Społeczność ukraińskich uchodźców zmroziła przed miesiącem decyzja tamtejszego parlamentu, zaciskająca sieć wokół tych potencjalnych poborowych, którym udało się wyjechać do zachodnich krajów.

Reklama

Będą „łapanki” poborowych Ukraińców? Tak myślą o tym na Ukrainie

Przepisy nowej ustawy zobowiązują wszystkich Ukraińców w wieku od 18 do 60 roku życia, by w ciągu 60 dni uaktualnili swe dane osobowe. Zrobić mogą to nie tyko osobiście w konsulatach, ale również za pomocą sieci, jednak samo wprowadzenie takiego obowiązku spowodowało, że wielu zaczęło się obawiać, iż jest to wstęp do pełnej mobilizacji i odesłania ich z krajów Zachodu na front. Ich niepokój podsyciły jeszcze słowa polskiego wicepremiera, Władysława Kosiniaka-Kamysza.

-To jest obowiązek każdego obywatela w danym państwie, obywatele Ukrainy mają obowiązki wobec państwa. My już dawno sugerowaliśmy, że jesteśmy też w stanie pomóc stronie ukraińskiej w tym, żeby ci, którzy są objęci obowiązkiem służby wojskowej, udali się do Ukrainy – mówił szef MON.

I choć resort uszczegóławiał, iż była to tylko deklaracja polityczna, a i Ukraina nie występowała do Polski o odsyłanie potencjalnych poborowych, to w krajach UE zaczęły pojawiać się głosy, aby na przyszłość sprawy te uregulować wspólnie. Chodziło zaś o to, aby nie dochodziło do sytuacji, gdyby jeden kraj kiedyś zgodził się na odsyłanie poborowych na Ukrainę, ci natychmiast przeprowadzaliby się do innego państwa Unii. Strona ukraińska zapewnia jednak, że póki co nie ma takich zamiarów.

- Oczywiście, że dobrze by było, aby ukraińskie wojsko było wzmocnione i się powiększyło, ale nie widzę mechanizmu, jak miałoby to wyglądać. Na tym etapie tworzymy listę osób, które są za granicą w wieku poborowym i to jest jeden z elementów nowej ustawy. Każda osoba w wieku poborowym ma zaktualizować swoje dane w centrach mobilizacji, może to zrobić zdalnie z zagranicy i wtedy będziemy wiedzieli, ile takich osób jest. I to jest krok do przodu w rozwiązaniu dyskusji, jak ich w przyszłości zmobilizować – mówi Forsalowi Andrij Deszczyca, były ambasador Ukrainy w Polsce.

Większe pieniądze za pójście na front

Z najnowszych szacunków Eurostatu wynika, iż liczba obywateli Ukrainy szukających tymczasowej ochrony w państwach Unii wynosi 4,2 mln osób, a w grupie tej prawie 900 tys. to dorośli mężczyźni. Jak przyznają ukraińscy politycy, dyskusja o tym, czy i jak ich ściągnąć do kraju już się rozpoczęła, ale wszyscy widzą poważne przeszkody we wcieleniu takiego planu w życie.

- Jest taka dyskusja w Ukrainie, ale ja nie widzę, w jaki sposób można to wcielić prawnie i fizycznie w życie. Trwa podobna dyskusja, jak zmobilizować Ukraińców w samej Ukrainie, bo ustawa mobilizacyjna, która weszła w życie kilka tygodni temu, pokazuje, że nie wszyscy Ukraińcy w Ukrainie chcą być mobilizowani. Szukają różnych pretekstów, aby nie trafić do wojska – mówi Andrij Deszczyca.

Chcąc zaradzić niechęci niektórych młodych ludzi do wstępowania do armii, Ukraina nie ogranicza się już do przymusowego poboru. Na różne sposoby stara się zachęcić młodych ludzi, aby do armii zgłaszali się na ochotnika. Powstały specjalne centra werbunkowe oferujące poborowym większe wynagrodzenia, albo pozwalające nawet wybrać rodzaj jednostki, w jakiej będzie się służyć.

- Można iść jako ochotnik, dostając większe wynagrodzenie albo dostając inne pakiety socjalne. Uwzględnia się zawodowe wykształcenie, daje się możliwość rozwijania w wojsku. Tworzy się taki mechanizm, aby motywacja była jeszcze większa – mówi Deszczyca.

Nikt jednak nie jest w stanie w stu procentach zadeklarować, czy w przyszłości Ukraina nie zwróci się do państw Zachodu z prośbą o pomoc w sprowadzeniu przyszłych poborowych do kraju.