Szefowa resortu finansów od 23 lutego raczej nie śpi spokojnie. Wtedy to prezes PiS Jarosław Kaczyński do spółki z premierem Mateuszem Morawieckim ogłosili pięć obietnic wyborczych. Rachunek za nie jest na tyle wysoki, że Ministerstwo Finansów nawet nie ukrywa, że jeszcze nie wie, jak go zapłacić. Teresa Czerwińska i jej współpracownicy wyraźnie dystansują się od pomysłów partii rządzącej. Najlepszym przykładem była nieobecność pani minister na wtorkowej konferencji, na której premier, Elżbieta Rafalska, minister rodziny, pracy i polityki społecznej, oraz Andrzej Adamczyk, minister infrastruktury, prezentowali mapę drogową realizacji obietnic i pokazywali źródła ich finansowania. MF reprezentował wiceminister Leszek Skiba, który opowiadał o planach obniżenia kosztów pracy czy PIT, chociaż te obszary nie są w jego nadzorze w resorcie finansów.

– Minister Czerwińska dowiedziała się o konferencji dzień wcześniej, nikt jej nie uprzedził, aby mogła zweryfikować liczby, które były na niej prezentowane, czy źródła finansowania obietnic – mówi nasz informator z kręgów rządowych. Wskazuje, że chociaż w mediach od tygodnia pojawiały się informacje, że po wtorkowym posiedzeniu rządu będzie prezentacja kalendarium wdrażania planów PiS, to o tym, co ma być ogłoszone, uprzedzano niemal w ostatniej chwili.

Dodatkowo nasze źródła wskazują, że to nie MF odpowiadało za wskazanie źródeł finansowania, które przedstawiał szef rządu, i kwot, jakie mają z nich wynikać.

Inny kierunek

Konferencja została zaplanowana na godz. 14 i zaczęła się ze zwyczajowym opóźnieniem. Tym razem jednak wynikało ono w dużej mierze z tego, że Elżbieta Rafalska i Leszek Skiba byli na posiedzeniu Rady Dialogu Społecznego z udziałem prezydenta Andrzeja Dudy. Pałac Prezydencki od kancelarii premiera dzieli około 4 km. Samochodem można je pokonać w kilkanaście minut. Jednak tego dnia w Warszawie odbywał się protest pracowników wymiaru sprawiedliwości, który zablokował centrum miasta.

– Do końca ważyło się, czy minister finansów zdecyduje się wziąć udział w konferencji – mówi nasze źródło. Wskazuje, że ostatecznie stanęło na tym, że trzeba na nią wydelegować wiceministra Skibę. Ten do kancelarii premiera dojechał na rowerze, bo jego ministerialny samochód utknął w korkach.

W DGP opisywaliśmy już, że przed konwencją PiS resort finansów przygotował dla premiera wsad do kampanijnych planów. Kwotę, w której koszt finansowania obietnic mógł się zamknąć w tym roku, MF określiło na ok. 10 mld zł. Dzisiaj już wiadomo, że trzeba będzie wysupłać niemal dwukrotnie więcej.

Z naszych ustaleń wynika, że MF przesłało Mateuszowi Morawieckiemu plan pięciokrotnego zwiększenia kosztów uzyskania przychodu, specjalną ulgę w PIT oraz zniesienie podatku dochodowego dla osób młodych. Te pomysły znalazły się wśród ogłoszonych obietnic, chociaż w przypadku kosztów ich wzrost jest zaledwie dwukrotny, a ulgę w PIT zastąpiła obniżka niższej stawki.

– MF wiedziało, że na stole jest rozszerzenie 500+ o pierwsze dziecko czy nowy dodatek dla emerytów, ale o tym, że prezes PiS i premier ogłoszą te pomysły, dowiedzieliśmy się na dzień przed konwencją – mówi nasz informator z resortu finansów. Nikt w ministerstwie nie ukrywa krytycznych opinii na ten temat. – Teresa Czerwińska nie będzie wykonywała żadnych ostentacyjnych ruchów odcinających się od ”piątki Kaczyńskiego„, bo rozumie, że rząd to gra zespołowa. Na pewno będzie jednak próbowała dotrzeć do prezesa PiS, aby je zracjonalizować, ograniczyć koszty, szczególnie jeśli chodzi o 2020 r. – dodaje nasze rozmówca.

Socjal wygrał

Minister finansów przez niemal cały ostatni rok wskazywała, że po hojnych obietnicach socjalnych, które PiS wprowadził po wyborach w 2015 r., teraz rząd powinien skupić się na wsparciu pracujących i podjąć działania mające na celu obniżkę klina podatkowego oraz wyciągające ludzi z szarej strefy. Miało to prowadzić do wzrostu aktywności zawodowej. Czerwińska nie była w tym osamotniona. Podobne głosy płynęły od prawej ręki premiera w sprawach gospodarczych, czyli prezesa PFR Pawła Borysa, oraz od szefa Centrum Analiz Strategicznych Waldemara Parucha. Sam Morawiecki, jeszcze jako minister finansów i rozwoju, mówił w wywiadzie dla DGP we wrześniu 2017 r., że w budżecie państwa nie ma miejsca na szaleństwa, i wskazywał, że seniorzy są jednymi z większych beneficjentów polityki rządu dzięki hojnym waloryzacjom i obniżce wieku emerytalnego.

Dystans ministerstwa widać też w oficjalnym komentarzu, który resort opublikował w poniedziałek tuż po konwencji. Jego treść pojawiła się dopiero po posiedzeniu kierownictwa MF, na którym obietnice były omawiane. – Tak istotne zmiany są oczywiście znaczącym wyzwaniem dla finansów publicznych. Ich przygotowanie oraz wdrożenie wymaga bardzo szczegółowego przeglądu zarówno strony przychodowej, jak i wydatkowej ustawy budżetowej. Istotne jest bowiem, aby finansowanie nowych rozwiązań nie spowodowało przekroczenia norm deficytu, co mogłoby nałożyć na nasz kraj unijne procedury. To bowiem oznaczałoby konieczność ograniczania wydatków – czytamy w komunikacie MF.

W PiS zignorowano także ostrzeżenie minister finansów dotyczące deficytu i stabilności finansów publicznych. Czerwińska już jesienią, przy konstruowaniu tegorocznego budżetu, straszyła wzrostem deficytu strukturalnego (nieuwzględniającego wpływu koniunktury gospodarczej) i ryzykiem objęcia nas unijną procedurą ”znacznego odchylenia„ od ścieżki dojścia do średnioterminowego celu budżetowego. Teraz deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych zacznie się zbliżać do 3 proc. PKB. Przekroczenie tego poziomu oznacza ryzyko innej procedury – ”nadmiernego deficytu„. Jest ona groźniejsza dla rządzących, bo wymusza ograniczanie wydatków. 

>>> Czytaj też: Adam Glapiński o swojej dymisji: W ogóle to nie jest brane pod uwagę