Z Michałem Wosiem rozmawia Tomasz Żółciak

„Tajemnicą poliszynela jest, że duża część organizacji ekologicznych właściwie działa po to, by wykonywać pewne polecenia wielkiego biznesu, wielkiego kapitału czy możnych tego świata” – tak w radiowej Jedynce uzasadniał pan potrzebę wprowadzenia ustawy o transparentności finansowania organizacji pozarządowych. Co konkretnie miał pan na myśli?

NGO mają bardzo silny wpływ na oceny środowiskowe i realizację inwestycji. To wynika z unijnego prawa. Jeżeli organizacja ekologiczna ma czyste intencje, to jej opinia wzmacnia ochronę środowiska. Problem pojawia się wtedy, gdy dochodzi do nadużyć i wielki kapitał wykorzystuje NGO do nieuczciwej konkurencji, np. blokując za ich pośrednictwem inwestycję zagrażającą interesom firmy.

Czyli zgadza się pan np. z teoriami, że aktywiści, którzy próbowali blokować przekop Mierzei Wiślanej, działali na polecenie lub z inspiracji Rosji?

Proszę o to spytać służby specjalne, a nie ministra środowiska. Nie mam wiedzy o tym konkretnym przypadku. Wiem jednak, że z takich metod korzystają różne grupy interesu, także z zagranicy.

Reklama

Pana projekt zakłada powstanie rejestru, w którym NGO będą musiały wykazać zagraniczne źródła finansowania. Po co, skoro już dziś państwo ma wobec nich mechanizmy kontrolne? Krytycy twierdzą, że rzeczywistą intencją jest publiczne napiętnowanie NGO, z którymi nie jest wam po drodze. I jeśli z rejestru wynikałoby, że jakaś organizacja otrzymuje darowizny z Niemiec czy Francji, to potem będziecie twierdzić, iż „realizuje agendę zagranicy”.

Mechanizmy kontrolne istnieją, ale są dziurawe. A w kwestii zagranicznego finansowania istnieje dziś luka prawna. Projekt nie piętnuje NGO, ale wręcz przeciwnie – wzmacnia ich wiarygodność. Jest oparty na rozwiązanych z powodzeniem funkcjonujących np. w USA czy Izraelu. Dotyczy zresztą tylko największych NGO, z przychodami ponad 156 tys. zł rocznie, a nie małych stowarzyszeń czy lokalnych fundacji. Jeśli więcej niż 10 proc. przychodów organizacji pochodzi z zagranicy, wtedy informacja na ten temat trafi na stronę internetową danego podmiotu. Jeśli więcej niż 30 proc. – wówczas obowiązek informacyjny jest taki sam jak przy finansowaniu przedsięwzięć ze środków europejskich. Na stronie ministerstwa będzie można sprawdzić źródło finansowania i cel realizowanego projektu. To wszystko. Wyobraźmy sobie, że w małym mieście zagraniczny inwestor chce zbudować uciążliwy zakład produkcyjny. Lokalna społeczność protestuje, obawiając się zanieczyszczenia środowiska. Mieszkańców wspiera stowarzyszenie ekologów finansowane ze składek zbieranych w całej Polsce. Ale koncern przedstawia opinię innego NGO, który twierdzi, że nie ma żadnego niebezpieczeństwa. Dzięki naszym przepisom każdy mieszkaniec mógłby od razu sprawdzić i dowiedzieć się, że ta druga organizacja jest finansowana przez zagraniczny koncern będący spółką zależną od inwestora. Dziś przepisy nakazują jedynie zgłaszać pewne sumy do skarbówki. Jeśli ktoś uczciwie broni ważnej dla siebie sprawy, to nie obawia się ujawnienia, kto ją wspiera. A Polacy mają prawo to wiedzieć i dokonać własnej oceny, czy organizacja pozarządowa finansowana przez podmiot powiązany np. z rosyjskim Gazpromem jest równie wiarygodna, co inne organizacje finansujące swoją działalność z własnych składek.

Cały wywiad z Michałem Wosiem przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP

Źródło nieznane

fot. mat. prasowe

Michał Woś minister środowiska, poseł Solidarnej Polski. W latach 2017–2018 podsekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości, a w latach 2019–2020 minister – członek Rady Ministrów odpowiedzialny za pomoc humanitarną