Dzika migracja to fatalny omen. O tym, jak władze III Rzeszy wygnały do Polski 17 tys. Żydów

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
27 sierpnia 2021, 23:00
Żydzi eskortowani przez Niemców w drodze do przymusowej pracy (Warszawa, marzec 1940 r.), fot. z: "Warszawa stolica Polski", Społeczny Fundusz Odbudowy Stolicy, wyd. II, Warszawa 1949, s. 72.
<p>Żydzi eskortowani przez Niemców w drodze do przymusowej pracy (Warszawa, marzec 1940 r.), fot. z: "Warszawa stolica Polski", Społeczny Fundusz Odbudowy Stolicy, wyd. II, Warszawa 1949, s. 72.</p>/Domena Publiczna
Przerzucanie ludzi przez jedno państwo, by utrudnić życie innemu, nie zwiastuje Europie nic dobrego. Jak wówczas, gdy pewnej nocy władze III Rzeszy wygnały do Polski 17 tys. Żydów

Trzydziestka emigrantów przerzuconych nad granicę przez reżim Aleksandra Łukaszenki wprawiła Polskę w stan histerii. Od kilku dni media i kolejni politycy (ci młodsi z opozycji) odchodzą od zmysłów, tocząc spór o to, co zrobić z nieszczęśnikami. Sytuacja stała się tak żenująca, iż powoli należałoby wysłać do Mińska przeprosiny za wszelkie złe słowa, jakie padły pod adresem dyktatora, i poprosić go, by nad granicę nie podsyłał kolejnych uchodźców. Bo nowej dawki stresu III RP mogłaby po prostu nie przetrzymać.

Aż wierzyć się nie chce, że gdy rok przed II wojną światową jednej nocy Niemcy wygnali do Polski 17 tys. Żydów, nie dość, że nie wstrząsnęło to państwem, to jeszcze wszyscy zachowali się tak, jak trzeba.

W kleszczach Polenaktion

„W czwartek, wieczorem, o godzinie ósmej, przyszedł policjant i powiedział, że mamy stawić się w XI komisariacie. «Pójdziemy od razu – dodał – nie zabierajcie niczego, tylko wasze paszporty»” – zeznawał wiosną 1961 r. przed Sądem Okręgowym w Jerozolimie Zyndel Grynszpan. Trwał tam proces SS-Obersturmbannführera Adolfa Eichmanna, głównego koordynatora „planu ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”. Wśród świadków składających zeznania znalazł się człowiek, który opowiedział o kompletnie zapomnianej operacji niemieckiego państwa o kryptonimie Polenaktion.

Rozpoczęto ją 27 października 1938 r., choć większość umieszczonych na listach deportacyjnych Żydów złapano następnego dnia. Mieszkający w Hanowerze wraz z żoną i dwójką dzieci Zyndel Grynszpan, wykonując polecenie policjanta, wziął jedynie paszporty i cała czwórka, niczego nie podejrzewając, poszła na komisariat. „Gdy tam dotarliśmy, zobaczyłem setki ludzi. Niektórzy targali się za włosy, niektórzy się bili, niektórzy płakali. Ktoś krzyczał: «Podpisywać! To nakaz deportacji! Jesteście deportowani!»” – opowiadał. „Podpisałem. Tak jak wszyscy, musiałem to podpisać. Jeden z nas nie podpisał, nazywał się Gershom Silber. Za karę musiał on stać 24 godziny w kącie bez możliwości wykonania jakiegokolwiek ruchu, w przeciwnym razie był uderzany w głowę” – dodawał.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj