Poncyliusz: Moje serce konserwatysty krwawi

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
7 marca 2021, 08:30
Paweł Poncyljusz
<p>Paweł Poncyljusz</p>/Dziennik Gazeta Prawna
Pytam moich kolegów: czy jesteście przekonani, że aborcja to zagadnienie na skalę racji stanu? Zostawmy z tym Kaczyńskiego, niech on się tłumaczy

Z Pawłem Poncyljuszem rozmawia Magdalena Rigamonti

Aborcja na życzenie?

Nie.

Do 12 tygodnia ciąży?

Nie.

Kompromis aborcyjny?

Tak. A najpierw referendum.

Nie przejdzie.

Dzisiaj największymi przeciwnikami referendum są działacze lewicowi i ultrakatoliccy. Jedni i drudzy wiedzą, że gdyby zapytać Polaków, czego chcą w kwestii aborcji, to wyszłoby na to, że kompromisu z 1997 r.

Jak powinno być sformułowane pytanie w referendum?

Powinien być wybór pomiędzy obowiązującym do niedawna kompromisem aborcyjnym a aborcją do 12. tygodnia ciąży. To chyba jest najprostsze i najuczciwsze. Odcinamy wtedy skrajności.

Konsultował pan te wypowiedzi na temat referendum z Borysem Budką?

Moje poglądy znane są w Koalicji Obywatelskiej. Widzę różnice w sposobie komunikowania się tu, w PO, i w PiS. Tam trzeba było wszystko konsultować, tu po prostu można mówić, wymieniać opinie i nikomu włos z głowy nie spada, nikt się nie obraża.

A może się tak panu tylko wydaje?

Jestem materialnym świadkiem historii. W KO jestem od półtora roku i nikt mnie tu nie łamie kołem i do niczego nie przymusza. Chociaż niektórzy moi koledzy z pisowską przeszłością albo działający dziś w PiS nie dowierzają.

Poglądy na temat aborcji uzgodnił pan z żoną?

(Kochanie, pani redaktor pyta, czy mamy między sobą ustalone poglądy na temat aborcji). Żona przekazuje, że tak.

Chce pan być prezydentem Rzeszowa z ramienia Koalicji?

Wciąż szukam lepszego rozwiązania. Jeszcze nic nie zostało ustalone.

Nie pytam, czy zostało ustalone, tylko czy pan chce.

Decyzje nie zapadły. Cały czas prowadzę rozmowy i konsultacje w Warszawie i Rzeszowie na temat wyłonienia najlepszego kandydata, który ma szansę pokonać machinę wyborczą środowiska PiS. Od 2019 r. jestem posłem KO z Rzeszowa, więc znam lokalne problemy.

Problemy najbardziej konserwatywnego regionu Polski.

To uczy pokory.

Pan jest konserwatystą, w zasadzie pisowcem.

Nie jestem w PiS od prawie 11 lat. A kampania wyborcza 2019 r. była dla mnie kubłem zimnej wody. Musiałem rozliczyć się ze swoją pisowską przeszłością. I wydaje mi się, że w czasie tej kampanii już swoją drogę do Canossy we włosiennicy odbyłem.

Z biczykiem czy bez?

Bez biczyka, aczkolwiek parę razy były obelgi i wyzwiska, ale to koszt bycia politykiem. I to bolało. Rozdawałem ulotki i budziłem zdziwienie, że na targ przyszedł platformers. Od pisowców ludzie nie dostawali żadnych ulotek, bo pisowscy powiatowi szoguni mają tam wszystko poustawiane, reprezentują jeden, ewentualnie dwa powiaty i nie muszą wystawać na targowiskach.

Tłumaczył się pan ze zdrady, zmiany partii?

Gdyby pani porównała moje poglądy sprzed lat z tymi dzisiejszymi, to zrozumiałaby pani, że niewiele się zmieniły. Nie dokonałem wolty światopoglądowej o 180 st. Mam harcerską naturę. Jak się coś zaprogramuje za młodu, to zostaje na całe życie.

Przestał pan być czcicielem Jarosława Kaczyńskiego – to jest wolta.

Nigdy nie byłem czcicielem, ale przez lata znajdowałem w nim plusy...

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj