Wprowadzenie jednych z najostrzejszych restrykcji w Europie umożliwiło krajom regionu odeprzeć początkową falę pandemii, jednak obecnie doświadczają one bardzo szybkich przyrostów liczby nowych zakażeń. Ich wczesna przewaga w raczeniu sobie z problemem nad zachodnimi krajami została zaprzepaszczona, a aktualna sytuacja jest tam często nawet gorsza.

Rosnąca liczba śmiertelnych ofiar i seria głośnych infekcji uderzyły w społeczne zaufanie i doprowadziły do ożywienia komunistycznej tradycji omijania przez obywateli przepisów, co tylko pogłębiło kryzys. Kraje Europy Wschodniej zaczęły tworzyć polowe szpitale, bowiem obawiają się, że wirus przeciąży ich systemy opieki zdrowotnej. Przywracają też restrykcje, które zdewastowały ich gospodarki wiosną tego roku.

Liczba śmiertelnych zgonów w Polsce przekroczyła zdaniem WHO 4,4 tys. Są jednak w Europie kraje mocniej dotknięte pandemią. Najgorzej jest w Czechach, które przewodzą w UE pod względem liczby nowych zakażeń i zgonów na osobę.

Wschód zareagował na pierwsze wiosenne przypadki zakażeń ostro i natychmiastowo. Słowacja zamknęła szkoły podstawowe już po zarejestrowaniu pierwszych pięciu zakażeń covid-19. Czechy zrobiły to samo w ciągu tygodnia, zakazały do tego publicznych zgromadzeń. Węgry ogłosiły stan wyjątkowy, a Serbia przełożyła wybory. Wszystko to wydarzyło się zanim Francja zamknęła swoje szkoły, chociaż już wcześniej zarejestrowała ponad 3 tys. zakażeń koronawirusem i 79 zgonów wywołanych nim.

Polska i inne kraje regionu zareagowały w sposób podręcznikowy: zamknęły granice, sklepy i fabryki oraz wprowadziły liczne restrykcje w zakresie kontaktu społecznego. Podczas gdy wirus zbierał śmiertelne żniwo w USA, Wielkiej Brytanii czy Włoszech, media z byłych komunistycznych krajów szczyciły się swoimi osiągnięciami w walce z pandemią. Sytuacja zmieniła się diametralnie latem. Miliony mieszkańców krajów wschodniej części UE wyjechało za granicę na wakacje, a ci którzy pozostali w kraju, tłoczyli się w ogródkach piwnych, górskich schroniskach i parkach.

Reklama

Rządy tych państw dążyły do odbudowy gospodarek i ratowania kluczowych gałęzi przemysłu, w tym turystyki, więc zachęcały obywateli do wychodzenia z domów i wydawania pieniędzy. Morawiecki, Orban i spółka odkręcili ponadto kurek z państwową kasą i zapowiedzieli, że nawet jeśli pandemia ponownie nasili się, to nie wprowadzą ścisłych lockdownów.

Mieszkańcy krajów Europy Wsch. tracą zaufanie do skuteczności politycznych działań. To skutek wysyłania przez przywódców sprzecznych komunikatów i regularnego łamania przepisów. Spadek zaufania jest niebezpieczny, bowiem dotyczy społeczności, które przez dekady sprawowania władzy przez komunistów nauczyły się obchodzić i lekceważyć prawo i polityczne restrykcje.

- Ludzie z byłych komunistycznych krajów inaczej postrzegają władze niż mieszkańcy Zachodu. Intuicyjnie buntują się przeciwko surowym rządowym nakazom, ponieważ uważają je za głupie. To dziedzictwo totalitaryzmu – powiedział Jan Hartl, przewodniczący praskiego Instytutu STEM.

Rządy krajów regionu skłaniają się ku coraz surowszym ograniczeniom, ale obywatele nie zawsze chętnie współpracują. W weekend, gdy czescy żołnierze budowali szpital polowy położony niedaleko centrum handlowego na przedmieściach Pragi, media relacjonowały tłoczące się na rolnym targu w centrum miasta masy ludzi.

Czeski premier, który wprowadził w kraju godzinę policyjną, określił tę sytuację „szaloną”. – Apelowałem, błagałem, wielokrotnie prosiłem o stosowanie się do wprowadzonych środków i poważnego potraktowania pandemii. Żaden rząd nie może sam uporać się z problemem, więc jeśli nie uda nam się wspólnie zahamować rozwoju pandemii, to nasza służba zdrowia po prostu się załamie – powiedział.