Po zeszłotygodniowej uchwale składu trzech połączonych izb Sądu Najwyższego nie cichnie dyskusja na temat tego, czy sędziowie wskazani przez obecną Krajową Radę Sądownictwa powinni wstrzymać się od orzekania. Część ekspertów uważa, że nie ma ku temu podstaw, a sędziowie tacy powinni być wyłączani od spraw tylko wówczas, gdyby fakt powołania ich w kwestionowanej procedurze mógł się przełożyć na wątpliwości co do ich bezstronności przy rozstrzyganiu konkretnej sprawy. W tę narrację dobrze wpisuje się ostatnie postanowienie Naczelnego Sądu Administracyjnego. Bo choć NSA zaznaczył, że ubiegłotygodniowa uchwała SN nie odnosi się wprost do sędziów administracyjnych, to jednocześnie wyraźnie przesądził, że nie wystarczy powołać się na wadliwość powołania sędziego, aby skutecznie domagać się jego wyłączenia.

– NSA najwidoczniej idzie linią, którą wytyczył czwartkową uchwałą SN – komentuje Beata Morawiec, prezes Stowarzyszenia Sędziów „Themis”.

Bez automatu

Wniosek o wyłączenie Mirosława Wincenciaka, jednego z sędziów NSA, który przeszedł procedurę przed obecną KRS, złożyła pewna fundacja (dołączyła do jednej z toczących się przed NSA spraw o udostępnienie informacji publicznej). Argumentowała, że sędzia ten został powołany na wniosek KRS, która, zdaniem fundacji, nie spełnia kryteriów zapisanych w konstytucji.

Sędzia Wincenciak nie pozostawił wniosku bez odpowiedzi. W złożonym oświadczeniu przypomniał swój dorobek naukowy i zawodowy oraz to, że został wysoko oceniony w procedurze konkursowej przed NSA. Dlatego też uznał za krzywdzące sugestie fundacji. KRS rekomendowała prezydentowi jego kandydaturę „z innych powodów niż właściwe dla rzetelnej procedury zmierzającej do obsadzenia stanowiska sędziego”.

W poniedziałek NSA oddalił wniosek fundacji. Uzasadniając swoje rozstrzygnięcie, podkreślił przede wszystkim, że „instytucja wyłączenia sędziego stanowi procesową gwarancję bezstronności sądu w konkretnym postępowaniu sądowoadministracyjnym”. Tak więc wszelki automatyzm przy podejmowaniu tego typu decyzji jest niedopuszczalny. Sąd, kiedy trafia do niego wniosek o wyłączenie sędziego, musi za każdym razem badać, czy w tej konkretnej sprawie ten konkretny sędzia będzie mógł „swobodnie i niezależnie od okoliczności osobistych, a także zewnętrznych rozpoznać sprawę i wydać orzeczenie”. Tymczasem, zdaniem NSA, w przypadku sędziego Wincenciaka wniosek o jego wyłączenie nie wynikał z okoliczności związanych z indywidualną oceną jego zachowania lub jego związku ze stronami postępowania. Swój wywód wnioskująca fundacja oparła wyłącznie na stwierdzeniu, że KRS została wadliwie powołana. A NSA, biorąc pod uwagę powyższe, uznał, że nie jest to wystarczająca podstawa do uwzględnienia złożonego wniosku.

– NSA zrobił to, co będą teraz musieli robić sędziowie sądów powszechnych, gdy trafią do nich wnioski o wyłączenie sędziów wskazanych przez kwestionowaną KRS. Z uchwały SN jasno bowiem wynika, że w każdym takim przypadku powinniśmy badać nie tylko to, w jaki sposób doszło do powołania sędziego, lecz także to, czy fakt ten wpłynął w konkretnej sprawie na jego niezawisłość – stwierdza sędzia Morawiec. Jednocześnie jednak zaznacza, że jej zdaniem wszystkie postępowania, które toczą się z udziałem takich osób, powinny zostać zawieszone do czasu zweryfikowania statusu obecnej KRS. A to będzie możliwe dopiero po ujawnieniu list poparcia. Istnieją bowiem poważne wątpliwości, czy jeden z jej członków zebrał wymaganą ustawą liczbę podpisów pod swoją kandydaturą.

Prezydencka prerogatywa

Wydając poniedziałkowe postanowienie, NSA nie mógł zignorować takich faktów, jak wydanie w listopadzie zeszłego roku przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzeczenia dotyczącego niezależności KRS oraz podjęcie przez SN w składzie trzech izb uchwały. Odnosząc się do pierwszego z nich, NSA podkreślił przede wszystkim, że „z wyroku TSUE nie wynika możliwość automatycznego zakwestionowania każdej nominacji na urząd sędziego lub asesora do innego sądu niż Izba Dyscyplinarna SN”.

Co się zaś tyczy uchwały Sądu Najwyższego, NSA zauważył, że ma ona zastosowanie tylko do sędziów SN, sądów powszechnych oraz wojskowych. Tym samym nie odnosi się do sędziów NSA i sądów administracyjnych. NSA przypomniał, że SN sprawuje nadzór nad orzecznictwem sądów powszechnych i wojskowych, a konstytucja powierzyła NSA i sądom administracyjnym sprawowanie samodzielnej kontroli działalności publicznej.

Ponadto NSA wrócił do prezentowanego już wcześniej w swoich orzeczeniach poglądu, że prezydencka prerogatywa powoływania sędziów znajduje się poza kontrolą sądowoadministracyjną. „W sytuacji, gdy Prezydent nie znalazł podstaw do odmowy powołania na stanowisko sędziego, to Naczelny Sąd Administracyjny w postępowaniu o wyłączenie sędziego nie może dokonywać oceny prawidłowości powołania tego sędziego. Instytucja wyłączenia sędziego nie służy kontroli działań Prezydenta podejmowanych w ramach jego konstytucyjnych kompetencji (…)” – czytamy w uzasadnieniu poniedziałkowego postanowienia.

>>> Czytaj też: Jak potoczy się spór Polski z Komisją Europejską o sądy? Oto trzy scenariusze

orzecznictwo

Postanowienie Naczelnego Sądu Administracyjnego z 27 stycznia 2020 r., sygn. akt I OSK 1917/18. www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia