Posłowie bez zaskoczenia przyjęli przedłużenie obostrzeń epidemicznych

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
15 kwietnia 2021, 08:43
Obostrzenia
<p>Obostrzenia</p>/Shutterstock
Posłowie wszystkich klubów nie są zaskoczeni przedłużeniem obostrzeń epidemicznych. Obostrzenia są luzowane na maksimum tego, co w danym momencie można zrobić - uważa PiS. Opozycja zarzuca jednak rządowi, że gdyby obostrzenia wprowadzono wcześniej i był dobry system szczepień sytuacja byłaby już lepsza.

Jak poinformował w środę minister zdrowia Adam Niedzielski, większość obowiązujących obecnie obostrzeń w związku z epidemią koronawirusa przedłużono do 25 kwietnia, ale od 19 kwietnia otwarte będą żłobki i przedszkola. Hotele pozostaną nieczynne włącznie do 3 maja.

Szef sejmowej komisji zdrowia, poseł PiS Tomasz Latos ocenił w rozmowie z PAP, że nikt nie jest zaskoczony przedłużeniem obostrzeń.

"Spodziewałem się nawet jeszcze trwalszych restrykcji, łącznie z tym, że tego powrotu dzieci do żłobków i przedszkoli nie będzie, ale rozumiem z kolei, że to wszystko jest taką cienką granicą, gdzie trzeba podejmować decyzje, które umożliwią funkcjonowanie pracownikom w miarę normalnie i chodzi też o zapewnienie opieki nad dziećmi" - powiedział Latos.

"W moim przekonaniu te granice są przesuwane i obostrzenia luzowane na maksimum tego, co można w danym momencie zrobić i miejmy nadzieję, że po weekendzie majowym będzie można w miarę wracać co normalności, czego wszyscy z utęsknieniem wyczekujemy" - dodał.

Szef sejmowej komisji zdrowia ocenił również, że trudno będzie w dalszym ciągu oszacowywać sytuację epidemiczną na dłużej niż dwa tygodnie do przodu, z uwagi na charakter pandemii.

Zdaniem posła KO Dariusza Jońskiego, na decyzje rządu należy patrzeć szerzej, zwłaszcza w kontekście liczby zgonów. Przypomniał, że w środę resort zdrowia poinformował o ponad 800 nowych ofiarach COVID-19. "Rząd nie przygotował nas w żaden sposób do skutecznej walki z pandemią. Jesteśmy niestety liderem porażki w walce z pandemią w Europie i na świecie. Wskaźniki mamy najwyższe jeśli chodzi o umieralność, gonimy Brazylię" - stwierdził Joński.

Zwrócił uwagę, że w niektórych krajach, jak Wielka Brytania, następuje już łagodzenie obostrzeń. "Oczywiście przy tej liczbie zgonów ciężko mówić o otwieraniu gospodarki, natomiast można by było gospodarkę otwierać, gdyby rząd przygotował dobry system szczepień. Uważam, że decyzje, które w tej chwili są, oznaczają, że jeśli rząd w ciągu paru godzin nie przedstawi konkretnej pomocy finansowej dla tych branż, które są zamknięte, to oprócz ludzi, będzie umierała polska gospodarka" - ostrzegł Joński.

Pierwsza wiceprzewodnicząca klubu Lewicy Marcelina Zawisza w rozmowie z PAP oceniła, że "jest to absolutnie zrozumiałe na tym poziomie zachorowań i zgonów, że rząd decyduje się na przedłużenie obostrzeń". "Problem jest taki, że to uderzy w majówkę, której przepracowani i zestresowani Polacy naprawdę potrzebują, żeby się zregenerować" - podkreśliła.

"Gdyby rząd wprowadził obostrzenia dużo wcześniej, nie czekał do ostatniego momentu, kiedy było już bardzo źle, to w takiej sytuacji obecnie zachorowań i zgonów byłoby dużo mniej i moglibyśmy czuć się dużo bezpieczniej i swobodniej korzystać z tego weekendu majowego" - powiedziała PAP Zawisza.

Poseł PSL Marek Sawicki podkreślił, że generalnie dobrze ocenia ostatnie decyzje ws obostrzeń. "Nie blokowałbym tylko hoteli. Mamy już dzisiaj ogromną liczbę - przynajmniej po pierwszej dawce - szczepień. Jest też duża liczba ozdrowieńców i już nie ma sensu" - stwierdził poseł PSL.

Jak mówił, "każdy z przedsiębiorców powinien wiedzieć, co zrobić w zakresie przyjmowania klientów, przyjmowania turystów". "I trzeba zwyczajnie dać ludziom zarabiać i pracować" - powiedział Sawicki.

Zdaniem wiceprezesa PSL, posła Dariusza Klimczaka ostatnie decyzje są kolejnym dowodem na to, że rząd nie trzyma się strategii. "A dzisiejsza decyzja to jest kompilacja z jednej strony podtrzymywania zagrożeń epidemicznych, a z drugiej strony wychodzenia naprzeciw oczekiwaniom społecznym. Głównie związanym z powrotem dzieci do żłobków i przedszkoli, bo to jest główny problem także powrotu do pracy rodziców" - zauważył polityk PSL.

Jak mówił, "mamy świadomość, że wielu rodziców posyła swoje dzieci, także do niepublicznych żłobków i przedszkoli". "Tam zaczynają się kłopoty, bo rodzice podejmując się opieki nad swoimi dziećmi otrzymują 80 proc. swojego wynagrodzenia. Więc domagają się od tych niepublicznych żłobków i przedszkoli zwrotu pieniędzy za czas, w którym nie posyłali do nich swoich dzieci" - podkreślił poseł ludowców.

Jak dodał, "ci przedsiębiorcy nie chcą się na to godzić, ponieważ nie są objęci żadną Tarczą Antykryzysową, żadnym wsparciem pod tym względem, zaczynają tracić klientów i generalnie robi się wielki chaos".

Według posła PSL, "gdyby rząd zabezpieczył tego typu kwestie, to pewnie dzisiaj nie byłby zmuszony do rozwiązania kompromisowego, które jest niezgodne ze strategią".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj