Gdzie szukać "Pińskich błot"? [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
21 lipca 2023, 22:00
Jarmark nad Piną w Pińsku. Zdjęcie z lat 30. XX w.
Jarmark nad Piną w Pińsku. Zdjęcie z lat 30. XX w./NAC
Powołaniu Biura Projektu Melioracji Polesia towarzyszyła wielka pompa. Upadło w ciszy i poczuciu wstydu.

Ze Sławomirem Łotyszem rozmawia Estera Flieger

Sławomir Łotysz, pracownik Instytutu Historii Nauki PAN
Sławomir Łotysz, pracownik Instytutu Historii Nauki PAN

Biorąc mapę do ręki, gdzie szukać tytułowych „Pińskich błot”?

To zależy, o jakim okresie rozmawiamy. Najłatwiej byłoby odpowiedzieć, że to ziemie, które zamieszkiwali Poleszucy, opisani w źródłach jako „nawykli do brodzenia w błotach”. Polesie to nizina rozciągająca się od Bugu do Dniepru, a nawet na wschód od niego. Środkiem tego płaskiego i bagnistego terenu płynie Prypeć. Przed rozbiorami cała kraina leżała w granicach II RP. W międzywojniu, na mocy podpisanego w marcu 1921 r. traktatu ryskiego, kończącego wojnę polsko-bolszewicką, w granicach Polski znalazła się zachodnia część Polesia, podczas gdy w posiadanie wschodniej weszli Sowieci. W granicach współczesnej Polski leżą jedynie zachodnie krańce tej wielkiej krainy. O nich akurat piszę w książce najmniej.

Jest więc marzec 1921 r.: terytorium naszego kraju powiększa się o zachodnią część Polesia. Zanim projekt osuszenia położonych tu bagien zaczęto porównywać z budową Gdyni, w jakich kategoriach postrzegano nowy nabytek: przekleństwo czy błogosławieństwo?

Polesie budziło emocje, niekiedy sprzeczne. Wojskowi chcieli zachować naturalny charakter terenu, uważając, że trudne do pokonania bagna będą dobrą granicą naturalną i utrudnią Sowietom ewentualny atak. Zresztą to samo myśleli Sowieci, zakładając, że Polacy nie zdecydują się na atak z tego kierunku. Inni wyobrażali sobie, że ten słabo – przy założeniu, że bagno to nieużytek – zagospodarowany obszar o trzykrotnie mniejszej gęstości zaludnienia niż w reszcie kraju można z powodzeniem skolonizować. Leon Wasilewski, bliski współpracownik Józefa Piłsudskiego, widział tam przestrzeń dla milionów osadników. Polesie miało być kolonią, w której zamieszka bezrolna i bezrobotna ludność.

Dlaczego pana zdaniem określenie polityki Polski wobec Polesia jako kolonialnej jest uprawnione?

Z jednej strony zakładano integrację Polesia z resztą kraju, a więc uznanie go za integralną część Rzeczypospolitej; planowano prowadzenie działań, które miały na celu zacieranie widocznych różnic w poziomie zagospodarowania, ponieważ były to ziemie bardzo zaniedbane. Z drugiej strony, szczególnie w warstwie symbolicznej, poddawano te ziemie swego rodzaju egzotyzacji i orientalizacji. Polesie nazywano „polską dżunglą”, a czasem wręcz „kolonią wewnętrzną”. Zdaję sobie sprawę z tego, że teza o kolonialnym czy prawie kolonialnym charakterze polskiej obecności na ziemiach wschodnich odbiega od powszechnego wyobrażenia II RP i może budzić kontrowersje. Ale warto pamiętać, że o polskich ambicjach kolonialnych mówiono wówczas całkiem otwarcie, a patriarchalny język opisujący relację Polska–Polesie jako relację metropolia–peryferie niczym nie różnił się od tego, jakiego np. Belgowie używali w odniesieniu do Kongo. Oni też uważali, że niosą tam postęp i cywilizację, choć tubylcy nie są w stanie tego pojąć. W Polsce naśmiewano się z Poleszuków, że są przeciwni melioracji, o której mówili, że „psuje im łąki”. W książce wyjaśniam, dlaczego miejscowi mieli rację.

Pisze pan: „Polityka narodowościowa państwa polskiego na tych terenach poniosła klęskę, czego dowodem była skala zaangażowania Poleszuków w działania dywersyjne na wieść o przekroczeniu granicy przez Armię Czerwoną we wrześniu 1939 r.”.

Tu akurat powołuję się na ustalenia prof. Wojciecha Śleszyńskiego, który tę sprawę badał bardzo szczegółowo. U podstaw ówczesnej polskiej polityki narodowościowej na ziemiach wschodnich, a w szczególności na Polesiu, leżało przekonanie o niższości kulturowej zamieszkujących je ludzi. O Poleszukach mówiono, że to lud „o bardzo niskiej kulturze, a właściwie pozbawiony jej prawie”. Uważano, że ulegną szybkiej polonizacji, jeśli osiedlić wśród nich przewyższających ich jakoby pod względem cywilizacyjnym Polaków. Średnia gęstość zaludnienia była tam trzykrotnie niższa niż średnia krajowa, a zatem przestrzeni na osadnictwo było sporo. Tak przynajmniej się wydawało. To była jednak tylko statystyka, bo w rzeczywistości ziemie, które nadawały się do zamieszkania i zagospodarowania, były już gęsto zaludnione. Często dalece bardziej niż obszary Polski, z których mieli przyjechać tu osadnicy. Kluczowe było więc osuszenie bagien. Jedynie osuszenie mokradeł otwierało drogę do kolonizacji, a zatem i do polonizacji Polesia.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Tematy: historia
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj