Ministerstwo Spraw Zagranicznych, czyli zbędny raczej resort [OPINIA]

Jacek Czaputowicz
<p>Jacek Czaputowicz</p>/ShutterStock
Krytycy byłego szefa MSZ Jacka Czaputowicza przekonują, że pierwszą decyzją, którą podjął, wprowadzając się do gabinetu po Witoldzie Waszczykowskim w al. Szucha, było przywrócenie prenumeraty „Gazety Wyborczej”. W tym sensie nowy szef polskiej dyplomacji okazał się twardzielem. Jak sam zresztą mówi w pierwszym zdaniu pożegnalnego wywiadu, którego udzielił „Rzeczpospolitej”: „trudno mu się zgodzić” z tezą, że pozostawał ministrem – jak to się mówi – malowanym - pisze w opinii Zbigniew Parafianowicz z "Dziennika Gazety Prawnej".

Ten paradoksalny początek jest najmniej kuriozalnym wątkiem rozmowy. Nie było jeszcze sytuacji, w której ktoś tak otwartym tekstem i z taką szczerością opowiadał o słabościach swojego urzędu i o swoich własnych oraz ustawiał się w roli ni to ofiary, ni to tajemniczego – działającego pod przykryciem – reformatora z gatunku Wallenrodów. Albo co najmniej zatroskanego o dobro polskiej polityki zagranicznej profesora, który poległ na bezwładnościach trudnej do opanowania organizacji, gdzie trwa wieczna wojna o temperówki, ołówki, gumki i długopisy.

Doceniając tę bezbrzeżną szczerość, nie sposób nie zauważyć w tym wszystkim bardzo słabego człowieka, który nie wiedzieć czemu, przez ponad dwa lata trwał na jednym z kluczowych dla państwa polskiego stanowisk.

Trwał otoczony wrogim środowiskiem. Mając koło siebie Szarego Kardynała lub Szarego Papieża przez „rz”, czyli wpływowego dyrektora generalnego Andrzeja Papierza, który zza jego pleców rządził resortem. Trwal otoczony służbami wywiadowczymi, które prowadziły w gmachu przy Szucha nieczytelną dla ministra politykę kadrową – a im bardziej wyczuwały jego słabość, tym bardziej z niczego się nie tłumaczyły. Trwał otoczony młodymi i wyszczekanymi wiceministrami, z których każdy miał swoją – niekonsultowaną z szefem – agendę. Trwał z wyjętą poza MSZ polityką europejską i wobec USA. I w końcu ze śmiejącym się z boku, silniejszym od niego, znacznie bardziej cynicznym, cwańszym i uzdolnionym swoim odpowiednikiem w Pałacu Prezydenckim – czyli właściwym ministrem spraw zagranicznych – Krzysztofem Szczerskim.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj