Z tego samego powodu, według lokalnych mediów, władze izraelskie przyspieszają akceptacje budowy osiedli na spornych terytoriach i Zachodnim Brzegu już od listopada, czyli po wygranych przez Bidena wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych.

"To nieodpowiedzialny krok. Administracja Bidena nie objęła jeszcze urzędu, a rząd już prowadzi nas do niepotrzebnej konfrontacji" - napisał na Twitterze lider opozycji w Knesecie, Jair Lapid. "Nawet podczas wyborów należy dbać o interes narodowy. Rozsądny rząd nie rozpoczyna niepotrzebnej walki z nowym amerykańskim prezydentem" - dodał, nawiązując do zbliżających się wyborów parlamentarnych w Izraelu.

Jednak dla starającego się o utrzymanie na stanowisku Netanjahu budowa osiedli może być sposobem na zyskanie głosów, zwłaszcza tych osób, którzy skłaniają się, by głosować na jego największego obecnie rywala, Naftalego Beneta. Jest on przywódcą skrajnie prawicowej partii Jamina, która wysoko na liście priorytetów stawia sobie rozwijanie osadnictwa.

"Jesteśmy tutaj, aby zostać. Wciąż budujemy Ziemię Izraela!" - napisał Netanjahu na Twitterze.

Reklama

Biblijna "Ziemia Izraela" to kraina obiecana Izraelitom przez Boga, w innych językach nazywana też Kanaanem lub Palestyną. W wyniku wojny sześciodniowej w 1967 roku Izrael zajął Zachodni Brzeg i od tego czasu postawił w Judei i Samarii - jak nazywane jest to terytorium w Izraelu - osiedla zamieszkane przez ok. 450 tys. osób.

Społeczność międzynarodowa w zdecydowanej większości potępia ten proceder, argumentując to często czwartą konwencją genewską, która zakazuje okupantowi przemieszczania swojej cywilnej ludności na ziemie okupowane. Z kolei Palestyńczycy uważają, że osiedla oraz obecność wojskowa potrzebna do ich ochrony stanowią przeszkodę w ich dążeniu do ustanowienia własnego państwa na tym terenie.