Otwarcie bazy w Redzikowie już niedługo
Celem bazy w Redzikowie jest zwalczanie pocisków balistycznych. Pociski balistyczne z uwagi na zasadę działania i swoje cechy, pozwalają uderzać na cele oddalone o tysiące kilometrów od celu. Dodatkowo duża prędkość głowicy sprawia, że są one niezwykle trudne do zestrzelenia. To czyni z takich pocisków idealnego kandydata na nosiciela głowic nuklearnych.
Baza jest częścią amerykańskich sił odpowiedzialnych za ochronę przed pociskami balistycznymi. Jako potencjalnego rywala najczęściej wskazuje się Iran, który od lat intensywnie rozwija swój arsenał i posiada tysiące zdolnych rakiet, zdolnych do uderzenia nawet na tysiące kilometrów.
Amerykańskie instalacje przeciwbalistyczne w Europie
Tarcza antyrakietowa nie jest jedyną amerykańską instalację tego typu na Starym Kontynencie. Analogiczna infrastruktura znajduje się w rumuńskim Deveselu. Co istotne, bazy zbudowano z myślą o obronie przed pociskami balistycznymi w ramach naziemnego komponentu obrony antybalistycznej NATO.
Głównym celem bazy jest z pewnością ochrona Stanów Zjednoczonych poprzez zestrzelenie lecących w kierunku Waszyngtonu pocisków z Iranu. Co jednak istotne, baza mogłaby chronić także Europę oraz samą Polskę. Minister Spraw Zagranicznych Radosław Sikorski poinformował, że udało mu się wynegocjować, „aby rakiety mogły strącać także rosyjskie pociski lecące na Polskę, a nie tylko irańskie pociski lecące na Stany Zjednoczone".
. Gdy jednak Rosjanie zaatakują nas przy pomocy pocisków balistycznych krótkiego (SRBM) i średniego zasięgu (MRBM), to baza może ochronić nas przed nimi.
Baza w Redzikowie — w co jest uzbrojona?
Wielu z pewnością może zdziwić, że baza w Redzikowie podlega pod US Navy. Zdziwienie to jednak szybko mija, gdy zrozumie się, jak jest ona wyposażona.
Rakieta ta znajduje się na wyposażeniu Niszczycieli typu Arleigh Burke. Niszczyciel także posiada wyrzutnie Mk 41., które uzbrojone są w pociski SM-3 (pełna nazwa to RIM-161 Standard Missile 3). Pocisk ten stanowi element amerykańskiego systemu Aegis, o którym już wspominaliśmy. Broń ta znajduje się na wyposażeniu niszczycieli typu Arleigh Burke.
Niszczyciele posiadają wyrzutnie Mk 41., które uzbrojone są m.in. w omawiane pociski SM-3 (pełna nazwa to RIM-161 Standard Missile 3). Rakieta ta stanowi element amerykańskiego systemu Aegis, o którym już wspominaliśmy. W ramach amerykańskiej tarczy antyrakietowej funkcjonować mają 94 niszczyciele tego typu, spośród których w służbie są już 73 sztuki.
. Kontenery startowe Mk 41. z pociskami SM-3 jak i radar AN/SPY-1 są standardowo wyposażeniem amerykańskich okrętów. Mówimy więc o umieszczeniu na lądzie systemów, które tradycyjnie spotykane są na morzu. Takie rozwiązanie pozwala obniżyć koszty i ułatwić logistykę. Logiczne wydaje się także podporządkowanie bazy właśnie pod US Navy.
Jak działają rakiety balistyczne, czyli przed czym chroni baza w Redzikowie
Warto także wyjaśnić, jak w ogóle działa pocisk balistyczny i co czyni go tak niebezpieczną broń. Standardowo drony i pociski manewrujące poruszają się na niskiej wysokości i z prędkością poddźwiękową. Im niżej leci dany pocisk, tym trudniejsze jest jego zestrzelenie (przez brak możliwości wykrycia), więc nowoczesne pociski potrafią wykonać lot zgodnie z rzeźbą terenu.
Pociski hipersoniczne z uwagi na wysoką prędkość nie obawiają się zestrzelenia w takim stopniu co inne, wolniejsze rakiety, więc mogą i przemieszczają się na większej wysokości. Co jednak warto zauważyć, drony, rakiety manewrujące jak i pociski hipersoniczne, przez cały lot korzystają z silników. W przypadku pocisków balistycznych wygląda to nieco inaczej.
W pierwszej fazie lotu silnik rakietowy pozwala wznieść się pociskowi balistycznemu na bardzo dużą wysokość. W drugiej fazie lotem swobodnym pocisk przemieszcza się poza ziemską atmosferą. Brak siły tarcia ogranicza straty w energii kinetycznej pocisku. W trzeciej fazie lotu, zwanej fazą terminalną, pocisk korzystając z dużej wysokości, nabiera prędkości.
Historia Bazy w Redzikowie
Umowa międzynardowa krępowała rozwój amerykańskiej broni antybalistycznej. W 2002 roku prezydent Bush nakazał opracować pion globalnej ochrony przeciwrakietowej. Dwa lata później ukończono prace nad projektem, który miał chronić Stany Zjednoczone przed takimi krajami jak Iran, Syria, Korea Północna, Chiny czy Rosja.
Polska nie zamierzała być bierna. W 2007 roku w Pradze prezydenci Polski i Czech (Lech Kaczyński i Vaclav Klaus) uzgodnili wspólne stanowisko w sprawie tarczy antyrakietowej, a rok później rząd Tuska podpisał umowę o rozmieszczeniu elementów tarczy w Polsce.
Początkowo prace budowalne miały zakończyć się w 2018 roku, ale szereg problemów (w tym np. pandemia COVID-19) sprawił, że powstały duże opóźnienia.
