Kampania wyborcza 2023: w wakacje hamulec, jesienią gaz do dechy

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
16 lipca 2023, 07:00
58 Posiedzenie sejmu
Wprawdzie formalnie wybory odbędą się za trzy miesiące, ale połowa tego okresu przypada na wakacje, kiedy trudno się przebić do ludzi, którzy na co dzień nie żyją polityką./GW SK
Do końca kampanii zostało półtora miesiąca. To nie żart. Wprawdzie formalnie wybory odbędą się za trzy miesiące, ale połowa tego okresu przypada na wakacje, kiedy trudno się przebić do ludzi, którzy na co dzień nie żyją polityką. Raczej nie ma się co spodziewać spektakularnych konwencji – i tak nie miałby ich kto oglądać.

Od momentu, gdy Andrzej Duda ogłosi termin głosowania (ma na to czas do 14 sierpnia), partie będą miały niespełna miesiąc na ostateczną decyzję o kształcie list wyborczych. Na razie główni gracze nie spieszą się ogłaszać, kto dostanie zielone światło do startu. Po co? Lepiej, by na tym etapie kampanii wszyscy ciężko harowali, a dopiero na finiszu tylko ci, którzy uzyskają szansę na mandat. Widać to zwłaszcza w PiS, którego lider Jarosław Kaczyński potwierdza jedynie, że wszystkie partie wchodzące w skład Zjednoczonej Prawicy wystartują z jego list. Nie precyzuje, kto i ile miejsc dostanie. – W ten sposób prezes pilnuje utrzymania większości – mówi nam osoba z rządu.

PiS ma stabilne notowania, ale brakuje mu kilku punktów procentowych do powtórki wyniku z 2019 r., by móc walczyć o samodzielną władzę. Jego aktualna średnia sondażowa (według Politico) to 35 proc., a drugiej w zestawieniu Koalicji Obywatelskiej – 30 proc. Taki rozkład poparcia oznaczałby dla partii rządzącej spore straty w parlamencie w porównaniu z obecnym stanem posiadania – to o 30–40 mandatów mniej. A kolejka chętnych do miejsc na listach rośnie – to ministrowie, wiceministrowie, ale także politycy, którzy chcą wrócić po przerwie na pracę w biznesie.

Nie bez przyczyny aktualne stało się stare powiedzenie, że „jest wróg, śmiertelny wróg i kolega z listy”. Gdy w „Super Expressie” ukazał się materiał o synu posłanki Iwony Arent, który katował swoją byłą dziewczynę, w PiS od razu pojawiły się sugestie, że publikacja to efekt silnej konkurencji w Olsztynie, skąd pochodzi posłanka. – Takie przecieki nie zdarzają się przypadkiem – ocenia jeden z ziobrystów. – Osoba, która udostępniła film, nie ukryje się. I będzie miała nieprzyjemności – dodaje polityk partii Kaczyńskiego.

Według wyliczeń Marcina Paladego, który specjalizuje się w symulacjach wyborczych, dzisiejsze sondaże dają PiS w Olsztynie trzy mandaty – dotychczas miał ich pięć. Oprócz trójki obecnych posłów aspiruje do nich jeszcze trójka członków rządu: wiceminister rozwoju Olga Semeniuk-Patkowska, wiceszef MSWiA Błażej Poboży i szef Rządowego Centrum Analiz Norbert Maliszewski. Olsztyn to skrajny przypadek, ale w innych okręgach też będzie ścisk.

CAŁY TEKST W WEEKENDOWYM MAGAZYNIE DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ ORAZ NA E-DGP

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj