Dlaczego PiS nie daje rady? [FELIETON]

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
27 sierpnia 2022, 07:00
Jarosław Kaczyński
<p>Jarosław Kaczyński</p>/Shutterstock
Konserwatyzm i konstytucjonalizm łączy nie tylko podobne brzmienie tych słów, lecz także zapach osiadłego kurzu w rzadko odwiedzanej bibliotece. Ale raz na jakiś czas kurz się gwałtownie podnosi. To PiS denerwuje szerokie rzesze ludności, a okazjonalne strojenie się pisowców w szaty konserwatystów powoduje, że o konserwatyzmie zaczyna się mówić. Również dzięki PiS pojawiła się moda, oby nieprzemijająca, na czytanie konstytucji jako aktu oskarżenia wobec polityków posłusznych Kaczyńskiemu. To może nie jest najszlachetniejsza motywacja, ale wreszcie tekst, przecież wart poznania, a uznawany wcześniej za równie ciekawy jak instrukcja obsługi zmywarki, w końcu trafił pod strzechy. Aż się prosiło, aby ktoś napisał książkę o konstytucjonalizmie i konserwatyzmie w czasach PiS - i książka taka powstała.

Jej autorem jest pisowiec (były!), polityk, prawnik i wykładowca uniwersytecki, Kazimierz M. Ujazdowski, senator opozycji. Autor, by tak powiedzieć, idealny. Książka „Instytucje i ich wrogowie” oparta jest na tekstach publikowanych w ciągu kilku ostatnich lat. Ich zbiór pokazuje, że konserwatyzm w Polsce istnieje, że ma się dobrze i że nie dało się go pożenić z PiS. Pokazuje też, że polityk może być wykształconym i uważnym uczestnikiem gry politycznej; z niecierpliwością czekam na równej jakości publicystykę Elżbiety Witek i Ryszarda Terleckiego.

Dlaczego PiS nie daje rady?

Po pierwsze: konserwatywna prawica chce państwa silnego instytucjami i wspólnotami autonomicznymi wobec rządu centralnego. To we współpracy z nimi rząd osiąga zwycięstwa, w walce z nimi wykrwawia i obóz rządowy, i państwo. „Zapowiadana przez PiS skala zmian zakreśliła bardzo ambitne cele społeczne, gospodarcze, międzynarodowe. Jednak w sferze rządzenia dobre intencje nigdy nie były wystarczającą przesłanką sukcesu. (...) Problemów nie rozwiązuje się zmianami kadrowymi, ale dobrze zbudowanymi procedurami, wyposażonymi w odpowiednie kompetencje nowymi instytucjami, rzetelnością i transparencją prowadzonej polityki. Nie można sobie wyobrazić podjęcia planu Mateusza Morawieckiego, jeśli nie będzie on związany z czystymi regułami tworzenia zarządów i rad nadzorczych spółek skarbu państwa oraz instytucji decydujących o dystrybucji znaczących środków publicznych” - przestrzega Kasandra-Ujazdowski. Być może nawet, przez chwilę, wicepremier Morawiecki myślał podobnie, ale pod wpływem oczywistych wskazówek prezesa PiS przesunął termin realizacji transparencji i zdrowego rozsądku na potem, na czas po wepchnięciu swoich w miejsce „pełowskich”. Tyle że „potem” nigdy się nie ziściło. Podobnie jak „plan Morawieckiego”. Co prawda mały plan Morawieckiego - że zostanie premierem - owszem, udał się, ale już próba błyśnięcia Polskim Ładem przyniosła katastrofy każdego rodzaju.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj