Gorzej wygląda sytuacja na rynku pracy, gdzie wciąż maleje liczba ofert pracy. Jednocześnie Sejm zamierza dalej pracować nad częściowym uwolnieniem handlu w niedziele.

Oto poranny brief - wszystko, co musisz wiedzieć o tym, co teraz dzieje się w gospodarce.

Płace mają rosnąć nierówno: średnio o 7,1 proc., ale w budżetówce wolniej, za to minimalna szybciej

Reklama

Pracownicy sfery budżetowej w przyszłym roku znów będą mieć powody do frustracji. Zgodnie z przedstawionymi planami rządu ich wynagrodzenia w 2025 mają urosnąć tylko o 4,1 proc. Tyle samo ma wynieść inflacja. W relatywnie lepszym położeniu znajdą się emeryci, ponieważ ich świadczenia w ramach waloryzacji mają być podniesione o 6,8 proc. Z kolei płaca minimalna ma urosnąć o 7,6 proc. a średnia płaca w gospodarce narodowej o 7,1 proc. Do tego PKB Polski ma urosnąć realnie o 3,7 proc., a inflacja średnio w ciągu roku ma sięgać 4,1 proc.

Jeśli chodzi o skalę wzrostu emerytur i płacy minimalnej, to nie mogły być one mniejsze. Rząd nie wykazuje się więc tutaj żadną dodatkową hojnością i podnosi te wypłaty o tyle, o ile musi zgodnie z obowiązującymi przepisami, czyli o wysokość tegorocznej inflacji plus jedną piątą tegorocznego realnego wzrostu płac. Oczywiście żadnej z tych dwóch zmiennych nie znamy w połowie roku, więc na razie to tylko prognoza, która zostanie zweryfikowana w lutym przyszłego roku, tuż przed faktyczną waloryzacją, która jak zwykle będzie miała miejsce od 1 marca.

Więcej zamieszania było z podwyżką płacy minimalnej, ponieważ część komentatorów ekonomicznych uznała początkowo, że wzrost o 7,6 proc. jest większy niż wymagane minimum. To dlatego, że w tym roku płaca minimalna zmienia się dwa razy: od stycznia i następnie od lipca. Jej przyszłoroczną wartość można więc odnosić albo do tej z drugiego półrocza (i wtedy wzrost jest mniejszy), albo do średniej dla całego roku (i wtedy wzrost jest większy – o 8,3 proc.). Rząd zdecydował się na tę pierwszą interpretację i zastosował wskaźnik, na który składa się tegoroczna planowana inflacja i dodatkowa korekta wyrównująca z tytułu błędów prognozy z poprzedniego roku.

Minimalna urośnie więc od stycznia 2025 roku do 4626 zł brutto. Czyli o 326 złotych w stosunku do poziomu 4300 zł, który będzie obowiązywać od początku lipca tego roku. Szacuje się, że liczba osób objętych podwyżką płacy minimalnej wyniesie ponad 3,1 mln osób.

Coraz więcej ludzi deklaruje, że zamierza oszczędzać

Polacy oszczędzają na coraz większą skalę. Takie wrażenie można odnieść kiedy porównuje się dość marny wzrost sprzedaży detalicznej w kraju ze znacznie większymi wzrostami przeciętnych wynagrodzeń. Skoro Polacy zarabiają wyraźnie więcej, a swoje wydatki podnoszą bardzo powoli, to część wzrostu zarobków muszą odkładać. Te podejrzenia ekonomistów potwierdza badanie przeprowadzone przez Bank Millennium. Zgodnie z nim aż 71 proc. z nas zamierza teraz odbudowywać poziom swoich oszczędności, które zostały uszczuplone w poprzednich latach bardzo wysokiej inflacji.

„Realizacja tych deklaracji oznaczałaby, że wysokiej nominalnej dynamice wynagrodzeń towarzyszyć będzie bardziej umiarkowane tempo odbicia konsumpcji prywatnej" - powiedział główny ekonomista Banku Millennium Grzegorz Maliszewski, cytowany w komunikacie.

Odsetek osób, które deklarują, że odkładają pieniądze kiedy mają taką możliwość, wzrósł z 37 proc. w ubiegłym roku do 43 proc. teraz. Wzrost oszczędności w okresie minionych sześciu miesięcy dotyczy 38 proc. badanych. Ludzie częściej i więcej oszczędzają przede wszystkim dlatego, że więcej zarabiają. Wzrost zarobków deklaruje w badaniu 41 proc. osób. Rok temu było ich tylko 21 proc.

Polacy wciąż najchętniej wybierają konta oszczędnościowe i lokaty (49 proc.) i przechowują pieniądze na koncie bieżącym (44 proc.). Stopniowo spada popularność gotówki - tę formę lokowania oszczędności wybiera jednak nadal ponad 40 proc. oszczędzających. Z kolei z 7 do 11 proc. wzrósł odsetek osób, które twierdzą, że swoje nadwyżki dochodowe nie tylko oszczędzają, ale nawet inwestują.

Mamy rekordowo dużo pieniędzy w funduszach inwestycyjnych

O tym, że coraz więcej oszczędzamy i inwestujemy świadczą też nowe dane dotyczące funduszy inwestycyjnych. W maju wartość aktywów, którymi zarządzają, pierwszy raz przekroczyła 350 mld złotych. Zwiększyła się ona w tym miesiącu o 8,1 mld zł, czyli o 2,4 proc. Ten wzrost to efekt dwóch czynników. Po pierwsze rośnie wartość środków, które były w funduszach już wcześniej, bo maj był udanym miesiącem na rynkach finansowych. Po drugie do funduszy dopływają wciąż nowe środki i to całkiem szerokim strumieniem. Według Izby Zarządzających Funduszami iAktywami oraz serwisu analizy.pl w maju wpłaciliśmy do funduszy 3,4 mld zł nowego kapitału, z czego prawie 3 mld zł trafiło do funduszy detalicznych. Największa część tych pieniędzy popłynęła do funduszy obligacji, w których saldo wpłat i wypłat wyniosło 2,3 mld zł. Do funduszy akcji trafiło znacznie mniej, bo 198 mln zł, ale w ich przypadku był to największy napływ pieniędzy od grudnia 2021 roku

Swoją drogą wtedy, w grudniu 2021 roku ten napływ zbiegł się w czasie z końcem wzrostów na giełdzie i początkiem dość bolesnej, wielomiesięcznej korekty, wywołanej jednak głównie wybuchem wojny w lutym 22 a nie zachowaniem inwestujących w fundusze. Niemniej jednak wtedy ta grupa ewidentnie spóźniła się na hossę. Ciekawe, jak będzie teraz

Sejm dalej ma pracować nad przywróceniem handlu w niedziele

Sejm będzie dalej pracować nad projektem ustawy częściowo przywracającej handel w niedzielę. Częściowo, bo zgodnie z treścią projektu handel byłby dozwolony tylko w dwie niedziele każdego miesiąca. Za pracę w niedzielę przysługiwałoby podwójne wynagrodzenie, a pracodawca miałby obowiązek wyznaczyć pracownikowi dzień wolny, od 6 dni przed do 6 dni po dniu pracy w niedzielę.

Sprawa jest kontrowersyjna, zwolennicy tej liberalizacji handlu wskazują, że zakaz, który miał chronić małe polskie sklepy przed konkurencją ze strony dużych zagranicznych sieci, się nie sprawdził, bo od momentu wejścia w życie zakazu 6 lat temu upadło 30 tys. lokalnych sklepów.

Z drugiej strony ministra pracy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk uważa, że zwiększenia liczby niedziel pracujących nie chcą ani konsumenci, ani pracownicy handlu. Dodała, że nie chcą tego także przedsiębiorcy, zarówno mali i średni, jak również więksi. "Co ciekawe, wcale nie chcą tych zmian duże sieci, którym brakuje rąk do pracy. Już teraz muszą dopłacać do niedziel, które są handlowe" - powiedziała w Sejmie Dziemianowicz-Bąk. W jej opinii, za zwiększeniem liczby niedziel handlowych są tylko galerie handlowe.

Co ciekawe przy okazji tej sprawy Sejm podzielił się w interesujący politycznie sposób. Przeciwko kontynuowaniem prac w tej sprawie i wyrzuceniem projektu posłów Polski 2050 do kosza głosowały razem wchodząca w skład koalicji rządowej Lewica, oraz opozycyjny PiS. Byli oni jednak w mniejszości, a za kontynuacją prac opowiedziały się nie tylko Koalicja Obywatelska i PSL, ale też opozycyjna Konfederacja.

Grant Thornton: Liczba ofert pracy spada wtedy, kiedy zwykle rosła

Liczba ofert pracy na portalach rekrutacyjnych w internecie ciągle spada – wynika z analizy firmy Grant Thornton. W maju było tam 261,1 tys. ogłoszeń, czyli o 2 proc. mniej niż miesiąc temu. To także spadek aż o 47,4 tys. czyli o 15 proc. w stosunku do sytuacji sprzed roku.

Sytuacja może martwić, bo w poprzednich latach maju liczba ofert pracy zazwyczajrosła, mamy więc odstępstwo od trendu.

„Spadek liczby ofert w maju tego roku sprawił, że ścieżka, którą poruszamy się w 2024 roku, zaczęła wyraźnie odstawać od ścieżek z poprzednich lat. Różnice w liczbie ofert nie są duże, jednak sam brak wiosennego trendu wzrostu w tym roku może niepokoić. Dla porównania - w 2024 roku w maju było 261 tys. ofert, w 2023 roku - 308 tys., w 2022 roku - 294 tys., w 2021 roku - 303 tys. a w 2019 roku - 334 tys. Jedynie ścieżka z 2020 roku (195 tys. ofert) jest wyraźnie niższa od tegorocznego odczytu, jednak jest to efekt rozpoczynającej się wówczas pandemii i wprowadzanego lockdownu” – komentują autorzy badania w swoim opracowaniu.

Największy spadek liczby ofert, aż o 44 proc., zanotowano w branży IT, o 30 proc. mniej jest ogłoszeń w HR-ach, a o 28 proc. wśród finansistów.

Grant Thornton wskazuje też, że prognozy makroekonomiczne na drugie półrocze są lepsze, także więc sytuacja na rynku pracy w kolejnych miesiącach powinna się poprawić.