantanny. Ograniczanie asortymentu jest nielogiczne, bo konsument przebywający w placówce handlowej ma równy dostęp do wszystkich towarów. W konsekwencji należy się spodziewać dodatkowych strat dla biznesu i państwa, a także znacznego niezadowolenia konsumentów” – oceniła ATP.

W odpowiedzi na te zastrzeżenia rząd przekonywał, że wszystkie decyzje były przemyślane i miały na celu wyrównanie sytuacji różnych podmiotów gospodarczych. W jego ocenie pozwolenie na sprzedaż towarów przemysłowych w supermarketach naruszałoby warunki konkurencji pomiędzy różnymi formami handlu. W ubiegłym roku podczas wiosennej kwarantanny ucierpieli na tym właściciele zamkniętych wówczas wyspecjalizowanych sklepów przemysłowych, gdy tymczasem sieci supermarketów handlowały przemysłowym asortymentem bez ograniczeń.

Michał Kozak
Źródło nieznane