To oczywiście nie wszystko. Wśród tego całego instrumentarium pojawiło się też forward guidance (FG). To sposób w jaki bank centralny komunikuje się z otoczeniem. Polega on na tym, że władza monetarna informuje rynek co do oczekiwanych parametrów polityki pieniężnej, głównie wysokości kształtowanych przez nią stóp procentowych, na określonym poziomie i w zależności od przyszłej sytuacji makroekonomicznej. Innymi słowy, odbiorcy decyzji banku centralnego mogą liczyć na to, że ścieżka stóp procentowych w przyszłości będzie się kształtować zgodnie z deklaracjami tej instytucji. To wzmacnia mechanizm transmisji monetarnej. Rynki bowiem, jeśli bank centralny jest dla nich wiarygodny, dostosowują swoje decyzje do jego zapowiedzi.

Obecnie jednak nie słychać o FG. Zniknęło tak jak zerowe stopy procentowe czy luzowanie ilościowe. O ile jednak te ostatnie nijak się mają do obecnych okoliczności związanych z wysoką inflacją, o tyle forward guidance niekoniecznie musi mieć zastosowanie jedynie wtedy, kiedy ceny rosną bardzo wolno i gospodarce grozi deflacja. Musiało zatem stać się coś innego, skoro największe banki centralne już się tak chętnie jak kiedyś nie posługują tym narzędziem w swojej komunikacji.

Wskazać można tutaj na mocno związane ze sobą powody, które łączy troska o wiarygodność. Wyrażając określone stanowisko dotyczące planowanej ścieżki stóp procentowych, należy być mocno przekonanym, co do tego, jak rozwinie się sytuacja makroekonomiczna i jaki wpływ zakładany poziom stóp będzie miał na gospodarkę. Pierwszy powód wiąże się zatem z tym, że obecnie w wymiarze makro ciężko o takie przekonanie. Decyduje o tym przede wszystkim niepewna sytuacja geopolityczna, która w ostatnich latach już raz pokrzyżowała plany bankierom centralnym. Chodzi o ich zapewnienia, że wysoka inflacja ma charakter przejściowy i niebawem ustąpi. Tak podpowiadały modele, tyle, że modele opierają się na danych z przeszłości. Tymczasem okoliczności były zupełnie wyjątkowe, niespotykane od dekad. Innymi słowy prognozy ich nie uwzględniały, bo bazowały na innej rzeczywistości. W efekcie modele pokazywały to, co pokazywały: inflacja po podażowym szoku związanym z pandemią niebawem wróci do celu, czyli nie będzie rosła szybciej niż około 2 proc. To przekonanie szefowie największych banków centralnych potem chętnie artykułowali na konferencjach prasowych czy w innych wypowiedziach medialnych. Kiedy realia zaczęły odbiegać od bazowego scenariusza, trzeba było się także wycofywać z wcześniejszych wypowiedzi. Tego zaś bankierzy centralni bardzo nie lubią, zależy im bowiem bardzo na zaufaniu, kiedy już coś zapowiadają to lepiej, aby tak właśnie było. Ten zawód nie poszedł jednak na marne. Zostały z niego wyciągnięte wnioski, także w obszarze komunikacji. Geopolityka wciąż daje o sobie znać. Niepewna sytuacja związana z wojną w Ukrainie czy tym, co dzieje się na Bliskim Wschodzie, nie pozwalają na jednoznaczne deklaracje dotyczące wysokości stóp procentowych w kolejnych miesiącach.

Do tego, co jest kolejnym powodem zmiany komunikacji, dochodzi jeszcze to, że najważniejsze banki centralne nie zmagały się z wysoką inflacją od dekad. Jest to dla nich coś nowego. Sytuacja, której się uczą kierujący tymi instytucjami, a zapewne także ich zespoły analityczne. Dlatego nie brakuje niespodzianek. W Stanach Zjednoczonych, pomimo trwającej od miesięcy restrykcyjnej polityki monetarnej, ceny rosną wciąż powyżej celu Fedu. Gospodarka okazała się znacznie bardziej odporna na wysokie stopy niż sądziło wielu ekonomistów. Rynek pracy jest rozgrzany, a tempo wzrostu PKB wysokie. Nawet odczyt za I kwartał 2024 r., który okazał się niższy od oczekiwań (1,6 proc. w ujęciu zannualizowanym) i osłabienie na rynku pracy w Stanach Zjednoczonych, nie skłonią prawdopodobnie FOMC do czerwcowej obniżki stóp. Szczególnie, że niewykluczona jest rewizja tych danych. Innymi słowy trudno powiedzieć jakie wyniki pokażą kolejne publikacje, by wymienić tu niemiłe zaskoczenie jakim był core PCE za marzec na poziomie 2,8 proc. Oznacza to, że jakiekolwiek deklaracje dotyczące oczekiwanej ścieżki stóp procentowych, szybko mogłyby zostać zweryfikowane przez nieprzewidywalnie dane napływające z gospodarki. Niełatwo bowiem określić ani jak bardziej restrykcyjna polityka pieniężna wpłynie na kluczowe agregaty makroekonomiczne, ani jaki będzie horyzont jej oddziaływania. Twarde lądowanie, które miało nastąpić w USA w wyniku wysokich stóp wciąż bowiem nie nadeszło. Oczywiście nie można wykluczyć, że niebawem amerykańska gospodarka mocniej odczuje działania Fed, niemniej, jeśli już, to nastąpi to znacznie później niż niektórzy się spodziewali.

Reklama

Na dziś zatem słowa czołowych bankierów centralnych są ostrożne i skupione na bieżących odczytach kluczowych wskaźników. Decyzje, co zresztą wprost wynika z przekazu szefów tych instytucji, podejmowane są na bieżąco (ang. meeting to meeting) i uzależnione od aktualnych danych (ang. data dependent). Okazuje się zatem, że do realizacji celu, jakim jest pokonanie uporczywie wysokiej inflacji, trzeba stosować również inne narzędzie komunikacyjne i należy umieć dostosować je do realiów. Inflacja z jaką mieliśmy do czynienia w ostatnich latach, a która przecież nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa, musi zostać dobrze zrozumiana. Walka z deflacją była w pewnym sensie nudniejsza, z kolei stłumienie inflacji wymaga chirurgicznej precyzji, dokładnego poznania uwarunkowań i panowania nad przekazem. W tych warunkach FG byłoby pewną formą brawury i jednocześnie trudno powiedzieć, czy ułatwiałoby realizację założonego celu. W tym momencie jednym z kluczowych zagrożeń dla banku centralnego jest osłabienie wiarygodności, w niepewnym otoczeniu globalnym łatwo zaś nie trafić z prognozą. Zdecydowanie lepiej obserwować niż prognozować. Wobec tego na powrót forward guidance trzeba będzie zapewne jeszcze trochę poczekać.

Autor wyraża własne opinie, a nie oficjalne stanowisko podmiotów, z którymi współpracuje.

Kamil Goral, analityk makroekonomiczny i publicysta, jego zainteresowania dotyczą polityki pieniężnej i fiskalnej oraz rynków finansowych.
ikona lupy />
Obserwator Finansowy - otwarta licencja / obserwatorfinansowy.pl