W miniony czwartek nastąpiło uroczyste uruchomienie pierwszego automatu paczkowego w jednej z warszawskich placówek Poczty Polskiej (nazwy paczkomat nie może ona używać, gdyż jest to zarejestrowany znak towarowy InPostu). Kolejnych pięć maszyn dostępnych dla PP działa w stołecznych sklepach Biedronka.

Automaty paczkowe Poczty Polskiej znajdą się w wydzielonych strefach dostępnych całodobowo w placówkach pocztowych oraz w sklepach Biedronka. Do końca sierpnia zostanie uruchomionych co najmniej 100 takich automatów w Warszawie, Łodzi, Krakowie, Rzeszowie, Poznaniu, Wrocławiu, Szczecinie, Trójmieście i na Śląsku. Pozostałe 100 maszyn będzie oddanych do użytku do końca października, czyli jeszcze przed świątecznym szczytem paczkowym” – można przeczytać w komunikacie zamieszczonym na stronie internetowej PP.

Tymczasem Urząd Zamówień Publicznych sprawdza, czy umowę na tę usługę (PP nie kupiła paczkomatów, tylko je wynajmuje) zawarto zgodnie z prawem. Jak informował DGP, już w maju wszczęto postępowanie wyjaśniające w tej sprawie. Teraz potwierdziliśmy, że Urząd Zamówień Publicznych zdecydował się na wszczęcie kontroli właściwej. Nie oznacza to jeszcze, że dopatrzono się nieprawidłowości. Kontrolerzy uznali jednak, że sprawa nie jest oczywista i muszą umowę dogłębnie prześwietlić. Dodatkowo kontraktem zainteresowało się Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii, które poprosiło UZP o przekazanie informacji o wynikach kontroli.

Niejasne przepisy

Wniosek o przeprowadzenie kontroli doraźnej złożyła spółka Depositec Vostoc, polski producent automatów paczkowych. Liczyła ona, że będzie mogła zaproponować swe rozwiązanie w otwartym przetargu. PP uznała jednak, że może zawrzeć umowę z pominięciem przepisów ustawy – Prawo zamówień publicznych (t.j. Dz.U. 2018 r. poz. 1986 ze zm., dalej: p.z.p.). W procedurze prowadzonej na podstawie wewnętrznych przepisów spółki wybrała duńskiego producenta automatów paczkowych, firmę SwipBox.

Jeśli UZP zdecyduje, że przetarg był konieczny, może wystąpić do sądu o unieważnienie umowy

Operator publiczny co do zasady musi stosować ustawę p.z.p. przy udzielaniu zamówień sektorowych. W tym wypadku powołuje się jednak na wyłączenie spod przepisów zarówno polskich, jak i unijnych. Jego zdaniem zamówienie jest związane z usługami kurierskimi. A te, na podstawie decyzji wykonawczej Komisji Europejskiej nr C(2016) 3986 z 4 lipca 2016 r., wyłączone są z zakresu stosowania dyrektywy 2014/25/UE w sprawie udzielenia zamówień.

Cały problem w tym, jak rozumieć „przesyłki kurierskie”. Definicję tę zawarto we wniosku polskiego Urzędu Komunikacji Elektronicznej do Komisji Europejskiej w sprawie wyłączenia niektórych zamówień spod dyrektywy (został on złożony na wcześniejszy wniosek Poczty Polskiej). Odwołuje się ona zresztą do definicji z ustawy – Prawo pocztowe (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 2188 ze zm.). Zgodnie z nią przesyłka kurierska jest przyjmowana, sortowana, przemieszczana i doręczana w sposób łącznie zapewniający obligatoryjnie dwa warunki: bezpośredni odbiór przesyłki pocztowej od nadawcy oraz doręczenie przesyłki pocztowej bezpośrednio do rąk adresata lub osoby uprawnionej do odbioru. Kluczowe są tu słowa „bezpośrednio”. Zdaniem firmy Depositec Vostoc wykluczają one paczki odbierane z paczkomatów i dostarczane do nich.

Jakie konsekwencje?

Na razie kontrakt dotyczy pilotażu, podczas którego PP ma uzyskać dostęp do 200 urządzeń pozwalających na odbiór paczek. W przyszłości jednak planuje rozbudowę sieci.

Pojawia się pytanie, co się stanie, jeśli UZP uzna, że umowa powinna być zawarta w trybie konkurencyjnym, zgodnie z przepisami o zamówieniach publicznych.

– Prezes UZP będzie mógł wówczas wystąpić do sądu o unieważnienie umowy. Gdyby tak się stało, to – upraszczając – usługobiorca będzie musiał przestać korzystać z paczkomatów, a na podstawie przepisów o bezpodstawnym wzbogaceniu rozliczy się za czas, kiedy miał do nich dostęp. Kolejnym krokiem byłoby rozpisanie otwartego już przetargu – analizuje dr Włodzimierz Dzierżanowski, prezes Grupy Doradczej Sienna.

– Przepisy nie nakładają jednak na prezesa UZP obowiązku występowania do sądu. Teoretycznie można sobie wyobrazić sytuację, gdy uznaje on, że mimo pominięcia przepisów o zamówieniach publicznych wybór kontrahenta nastąpił w procedurach na tyle otwartych, że nie trzeba unieważniać umowy – dodaje ekspert.

Poza unieważnieniem umowy możliwe są też sankcje finansowe. Maksymalna kara przewidziana w ustawie p.z.p. to 150 tys. zł, ale grozi ona przy kontraktach przekraczających 10 mln euro. Wartość tej umowy nie jest znana, ale z pewnością jest niższa od wskazanego progu. To zaś oznacza, że górna granica kary finansowej wynosi 30 tys. zł.

Bez wyłączności

Szczegóły kontraktu między PP a SwipBoxem nie są znane, gdyż objęto go tajemnicą przedsiębiorstwa. Z uzyskanych jednak przez DGP informacji wynika, że nasz publiczny operator będzie miał na wyłączność jedynie urządzenia instalowane w swych placówkach pocztowych. Te umiejscawiane w sklepach Biedronka będą dostępne także dla innych zainteresowanych firm. Na pewno będzie korzystał z nich DHL, który już zawarł umowę ze spółką SwipBox.

Pojawia się pytanie, dlaczego PP nie zależy na urządzeniach na wyłączność, tylko godzi się dzielić je ze swymi bezpośrednimi konkurentami na rynku usług kurierskich? Nie otrzymaliśmy na nie bezpośredniej odpowiedzi. Zdaniem PP wynegocjowane warunki są jednak dla niej korzystne.

– W przypadku lokalizacji automatów paczkowych umiejscowionych poza placówkami pocztowymi, tj. w marketach Biedronka, PP korzystać będzie z modułów urządzenia na wyłączność, z wyłączeniem modułu bazowego (17-skrytkowy), który w ograniczonym zakresie udostępniany będzie innym firmom kurierskim. Pozostałe moduły urządzenia (liczba modułów uzależniona będzie od zapotrzebowania klientów) zgodnie z warunkami umowy zabezpieczone są do wyłącznego korzystania przez Pocztę – podkreśla Justyna Siwek, rzecznik prasowy PP.

Data zakończenia kontroli przez UZP nie jest znana

>>> Polecamy: Gotówka odzyskuje popularność nad Wisłą. Jesteśmy trzecią unijną siłą