Forsal logo

Polscy kierowcy stosują przemyślną metodę na uniknięcie punktów karnych. Ten prosty patent zgodny z prawem robi furorę

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
19 minut temu
Kierowcy odkryli sposób na uniknięcie punktów karnych
Kierowcy odkryli sposób na uniknięcie punktów karnych/shutterstock
Największy koszmar kierowcy? Chwila, gdy liczba punktów karnych zbliża się do granicznego limitu 24. Wówczas każdy kolejny mandat może oznaczać utratę prawa jazdy i konieczność ponownego zdawania egzaminów. Nic więc dziwnego, że część zmotoryzowanych korzysta z prostego, zgodnego z prawem sposobu, który pozwala zyskać cenny czas. Czy ta strategia nadal działa po zmianach przepisów?

Odmowa przyjęcia mandatu zamiast kolejnych punktów

Czy można uniknąć natychmiastowego „dobicia” punktów karnych? Jak opisywał bezprawnik.pl, niektórzy kierowcy decydują się na rozwiązanie, które formalnie jest zgodne z prawem. Chodzi o odmowę przyjęcia mandatu i skierowanie sprawy do sądu.

W takiej sytuacji punkty karne nie są dopisywane automatycznie do ewidencji. Trafiają na konto kierowcy dopiero wtedy, gdy zapadnie prawomocne rozstrzygnięcie sądu stwierdzające jego winę. Warto jednak zaznaczyć, że po przyjęciu mandatu nie można po prostu wycofać swojej decyzji i zażądać rozpoznania sprawy przez sąd. Przyjęty mandat kredytowany staje się prawomocny z chwilą pokwitowania jego odbioru.

Istnieje wprawdzie możliwość złożenia w terminie siedmiu dni wniosku o uchylenie prawomocnego mandatu, ale jest to odrębna procedura przewidziana w ściśle określonych przypadkach, a nie zwykłe „odwołanie” od przyjętego mandatu.

Punkty trafiają do „poczekalni”

Standardowa procedura jest prosta – przyjęcie mandatu oznacza wpisanie punktów do ewidencji. Odmowa przyjęcia mandatu zmienia jednak sposób działania systemu.

Punkty karne nie znikają, ale pozostają niejako w zawieszeniu do czasu zakończenia postępowania. Dopóki nie zapadnie prawomocne rozstrzygnięcie, nie są uwzględniane przy ocenie aktualnego stanu konta kierowcy. Dla osób, które znajdują się tuż przy granicy 24 punktów, może mieć to ogromne znaczenie.

Czas działa na korzyść kierowcy?

Stan zawieszenia punktów może trwać dłużej niż w przypadku przyjęcia mandatu. Jak zauważa bezprawnik.pl, postępowania sądowe w praktyce mogą trwać miesiącami, a w bardziej skomplikowanych sprawach nawet dłużej. Wszystko zależy od charakteru sprawy oraz obciążenia konkretnego sądu.

To właśnie tutaj pojawia się potencjalna korzyść. W czasie oczekiwania na prawomocne rozstrzygnięcie wcześniej naliczone punkty mogą wygasnąć. Zgodnie z obowiązującymi przepisami punkty karne usuwane są po upływie 12 miesięcy od uiszczenia grzywny.

Nie oznacza to jednak, że każda sprawa będzie trwała wystarczająco długo, aby kierowca rzeczywiście zyskał dodatkowy czas. W wielu przypadkach rozstrzygnięcie może zapaść znacznie szybciej.

Kurs redukujący punkty? Od czerwca obowiązują nowe zasady

Zyskany w ten sposób czas można było dotychczas wykorzystać również na odbycie specjalnego szkolenia w wojewódzkim ośrodku ruchu drogowego. Kurs, z którego można skorzystać raz na sześć miesięcy, pozwala zmniejszyć liczbę punktów o sześć.

Co ważne, od niedawna, dokładnie od 3 czerwca tego roku, zasady stały się bardziej rygorystyczne. Nowe przepisy przewidują, że nie wszystkie punkty karne można już zredukować podczas szkolenia. Z możliwości tej wyłączono najpoważniejsze wykroczenia drogowe, takie jak między innymi znaczne przekroczenie dopuszczalnej prędkości, niebezpieczne wyprzedzanie czy rażące naruszenia bezpieczeństwa pieszych.

Oznacza to, że choć kursy nadal funkcjonują, nie są już uniwersalnym sposobem na zmniejszenie liczby punktów. Kierowcy, którzy dopuścili się najpoważniejszych naruszeń przepisów, nie odzyskają dzięki nim tak łatwo bezpiecznego marginesu przed przekroczeniem limitu.

Strategia nadal działa, ale nie daje już takich możliwości

Jak podkreśla bezprawnik.pl, odmowa przyjęcia mandatu może w określonych sytuacjach pozwolić kierowcy zyskać dodatkowy czas. Zanim zapadnie prawomocne rozstrzygnięcie, część wcześniej naliczonych punktów może wygasnąć.

Nie jest to jednak sposób na uniknięcie odpowiedzialności. W przypadku skierowania sprawy do sądu kierowca musi liczyć się z możliwością otrzymania wyższej grzywny niż ta proponowana w mandacie oraz dodatkowymi kosztami postępowania.

Po zmianach dotyczących kursów redukujących punkty taka strategia daje również mniejsze możliwości późniejszego „czyszczenia” konta. Część punktów pozostanie bowiem na koncie kierowcy niezależnie od ukończenia szkolenia.

W praktyce oznacza to, że „gra na czas” nadal może w pewnych przypadkach odsunąć moment przekroczenia limitu punktów, ale nie jest rozwiązaniem, które gwarantuje uniknięcie konsekwencji.

„No nie tak to działa”

– Do sądu trafia wniosek o ukaranie kierowcy. Można by wywnioskować, że mandat i co najwyżej nałożona w drodze mandatu karnego kwota, na przykład 1000 zł, zostanie najwyżej „odblokowana” po kilku latach. No nie tak to działa – tłumaczy były policjant drogówki.

Z chwilą odmowy przyjęcia mandatu karnego, do czego każdy ma prawo, do sądu kierowany jest wniosek o ukaranie kierowcy – podkreśla. Dodaje, że oprócz grzywny określonej przez sąd, która w praktyce często jest wyższa niż mandat proponowany przez policję, dochodzą również koszty postępowania sądowego.

Mogą one sięgać nawet kilku tysięcy złotych, zwłaszcza jeśli w sprawie powołano jednego lub kilku biegłych.

Nie każde postępowanie trwa latami

Były policjant zwraca również uwagę, że przekonanie o wieloletnich postępowaniach sądowych nie zawsze odpowiada rzeczywistości.

– Nie każdy kierowca mieszka w dużym mieście, gdzie postępowanie toczy się latami. W miastach powiatowych, a właśnie w takim mieszkam i tam pełniłem służbę, to maksymalnie kilka miesięcy. W skomplikowanych sprawach przy udziale biegłych sądowych i konieczności wykonania dodatkowych czynności może się to wydłużyć. Ale zwykłe wykroczenia, jakimi najczęściej jest przekroczenie dozwolonej prędkości jazdy czy korzystanie z telefonu podczas jazdy, to idzie błyskawicznie, bo to banalnie proste sprawy – konkluduje były policjant drogówki.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Jagienka Michalik
Jagienka Michalik

Absolwentka politologii i dziennikarstwa na  Uniwersytecie Jagiellońskim, także PR-owiec.  Przez blisko dziesięć lat jej pasją było radio, gdzie prowadziła audycje i robiła reportaże,  ostatecznie zwyciężyła magia mediów  internetowych. Bliskie są jej tematy związane z rynkiem pracy i przedsiębiorczością. Lubi rozmawiać z ludźmi i opisywać ich historie, także  te biznesowe, prowadzące do sukcesu. Prywatnie wielbicielka psów i kotów, górskich wędrówek, jazdy na nartach i podróży w miejsca nieoczywiste. 

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraWybuchła burza po zmianie przepisów dla domowej fotowoltaiki. Właściciele stracą nad nią kontrolę. Operator zdalnie wyłączy mikroinstalację? »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj