Piotr Topoliński: Uczniowie wrócili we wrześniu do szkół, a na wielu uczelniach przynajmniej semestr zimowy będzie zdalny, tylko z laboratoriami w realu. Czy trochę nie tracimy atmosfery studiów, gdy odbywają się one na Zoomie, Skype, Whereby czy na Teamsach?
Patrycja Otto: Dodam, że czym innym jest szkoła podstawowa, liceum, a czym innym studia, które muszą przygotować do wejścia na trudny rynek pracy.
Anna Budzanowska: Chcę obalić mit, że to jest wyłącznie zdalne nauczanie. Sytuacja, z którą mierzyliśmy się od marca do końca września była wyjątkowa. Teraz cały świat w miarę możliwości wraca w realność, w taką, w jaką jest w stanie. W Polsce odbyliśmy bardzo długą debatę ze środowiskiem akademickim. W maju wypracowaliśmy z uczelniami studentami i GIS wytyczne pozwalające na powrót dydaktyki w formie tradycyjnej tam, gdzie było to konieczne, mamy więc już pewne doświadczenia. Natomiast od końca czerwca do ostatnich dni września dyskutowaliśmy wspólnie, jaką strategię przyjmujemy na nowy semestr. Czy jesteśmy w stanie całkowicie wrócić do kształcenia w tradycyjnej formie, czy bezpieczniejszym rozwiązaniem jest nauczanie zdalne. Zgodziliśmy się co do tego, że jest to sfera autonomii uczelni i to rektorzy będą podejmować decyzje. Uczelnie to często najwięksi pracodawcy w miastach; młodzież z największą mobilnością środkami transportu publicznego, do tego wykłady, stołówki, życie akademickie, które w reżimie sanitarnym na pewno nie będzie takie, do jakiego byliśmy przyzwyczajeni. Akademiki też są wyzwaniem. Poukładanie tych procesów podczas pandemii wymaga ogromnego wysiłku. My namawiamy do powrotu na uczelnie, do prowadzenia dydaktyki w formie tradycyjnej tam, gdzie jest to możliwe, zwłaszcza dla studentów I roku. Kilka mniejszych ośrodków już się zdecydowało, w dużych metropoliach jest trudniej i zrozumiałe jest, że rektorzy podejmują decyzje z większą ostrożnością. Ale uczelnie nie będą hołdować nauczaniu zdalnemu. Chciałam obalić jeszcze jeden mit. Nawet jeśli studenci I roku rozpoczną kształcenie w trybie zdalnym, to nie oznacza, że będzie ono utrzymane przez cały tok studiów. W rozporządzeniu dopuszczamy prowadzenie zajęć z wykorzystaniem metod i technik kształcenia na odległość, jednak jedynie do pewnego poziomu procentowego, w zależności od rodzaju studiów. Trzeba wyważyć te proporcje.
Dominik Leżański: Zgadzam się z panią minister. Te dyskusje były i naprawdę długo trwały. Staraliśmy się wyważyć decyzje. Każda uczelnia jest inna. Nie da się postawić obok siebie UW i PW, a nawet UW i UJ czy dwóch uczelni zawodowych. Każda z nich ma inną infrastrukturę, prowadzi trochę inne kierunki. Często uczelnie są jednymi z większych skupisk ludzi w danym mieście. W Łodzi dwóch największych pracodawców to uniwersytet i politechnika. W ostatnim semestrze to była sytuacja niezwykła i trudna. Nie obyło się bez strat dla studentów, ale warto doceniać, że uczelnie – choć nie wszystkie – z czasem dołożyły starań do tego, żeby było lepiej, żeby zadbać o studentów, żeby czuli, że uczelnia robi wszystko, by oni zakładane efekty uczenia się osiągnęli. Nie można powiedzieć, że na wszystkich uczelniach te efekty zostały osiągnięte, bo pewnych kompetencji nie da się stymulować w kształceniu zdalnym.
Krzysztof Pietraszkiewicz: Ogromnej odpowiedzialności, jaka spoczywa na władzach kraju, jak i na kierownictwach uczelni. Studenci wiele tracą przez obecną sytuację. To, co wydyskutowano i wprowadzono w Polsce – tu ogromny szacunek dla MNiSW i dla specjalnych zespołów, które się tym zajmowały – było i jest prawidłowym podejściem. Jak wiemy, sytuacja jest dalej skomplikowana i niestety, jak pokazują przykłady niektórych krajów półkuli południowej, gdzie jesienią i zimą mamy kombinację różnych zakażeń, również w Polsce będziemy musieli liczyć się z rozwojem pandemii w kolejnych miesiącach. Ograniczenie kontaktów jest pewną stratą, ale muszą tu być ważone racje. W branży bankowej jest nie do pomyślenia dzisiaj, żeby wszystkich, w związku z koniecznością zapewnienia ciągłości świadczenia usług finansowych, zaprosić do pracy. To jest niemożliwe ze względów strategicznych i systemowych. Musimy pewne zasoby izolować i być zdolnymi do substytuowania, czyli do prowadzenia różnych prac i zajęć w sposób alternatywny. Wydaje mi się, że kolejne miesiące będą takim okresem powrotu i odmrażania, ale także przygotowywania nowych rozwiązań. Będą nowe metody prowadzenia zajęć. Kilka miesięcy temu stawiałem pytanie, czy pewnych laboratoriów i pewnych ćwiczeń nie można realizować na symulatorach. Skoro kształcimy pilotów w ten sposób, to wydaje się, że również w niedalekiej przyszłości możliwe jest, by, przy współudziale otoczenia społeczno-gospodarczego, zapewnić kadrze i studentom symulatory w innych dziedzinach, jak np. chemia, biologia, medycyna czy budownictwo. Wdrożenie takich nowoczesnych metod prowadzenia zajęć laboratoryjnych nie tylko zwiększyłoby ich dostępność, lecz także byłoby milowym krokiem dla uczelni na wypadek takich sytuacji jak dzisiejsza pandemia.
Patrycja Otto: Wiele można by zrobić, ale to się wiąże z kosztami…
Małgorzata Lelińska: Ja na kwestię pandemii i tego, jaką rewolucję ona wprowadziła w systemie szkolnictwa, patrzę z dwóch punktów widzenia. Z jednej strony na to, jaki ma ona wpływ na kompetencje, kwalifikacje i przygotowanie studentów do rynku pracy, ale także reprezentujemy sektor uczelni niepublicznych, więc jesteśmy częścią systemu po stronie dostarczania tych kwalifikacji. Ta sytuacja ma swoje dobre i złe strony. To jest wyzwanie, z którym wszyscy musieli się zmierzyć, które zdarzyło się w sposób niezaplanowany, musimy stawić mu czoła. I niewątpliwie przyspiesza wszystkie procesy. Sam fakt, że większość uczelni musiała przejść na nauczanie zdalne – zakładam, że gdybyśmy mieli swobodę, to ten proces znacznie dłużej by trwał, być może faktycznie byłby lepiej przygotowany, natomiast potrzeba chwili wymusiła procesy transformacyjne na uczelniach. To dobry moment, by rozmawiać na temat skuteczności nauczania stacjonarnego, hybrydowego czy zdalnego – dyskutować o tym, co jest naszą przyszłością. Bo tak naprawdę to jest jeden z wielu kryzysów, z którymi się będziemy pewnie borykać i pewne jest, że będziemy żyć w zmiennym środowisku. Systemy edukacji i szkolnictwa wyższego także muszą być gotowe na te turbulencje. To jest test. Każdy patrzy na niego, biorąc pod uwagę swoją pozycję – studenci z jednej strony, kadra akademicka z drugiej, rektorzy z innej. Ale patrząc na skutki – co studenci stracą, co zyskają, to kwestie związane z przyspieszonym rozwojem cyfryzacji, to coś, co zaprocentuje na rynku pracy. Umiejętność korzystania ze źródeł informacji, umiejętność dostosowania się do elektronicznych, zdalnych form pracy to te dobre skutki, ale duch bezpośredniej, skutecznej komunikacji na pewno na tym procesie ucierpi. A to jest taka kompetencja, o której się mówi, że niezależnie od stanowiska, niezależnie od zawodu będzie cały czas w cenie, tak samo jak umiejętność pracy w grupie. Te kompetencje będą uboższe.
Patrycja Otto: Nowa forma nauczania może też być szansą na pozyskanie nowych umiejętności.
Anna Budzanowska: To była kolejna rewolucja, która dosięgnęła sektora szkolnictwa wyższego i pokazała to, co przeczuwaliśmy – mimo iż przez wiele lat duże środki zostały zainwestowane w cyfryzację tego sektora, to w momencie próby zadziałał on połowicznie. Ostatni czas pokazał, że wykładowcy potrzebują nowych, innych kompetencji związanych z prowadzeniem zajęć w trybie zdalnym, że zaplecze dydaktyczne, sprzęt starzeje się szybko i konieczne jest jego stałe unowocześnianie. Zamknięcie uczelni ujawniło też ciemną stronę – wykluczenie cyfryzacyjne ze względu na różnego typu niedobory. Szacujemy, że kilka procent studentów z różnych powodów nie mogło korzystać z zajęć. Także nieliczni wykładowcy znaleźli się w grupie wykluczenia. To była dla wszystkich ogromna lekcja.
Patrycja Otto: Ale czy studenci mają szanse pozyskać nowe umiejętności?
Anna Budzanowska: Wszyscy mamy taką szansę. Platformy, na których się spotykamy, uczymy, bardzo dynamicznie się rozwijają i to jest ogromna szansa. Ale wszyscy chcemy też powrotu do realności. Dlatego jestem zwolenniczką wracania do realu, ale też dalszego doskonalenia umiejętności i narzędzi do pracy zdalnej. Doinwestowania tego sektora.
Dominik Leżański: Ten okres nas dużo nauczył. Studenci zyskali coś, na co się nie pisali, idąc na studia. Nauczyli się, że można pracować zdalnie. Mam doświadczenie, bo Parlament Studentów RP zawsze pracował zdalnie i w czasie pandemii czuliśmy się tak jak zawsze. A samorządy studenckie nie pracowały nigdy tylko zdalnie i dla nich to był ogromny szok. Przeszły ogromną weryfikację, część sobie poradziła świetnie, część nie i jeszcze nadrabia. Studenci też przeżyli szok i to. co zyskali. zostanie im na długo. A wiemy, że w normalnym funkcjonowaniu, nie-covidowym, praca zdalna jest coraz bardziej popularna, szczególnie w sektorach wysokich technologii czy IT. To co jest ogromnym plusem – czas pandemii pokazał, że nie zawsze trzeba przyjść do dziekanatu i coś podpisać, że można wysłać e-mail, że można złożyć wniosek online. Wcześniej były takie prawne możliwości, ale to uczelnie wolały działać „papierowo”, teraz wiemy, że można inaczej, łatwiej. Wydaje się, że również część zajęć zawsze będzie można realizować w sposób zdalny.
Piotr Topoliński: Niektórzy nasi czytelnicy czy słuchacze stoją jeszcze przed wyborem studiów i szukają odpowiedzi, które kierunki wybrać, które nie będą pożądane.
Małgorzata Lelińska: Jest wiele badań dotyczących zapotrzebowania na pracowników. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej przygotowuje badanie zawodów deficytowych na dany rok i często tym kierują się młodzi ludzie, wybierając studia. Bardzo często to jest też moda – jakiś kierunek wydaje się atrakcyjny. Natomiast ktoś, kto wykształci określone kompetencje w trakcie studiów, zawsze się obroni na rynku pracy. Trudno teraz mówić o kształceniu do zawodów czy na konkretne stanowiska. Mówimy o uniwersalnym zakresie kompetencji, którego szukają pracodawcy i który jest ceniony. W świecie, w którym żyjemy i w którym tak szybko zmienia się technologia, zmieniają się potrzeby konsumentów, zapotrzebowanie na usługi, podstawową cechą, która należy na studiach wypracować albo nie stracić to jest umiejętność uczenia się i weryfikacji informacji. Badania pokazują, że na 10 proc. zawodów, które wykonujemy, zapotrzebowanie będzie rosnąć. Około 20 proc to są zawody, w których pewnie w perspektywie 10-20 lat zastąpią nas roboty, a cała reszta to zawody, które trzeba będzie wykonywać nieco inaczej. Myślenie, że za trzy czy pięć lat będzie tak jak teraz, nie da nam sukcesu na rynku pracy. Jeśli chodzi o zawody deficytowe, to teraz pracowników potrzebują branże budowlana, medyczna, produkcyjna, transportowa, gastronomiczna, ale gdy przychodzi kryzys, to to się nagle weryfikuje. Sporo jest wolnych miejsc pracy dla absolwentów szkolnictwa zawodowego. Natomiast na wyższych stanowiskach kluczowe kompetencje to: współpraca w grupie, komunikatywność, innowacyjność, kreatywność, otwartość na zmiany, umiejętność współpracy w różnorodnym środowisku. I chęć do pracy, chęć uczenia się, ciągłego rozwoju…
Patrycja Otto: Co powinien sobą prezentować student, by był atrakcyjny dla pracodawcy?
Małgorzata Lelińska: Coraz częściej pracodawcy w toku rekrutacji dają jakieś zadanie do wykonania, żeby sprawdzić, jak sobie dana osoba radzi z konkretnym przypadkiem. Umiejętności analityczne, poszukiwania informacji, ale też jasne komunikowanie nieschematyczne myślenie. To pożądane cechy. Plus niewpisywanie się w sztywne ramy, odwaga w prezentacji własnych rozwiązań. To, czego pandemia uczy i co się na pewno przyda na rynku pracy, to samoorganizacja. Coraz częściej zadania nie są określane sztywno: „odtąd dotąd”, potrzeba inwencji, zaangażowania, by wypełnić treścią to, co jest przedmiotem naszej pracy. W dobie cyfryzacji coraz częściej mówi się o zawodach, których nie ma wśród kierunków studiów, kierunków kształcenia. W dziedzinie robotyzacji takim zawodem będzie „pasterz/pasterka robotów”. I nie trzeba kończyć określonych studiów, ale trzeba mieć określone predyspozycje i chcieć się tego nauczyć. Będzie też mnóstwo zawodów związanych z nowymi technologiami, np. administrator systemu wymiany kryptowalut.
Krzysztof Pietraszkiewicz: Kryzys należy wykorzystać dla podniesienia kompetencji cyfrowych całego naszego społeczeństwa, bo obecnie należą do najniższych w Unii Europejskiej. Postarajmy się, by obecna sytuacja zaprocentowała ogromnym skokiem jakościowym w kompetencjach cyfrowych naszego społeczeństwa. Młodym ludziom rekomenduję uważne śledzenie wyzwań, przed jakimi świat będzie stać w niedalekiej przyszłości. To pokolenie będzie realizować wielki program zielonej ekonomii w Polsce, który będzie ogromnym wyzwaniem. Zaś te cyfrowe kompetencje będą kluczowe ze względu na wymagania gospodarki 4.0. Nie możemy zapominać o kierunkach, które niezależnie od trendów muszą być realizowane bardzo konsekwentnie, by zapewnić ciągłość nauk humanistycznych. Bo nie da się np. kulturoznawcy uczynić lekarzem. Jestem przekonany, że to, co robią obecnie uczelnie, rady uczelni, a także Polskie Forum Akademicko-Gospodarcze, tzn. wspólnie dyskutujemy w porozumieniu z sektorowymi radami ds. kompetencji możliwość rozpoznawania aktualnych i przyszłych potrzeb. To jest właściwy kierunek. Stała rozmowa oraz monitoring, w jakim kierunku ewoluują poszczególne branże są niezmiernie ważne. Takim przykładem jest znajomość cyberbezpieczeństwa, które uczniowie i studenci poznają dzięki m.in. projektom prowadzonym przez Związek Banków Polskich i Warszawski Instytut Bankowości, a w którym rokrocznie uczestniczy ponad 500 tys. młodych odbiorców. Powinniśmy dbać o dialog pomiędzy uczelniami a biznesem. Cieszy fakt, że ministerstwo rozwija platformę Ekonomicznych Losów Absolwentów. Jednak, by te wyniki były jak najbardziej dokładne, każda uczelnia powinna realizować własny raport „losy absolwentów” i badać, gdzie absolwenci są rozchwytywani i tam przemieszczać siły i zasoby. Dyskutujmy szeroko o praktykach zawodowych. Jak je realizować w tych warunkach. Jak dostosować wymiar godzinowy praktyk do specyfiki danego kierunku studiów, a także w ścisłej współpracy z przyszłymi pracodawcami, jak powinien wyglądać program takich praktyk – by studenci skorzystali z nich jak najpełniej.
Dominik Leżański: Co chwilę mówimy, że zawody będą się zmieniać, więc w takim razie trzeba tworzyć nowe kierunki. Młodym ludziom się uświadamia, że na mechanikę i budowę maszyn nie powinni iść, bo to jest zawód bez przyszłości, ale na mechatronikę z bardzo podobnym programem – tak, bo to świetny kierunek. Informatyka za chwilę będzie nieatrakcyjna, ale analiza danych, gdzie jest 95 proc. materiału z informatyki – atrakcyjny kierunek. To jest błąd, który został młodym ludziom zaszczepiony. Ja sam, gdy szedłem na studia, miałem błędną świadomość. I to jest wyzwanie – musimy przekazywać informację, że są potrzebne uniwersalne umiejętności, właśnie dlatego, że zawody tak szybko się zmieniają. Umiejętności uczenia się, wyszukiwania informacji, logicznego myślenia są kluczowe. Pewne z tych umiejętności posiadam, ale nie nauczyłem się tego na studiach. Należy zmienić świadomość rektorów, uczelni, ale przede wszystkim młodych ludzi. Rektorzy widząc, że są wybierane jakieś kierunki, dostosowują je, działają często biznesowo. A trzeba uświadamiać, że potrzebne są uniwersalne umiejętności. Filozofia nie jest kierunkiem popularnym. A okazuje się, że to studia, które mają najwięcej zagadnień z logiki ze wszystkich kierunków, jakie istnieją, i ich absolwenci nie mają problemu ze znalezieniem pracy. To jest przewrotność, do której musimy dojrzeć.
Małgorzata Lelińska: Kierunek studiów jest wtórny w stosunku do tego, czego powinniśmy się nauczyć. Ale też trzeba świadomie wybierać uczelnie, bo one są bardzo różnej jakości, oferują różne możliwości. Można pracować w różnych zespołach projektowych, angażować się w prace poza uczelnią czy na uczelni, niekoniecznie związane wprost z tokiem studiów. Najważniejsze, żeby się uczyć zgodnie z zainteresowaniami. Mózg najlepiej akumuluje wiedzę w stanie ekscytacji. Trudno się ekscytować czymś, czym się nie interesujemy. Pan prezes mówił o megatrendach, m.in. zielonej gospodarce. Ale zmienia nam się też struktura społeczeństwa. To, że jako społeczeństwo starzejemy się, to wyzwanie dla wielu zawodów związanych z usługami społecznymi. Nie tylko medycyna potrzebuje specjalistów, ale też np. usługi, które wspierają na rynku pracy osoby, które są wykluczane, np. ze względu na niepełnosprawność czy też dlatego, że muszą się zająć dziećmi albo starzejącymi się rodzicami. Dobra sieć usług opiekuńczych i wspomagających jest w tym kontekście bardzo ważna. Konieczne jest przy tym łączenie nauk technicznych i społecznych. Czasem stawiamy na szali – zawody techniczne będą lepiej płatne, humanistyczne mniej, więc może ich nie wybierajmy. Cyfryzacja i sztuczna inteligencja nie poradzą sobie bez ludzi, którzy mają mocny kręgosłup moralny.
Patrycja Otto: Jak w czasach pandemii łączyć wiedzę teoretyczną zdobywaną na studiach z bardzo pożądaną wiedzą praktyczną, zdobywaną u pracodawców?
Anna Budzanowska: To jest błędne myślenie, że uczelnie uczą tylko wiedzy teoretycznej. Nie da się przekazywać aktualnej wiedzy bez doskonałych badań naukowych, dlatego polecam wszystkim maturzystom zwracanie uwagi na te uczelnie, które prowadzą badania naukowe na wysokim, światowym poziomie. A jak połączyć teorię z praktyką? Są studia dualne, które mają część teoretyczną na uczelni, a część praktyczną u pracodawcy. Mamy też doktoraty wdrożeniowe, realizowane w połączeniu z badanymi prowadzonymi z pracodawcami. Podstawą jest silna baza teoretyczna, jednak pozostałe kompetencje zdobywane są w różnego rodzaju aktywności – pracy zarobkowej, wolontariacie, etc. Chciałabym, aby okres covidowy się jak najszybciej skończył, żeby młodzi ludzie mogli wejść w bardzo szeroki krwiobieg akademicki, by mogli zdobywać kluczowe kompetencje dla późniejszych wyborów życiowych. Umiejętności zdobyte podczas studiów procentować w będą w późniejszych latach.
Piotr Topoliński: Prowadzę ze studentami zajęcia na wydziale dziennikarstwa. Na pytanie, czy już coś robicie, czy rozpoczęliście już staż, często IV czy V rok nie podnosi rąk. I to mnie martwi. Być może za mało mówi się, że już na studiach trzeba zdobywać doświadczenie.
Anna Budzanowska: Mam wrażenie, że my jako rodzice trzymamy młodych ludzi za bardzo pod kloszem. W Polsce taki model pokutuje. Nie jest promowana aktywność, a to najcenniejszy kapitał, z którym młody człowiek idzie w świat.
Małgorzata Lelińska: Faktycznie jest jakiś kłopot z rodzicami. To słychać w głosach dotyczących wyboru studiów dualnych. Uczelnie mówią, że to właśnie rodzice „stają okoniem” przed wyborem takich studiów, bo im się wydaje, że okres studiów to jeszcze jest czas, gdy młody człowiek powinien się uczyć, skupić się na zdobywaniu wiedzy, a nie pracować, rozpraszać uwagę. Mamy też w systemie edukacji i szkolnictwa wyższego nadal dość silny kult ocen. A studenci, którzy się angażują poza uczelnią, zaczynają pracować, niekoniecznie są tymi, którzy mają same piątki. Ale warto być otwartym na te różne doświadczenia zawodowe.
Dominik Leżański: Już na etapie szkolnym nie zdobywaliśmy wiedzy, tylko uczyliśmy się do egzaminu gimnazjalnego, do matury. To było uczenie nie po to by zdobyć kompetencje czy poszerzyć horyzonty, ale pod egzamin. Swego czasu zaproponowaliśmy, ale pandemia zastopowała tę ideę, stypendium rozwojowe, które chcielibyśmy wprowadzić na studiach. Dla studentów aktywnych społecznie, aktywnych w kontekście mobilności studenckiej, nie tylko za najlepsze wyniki w nauce, osiągnięcia sportowe czy artystyczne, ale również za działalność społeczną. Ten pomysł zyskał poparcie Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich, czyli wola w środowisku akademickim jest. Wierzę w dobrą wolę ministerstwa, gdy przyjdzie moment nowelizacji ustawy.
Krzysztof Pietraszkiewicz: Doświadczenie buduje się latami. Gdy prowadziłem rekrutacje nowych pracowników, próbowałem dowiedzieć się od kandydatów, czym dodatkowo się zajmowali. Uświadamiałem im, że życiowe doświadczenie nabywają już od najmłodszych lat. Namawiałem, by potrafili się tym chwalić i przekuwać w mocne strony. Gdy spotykam się ze studentami zwracam uwagę, by patrzyli, co robią ich najbliżsi. Obserwując, jak pracują inni, możemy się wiele nauczyć. A możliwości jest wiele: biznes rodziców, praktyki zawodowe, czy studencki ruch naukowy, który jest niezwykle ważny, a wciąż jeszcze nie w pełni doceniany i doinwestowany. To wszystko jest ogromną skarbnicą wiedzy, z której młodzi mogą nieskończenie czerpać i na tym budować swoją przyszłość.
Dominik Leżański: Na Politechnice Łódzkiej chcieliśmy ujednolicić wszystkie aktywności, które dzieją się w ramach studiowania – koła naukowe, samorząd studencki, łącznie z reprezentowaniem uczelni np. w ramach pocztu sztandarowego. I wymyśliliśmy dwa koszyki, gdzie można zbierać i dostawać coś w zamian. Np. osoby aktywne mogłyby wchodzić do dziekanatu bez kolejki. Albo miałyby pierwszeństwo, by otrzymać miejsce w akademiku, dodatkowe punkty do nagrody rektora albo wykupić sobie miejsce w strefie VIP na juwenaliach. Ten koszyk profitów wymyśliliśmy dość szeroki. I to spotkało się z zainteresowaniem. Młodzi ludzie są coraz mniej aktywni społecznie i od razu zadają pytanie – a co z tego będę miał? Dlatego trzeba poszukiwać atrakcyjnych zachęt.
Patrycja Otto: Panie Dominiku, czy dla pana dyplom to koniec nauki?
Dominik Leżański: Zdecydowanie nie. Dyplom to coś, co muszę mieć, pierwszy stopień mam za sobą, drugi za chwilkę. A jednocześnie wiem, że będę się wielokrotnie dokształcał na różne sposoby. Pod względem językowym, ale też pod względem kompetencji. Co jest smutne, to zauważam, że gdy ludzie zaczynają tracić pracę, to rezygnują z rozwoju. A powinno to działać w drugą stronę.
Krzysztof Pietraszkiewicz: Warto pamiętać, że wiedza bardzo szybko się dezaktualizuje. To, co przekazywane jest na I roku studiów, może być na IV czy V roku już częściowo nieaktualne. Jak nigdy dotąd, musimy być gotowi na zmiany. Dziś kluczowych problemów nie da się rozwiązać w odosobnieniu. Przyjmowane rozwiązania są wynikiem ścisłej współpracy świata nauki, biznesu i polityki. Do tego niezbędne są kompetencje społeczne, dzięki którym możemy podejmować takie decyzje, czy stawiać czoła nowym wyzwaniom. Uczelnia, która zapewnia ogromne możliwości rozwoju (kursy, studia podyplomowe, działalność w organizacjach studenckich, wspólne inicjatywy z otoczeniem społeczno-gospodarczym), może bez zmian w programach studiów przygotować studentów do aktualnej sytuacji na rynku pracy. Obowiązkiem młodych ludzi jest odebranie jak najlepszego i wszechstronnego wykształcenia, a naszym obowiązkiem (uczelni i otoczenia społeczno-gospodarczego) jest dostarczanie im jak najwięcej takich możliwości, ale również ciągłe pokazywanie nowych dróg, którymi mogą podążać.

Nowe otwarcie dla wymiany akademickiej w czasie pandemii

Rozmowa z dr Grażyną Żebrowską dyrektor Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej (NAWA)
Z jakimi wyzwaniami, po ciągle jeszcze trwającym kryzysie zdrowotnym, przyjdzie się zmierzyć środowisku akademickiemu w Polsce i na świecie?
Te wyzwania na całym świecie są podobne. To przede wszystkim zachowanie ciągłości w kształceniu studentów, naborach na studia oraz w prowadzeniu badań naukowych, a także ciągłości finansowania uczelni i nauki, realizowania programów wymiany akademickiej, wspierających podnoszenie jakości kształcenia i badań naukowych, takich jakie np. oferuje środowisku akademickiemu NAWA.
Jak zmieni się nauka i jej umiędzynarodowienie?
Nie możemy w tym momencie przewidzieć wszystkich konsekwencji pandemii. Jednak już teraz widzimy, że są one znaczące zarówno dla uczelni, jak i nauki. Będą to następstwa zarówno krótkookresowe, jak i długookresowe. Krótkookresowe, to na przykład konieczność zmiany sposobu prowadzenia zajęć, przerwanie badań eksperymentalnych, wstrzymanie międzynarodowej wymiany akademickiej, współpracy między zagranicznymi ośrodkami badawczo-naukowymi, ale także kłopoty finansowe studentów i nasilenie się zjawiska nierówności społecznych i finansowych w społeczności akademickiej. Długookresowymi konsekwencjami może być obniżona jakość kształcenia i badań naukowych oraz pogłębienie się nierówności w dostępie do kształcenia i osiągania przełomowych wyników badań naukowych, które zapewniają rozwój. Dlatego niezbędne są obecnie działania wspierające wymianę akademicką, bo ma ona znaczący wpływ na podnoszenie jakości kształcenia i badań naukowych. A wysoka jakość kształcenia studentów i nauka na międzynarodowym poziomie w dalszej perspektywie wpływają na rozwój społeczeństwa i jego dobrostan.
Wymiana międzynarodowa studentów i naukowców to ważna część życia uczelni. Tymczasem pandemia na kilka miesięcy ograniczyła mobilność akademicką. Jak będzie się ona rozwijała dalej?
Po opanowaniu pandemii potrzebna będzie chwila namysłu nad ścieżką powrotu do poziomu współpracy międzynarodowej sprzed kryzysu. Z pewnością środowisko akademickie odkryło możliwości, jakie oferują nowoczesne technologie i w przyszłości będą one wykorzystywane, ale nie jako jedyne. Myślę, że dominującą formułą współpracy będzie wariant mieszany. Nie wyobrażam sobie, żeby całkowicie zaniechać fizycznej mobilności międzynarodowej studentów i naukowców. Liczę na to, że nowoczesne technologie w dydaktyce i nauce przyczynią się do podniesienia jakości współpracy, a nie do jej ograniczenia.
Pandemia wymusi przedefiniowanie działań NAWA?
Trudne czasy są okresem, w którym poszukuje się nowych rozwiązań, a więc i szansą na usprawnienie sposobów działania, by w przyszłości łatwiej radzić sobie z kryzysami. To moment na „nowe otwarcie”. NAWA wzmacnia współpracę z innymi instytucjami szkolnictwa wyższego i nauki, aby połączyć siły w działaniach na rzecz wymiany akademickiej studentów i naukowców. Kontynuujemy współpracę w ramach porozumienia z Narodowym Centrum Nauki i wspólnie zachęcamy polskich i zagranicznych naukowców do prowadzenia badań w Polsce. NAWA zawarła trójstronne porozumienie z Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz z Fundacją Rozwoju Systemu Edukacji na rzecz umiędzynarodowienia polskich uczelni i podniesienia ich atrakcyjności na globalnym rynku edukacyjnym. Wspólne wysiłki tych trzech instytucji powinny uczynić głos naszych uczelni lepiej słyszalnym na arenie międzynarodowej. Wydarzy się to m.in. dzięki stałemu i skoordynowanemu prezentowaniu rodzimego sektora szkolnictwa wyższego zarówno w kraju, jak i za granicą, a także tworzeniu stałych platform współpracy między uczelniami. Współpracujemy z Konferencją Rektorów Akademickich Szkół Polskich, na przykład obecnie w ramach działań „Solidarni z Białorusią”.
Tylko teraz bezpłatny dostęp do wydania cyfrowego Dziennika Gazety Prawnej dla studentów. Kliknij TUTAJ i sprawdź!
Anna Budzanowska - podsekretarz stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego
Dominik Leżański - przewodniczący Parlamentu Studentów RP
Krzysztof Pietraszkiewicz - prezes Polskiego Forum Akademicko-Gospodarczego
Małgorzata Lelińska - wicedyrektorka departamentu funduszy europejskich Konfederacji Lewiatan
Debatę moderowali: Patrycja Otto, dziennikarka DGP i Piotr Topoliński, szef redakcji informacji i publicystyki Akademickie Radio Kampus i Radio Nowy Świat
Opr. PAO