Sytuacja w Egipcie i niepokoje rozszerzające się na kolejne kraje arabskie przesądziły o losach piątkowych notowań i wszystko wskazuje, że będzie determinować nastroje na giełdach w najbliższych dniach.

Początek piątkowej sesji na Wall Street nie zapowiadał sensacji. S&P500 zdołał w pierwszych minutach ustanowić rekord trendu, pokonując 1300 punktów. Po pół godzinie ruszył w dół, ale można to było złożyć na karb rozczarowania niższym niż się spodziewano tempem wzrostu amerykańskiej gospodarki. Jednak kiedy po ponad dwóch godzinach spadek przekraczał 1,5 proc. stało się jasne, że coś się na rynku zmieniło. Powodów załamania zaczęto upatrywać w coraz bardziej dramatycznej sytuacji w Egipcie.

Ostatecznie S&P500 stracił 1,8 proc., najwięcej od sierpnia ubiegłego roku, kiedy kurz po zamieszaniu z Grecją jeszcze nie opadł, a już zaczynało się dymić nad Irlandią. Nasdaq spadł o 2,5 proc., a Dow Jones zubożał o 166 punktów. Egipt posłużył jako detonator, uruchamiający korektę. Od końca sierpnia ubiegłego roku S&P500 wzrósł o 24 proc., raz tylko zaliczając zauważalną, zaledwie 3,6 proc. zniżkę.

Wpływ sytuacji w Egipcie na notowania surowców był jeszcze większy. Ceny ropy typu Brent przekroczyły 99 dolarów za baryłkę, typu Crude poszły w górę o niemal 5 proc., o prawie tyle samo zdrożało srebro. Nawet taniejące od kilku tygodni złoto zwyżkowało o 1,7 proc. Odmiennie zachowywały się notowania surowców rolnych, których szybujące od wielu miesięcy pod niebo ceny są jednym z powodów inflacji i kryzysu w Egipcie, Tunezji i innych krajach tego regionu. Kakao staniało o 2,8 proc., pszenica o ponad 2 proc., ryż o 0,5 proc.

Na giełdach arabskich przecena akcji była jeszcze bardziej dramatyczna. Indeks w Egipcie przed zawieszeniem handlu zdążył spaść o 16 proc. Niepokoje przenoszą się na kolejne kraje: Sudan, Jemen, Jordanię.

Reklama

Nasz WIG20 w piątek zniżkował niezbyt mocno, w porównaniu z częścią giełd europejskich i przede wszystkim z Wall Street. Jeśli tam sytuacja się nie poprawi, będzie dziś odrabiał zaległości. A na poprawę się nie zanosi. Niepokój ogarnął wszystkie, poza Chinami, giełdy azjatyckie. Nikkei stracił 1,2 proc., na giełdach w Indonezji i na Filipinach spadki przekroczyły 2 proc. Jedynie Shanghai Composite zyskał 1,35 proc. Kontrakty na amerykańskie indeksy sygnalizują możliwość odreagowania piątkowych spadków, jednak rosną po 0,1-0,2 proc. i trudno na tej podstawie przewidywać zwyżki w Europie.