Ktoś nie pamięta? Przypominam: rachunek sumienia, żal za grzechy, mocne postanowienie poprawy, szczera spowiedź i zadośćuczynienie Bogu i Bliźniemu.
Tak właśnie, krok za krokiem, kiedy tylko mózg i sumienie wróciły do formy, postępował pan poseł z KO. Szczerze napisał, co zrobił, wyraził czynny żal, postanowił, że „to” już się nigdy nie wydarzy i stara się zadośćuczynić. W świeckiej odmianie „pięciu warunków” sprawa ułożenia sobie relacji z Bogiem pozostaje sprawą prywatną, a spowiedź jest, by tak rzec, publiczna, przed społecznością internetową, niemniej tuziny drogich specjalistów od „public relations” nie wymyśliły jeszcze niczego lepszego. Tak, uznać za zły popełniony przez siebie czyn, przeprosić, próbować wyrównać rachunki z pokrzywdzonymi. Tyle że w PR raczej nie kładzie się nacisku na szczerość tych wszystkich poczynań; wypada mieć nadzieje, że w sumie porządny człowiek, jakim jest poseł Sterczewski, ma PR w de i nie buja nas, kiedy pisze o żalu za grzechy. Ups, rozpędziłem się, o grzechu nie pisał, tylko o złym zachowaniu, ale reszta się zgadza. Jak dla mnie, sprawa załatwiona, idź w pokoju i nie jedź więcej pod wpływem. Kto bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem – skądinąd liczne wpisy internetowe w tej sprawie świadczą o tym, że cała masa Polaków żadnej wpadki w życiu nie zaliczyła i ma prawo rzucać. Farciarze!
Reklama

Treść całego artykułu przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP.