Od strony instytucjonalno-prawnej Milton Friedman jako klasyczny liberał zapewne opowiedziałby się za taką kryptowalutą, którą chętnie wybraliby konsumenci. W tym aspekcie odpowiedź na tytułowe pytanie jest w sumie trywialna i wręcz mało interesująca. Dużo ciekawsze jest natomiast rozważenie projektu kryptowaluty, który pasowałby do ekonomicznych opracowań noblisty z ekonomii.

Przypomnijmy zatem w skrócie – Milton Friedman uznawał, że w optymalnym systemie pieniężnym podaż waluty powinna przyrastać co roku o kilka procent (2-5) tak, aby nadążać w pełni za wzrostem gospodarczym, w tym wypadku mógłby to być wskaźnik PKB. Jeśli nominalne PKB przyrasta o 2 procent, to przynajmniej tyle powinna również przyrastać podaż pieniądza, aby nie doprowadzić do zjawiska deflacji cenowej. Dzięki temu osiągnięta miałaby zostać „stabilność cen” rozumiana po prostu jako stabilizacja jakiegoś określonego koszyka.

Reklama

Ta monetarystyczna wizja rozbiła się o rzeczywistość. Możemy w tym miejscu już pominąć wątpliwości teoretyczne samego projektu, ponieważ wielu ekonomistów uważa, że takie rozwiązanie – nawet jeśli wykonalne w praktyce – nie byłoby optymalne makroekonomicznie. Kluczowe jest to, że ten program okazał się niemożliwy do implementacji.

Z jednej strony brakowało ewidentnie woli politycznej, żeby go wprowadzić. Friedman z sympatią spoglądał na inspirowane szkołą wyboru publicznego pomysły na „monetarną konstytucję” – ideę, zgodnie z którą zasada zwiększania podaży pieniądza zostanie mocno ograniczona przez silne rozwiązania prawne, uniemożliwiające jej łatwe łamanie. Realia polityczne są jednak takie, że polityka dyskrecjonalna jest zdecydowanie bardziej preferowana – chociażby jako teoretyczna możliwość „w razie czego”.

Z drugiej strony projekt ten rozbił się o finansowe innowacje i przeobrażenie sektora bankowego. Opiera się bowiem na koncepcji łatwej mierzalności podaży pieniądza w obiegu oraz na stabilnej szybkości jego obiegu. Dzięki temu i przede wszystkim dzięki temu sterowanie podażą pieniądza ma pozwalać na łatwe osiąganie bezpośredniego celu inflacyjnego. Zgodnie z tożsamością równania wymiany, przy przyroście PKB o 2 procent i stabilnej szybkości obiegu zmiana podaży pieniądza powyżej przyrostu dwuprocentowego musi się po prostu przełożyć na zmianę cen. „Musi”, jeśli szybkość obiegu jest stabilna. Problem w tym, że od lat siedemdziesiątych już tak nie jest, gdy instytucje rynku pieniężnego zaczęły oferować coraz więcej bliskich i dalszych substytutów pieniądza. I w sumie nie jest już dziś jasne, który to agregat monetarny przekładałby się łatwo (w modelowaniu) i bezpośrednio na osiąganie inflacyjnego celu.

Trudne realia agregatów monetarnych oraz ograniczenia polityczne zniszczyły projekt Friedmana niezależnie od jego słabości teoretycznych. Tymczasem rewolucja kryptowalut oferuje teoretycznie wskrzeszenie tego projektu.

W ten oto sposób trudne realia agregatów monetarnych oraz ograniczenia polityczne zniszczyły projekt Friedmana niezależnie od jego słabości teoretycznych. Tymczasem rewolucja kryptowalut oferuje teoretycznie wskrzeszenie tego projektu. Można by sobie bowiem łatwo wyobrazić kryptowalutę, która spełniałaby kryteria Friedmanowskie i jednocześnie mogłaby uniknąć problemów swojego utopijnego poprzednika.

W jaki sposób? Można przecież teoretycznie wymienić w danym kraju obowiązujące rządowe talary na kryptotalary w stosunku 1:1. Każdy z posiadaczy talara staje się właścicielem portfela z kryptotalarami, każdy może również zakładać sobie osobne portfele, a ceny w sklepach pozostają na tym samym poziomie. Z tą różnicą, że płacimy od teraz kryptotalarami. Projekt – w zgodzie z klasycznym liberalizmem Friedmana – zakładałby rzecz jasna, że kryptotalary nie opierają się na centralnym rządowym serwerze, lecz zdecentralizowanej sieci peer-to-peer, w której potwierdzanie transakcji i posiadania prawdziwych kryptotalarów jest realizowane przez zdecentralizowaną sieć niezależną od jakiegokolwiek wielkiego serwera (sieć podobną do bitcoina).

Na potrzeby naszego eksperymentu myślowego pomińmy w tym miejscu kilka istotnych technicznych problemów i zastanówmy się, czym jeszcze by ta kryptowaluta musiała się charakteryzować zgodnie z monetarystycznym projektem.

Musiałaby oczywiście przyrastać o kilka procent co roku (albo co miesiąc, co tydzień, to nie jest aż tak istotne). W jej algorytm można nawet teoretycznie wpisać, że to będzie seniorat rządowy wpłacany na portfel posiadany przez ministerstwo finansów (i wchodzący w wydatki budżetowe). W ten oto sposób Friedman mógłby dostać taką kryptowalutę, która rzeczywiście by mu się spodobała. Rozwiązałaby ona problem wielu agregatów monetarnych (podaż pieniądza kryptowaluty wykazuje ogromną homogeniczność i niemalże idealną substytucyjność) i pozwoliłaby na program systematycznego przyrostu w podaży pieniądza.

Friedman mógłby dostać taką kryptowalutę, która rzeczywiście by mu się spodobała i pozwoliłaby na program systematycznego przyrostu w podaży pieniądza.

W dodatku jednocześnie byłaby to najmocniejsza z możliwych monetarnych konstytucji, ponieważ transakcje w sieci byłyby potwierdzane przez niezależnych kopaczy i węzły (budujących sieć). Rząd nie mógłby sobie wytworzyć więcej środków pieniężnych niż pozwala na to algorytm, ponieważ nie byłby w stanie tej sieci złamać bez zajęcia przygniatającej większości komputerów potwierdzających transakcje. Co więcej, te komputery mogłyby być za granicą, więc w celu złamania projektu rząd musiałby nie tylko pozajmować większość komputerów w kraju. Musiałby również odłączyć kraj od światowego internetu. Trudno wyobrazić sobie lepsze ograniczenia na projekt monetarny. Milton Friedman byłby zachwycony.

Jest jednakże jeden istotny kruczek. Jeśli ta kryptowaluta pozostawałaby autentycznie zdecentralizowana, to by oznaczało, że choć faktycznie rząd nie może zaatakować użytkowników sieci, to jednocześnie nie dostanie obietnicy, że nie nastąpi ruch w drugą stronę. Ostatecznie bowiem o pozostawaniu wiernym określonemu algorytmowi decyduje większość „węzłów i kopaczy”. W pewnym momencie użytkownicy kryptotalara mogliby przecież zadać sobie pytanie: a dlaczego właściwe my musimy robić tak, żeby co jakiś czas przyrastała podaż pieniądza i trafiała na konto rządowe. A gdyby tak wprowadzić pewną zmianę i to konto rządowe odciąć od tych systematycznych przyrostów i pozostawić podaż pieniądza stałą w obiegu, by rosła jej siła nabywcza?

W tym miejscu dochodzimy do czegoś, co można by określić centralnym twierdzeniem granicznym w kryptowalutach: każda swobodnie wybierana waluta będzie miała tendencję do bitcoinowania się. To znaczy, posiadacze waluty będą generalnie i zazwyczaj preferować taką walutę, która ma trwałą siłę nabywczą i która nie traci systematycznie na wartości. W ten oto sposób Friedman mógłby stanąć przed dylematem: albo popiera suwerenność konsumenta, albo dochodzi do wniosku, że jego rozważania makroekonomiczne są bardziej priorytetowe niż kwestie światopoglądowe i najwyraźniej swoboda wyboru konsumentów musi zostać poświęcona na ołtarzu monetarystycznego projektu.

Mateusz Machaj, dr hab. nauk ekonomicznych, pracownik Uniwersytetu Wrocławskiego