Wprawdzie Europejski Bank Centralny nie ma oficjalnego upoważnienia do zarządzania euro, ale zawsze traktuje tę walutę priorytetowo, to jednak notowana ostatnio słabość dolara zaniepokoiła bank. Mimo to silniejsze euro pokazuje, że Europa najwyraźniej lepiej sobie dotychczas radziła z zarządzaniem pandemią niż USA. Posiadanie solidnej waluty nie zawsze jest złym znakiem, a wartość unijnej waluty od początku roku wzrosły o 6 proc. Jednak po osiągnięciu granicy 1,2 dolara za 1 euro, notowania zaczęły spadać. Zbytnie umacnianie się euro jest złą wiadomością dla producentów ze strefy euro, zwłaszcza tych z Niemiec, którzy są silnie uzależnieni od eksportu.

Decydenci swoimi komentarzami wpływają na rynki walutowe, starając się przy tym przywrócić na nich równowagę. Ostatnie komentarze EBC na temat słabości dolara wywołały pewne obawy o możliwość wybuchu globalnej wojny walutowej.

W sierpniu giełda w USA przeżyła oszałamiające wzrosty i osiągnęła szczyty wszech czasów. Dlatego założenie, że wygrana Trumpa byłaby lepsza dla notowań akcji i dolara staje się coraz bardziej atrakcyjne. Dodatkowo wielu inwestorów odniosło sukces w trakcie jego obecnej prezydentury.

Jednocześnie przyszła administracja Bidena z lewicową agendą gospodarczą mogłaby się okazać niezwykle kłopotliwa dla rynków finansowych. Chociaż nie ma jeszcze zbyt wielu szczegółów politycznych, którymi można by się martwić, ani wyraźnych oznak, że Biden wybrał już sekretarza skarbu, to inwestorzy są świadomi ryzyka, że rząd Demokratów podwyższy wydatki i podatki, pisze Marcus Ashworth.

Reklama

Stopniowe przejście w kierunku nowoczesnej teorii monetarnej (rząd powinien manipulować podażą pieniądza, tak aby osiągnąć pełne zatrudnienie i zachować niską inflację - przyp. red.) może nadwyrężyć zaufanie rynków na całym świecie. Zwłaszcza jeśli na Rezerwę Federalną Stanów Zjednoczonych wywierana jest presja, aby przekroczyć rubikon finansowania wydatków rządowych. Wszystko to wydaje się sugerować, że prezydentura Bidena oznacza jeszcze słabszego dolara niż za czasów Trump.

Najwyraźniej obecna sytuacja ma doprowadzić Trumpa do rezygnacji ze wspierania amerykańskich producentów poprzez dalsze osłabiania dolara. Zdaniem Ashwortha przeceniany jest również szacunek rynku dla obecnego mieszkańca Białego Domu i politycznego chaosu, jaki czasami wywołuje w świecie. Przy czym nie można również zdyskontować „premii za rozsądek” Bidena, jak pojawi się w momencie gdy inwestorzy znów zaczyna faworyzować dolara. Rynek nie przestraszył się wysokich sondaży Demokratów, a akcje poszybowały w górę.

Wyraźna przewaga wzrostu gospodarczego i wyższych stóp procentowych jaką do niedawna miały Stany Zjednoczone nad Europą, zmniejszyła się. W związku z tym premia dolarowa może dalej maleć niezależnie od tego, kto zostanie prezydentem. Działania podejmowane przez Fed są jednym z najważniejszych czynników napędzających rynki walutowe. Świat jest zalany nadpłynnym dolarem; czy ktoś mógłby to teraz zmienić?

Oczywiste jest również, że niezależnie od kwestii walutowych przywódcy polityczni Europy (poza kilkoma wyjątkami) zdecydowanie będą woleli stabilność administracji Bidena od dyplomatycznych katuszy Trumpa, . Na UE przypada około 15 proc. światowego obrotu towarami, a koniec niedawnej serii sporów celnych byłby mile widziany. A nawet jeśli wycenia dolara pozostanie na niskim poziomie, szanse na wojnę walutową ze strefą euro byłoby znacznie niższe, gdyby Biden był u władzy.