W marcu 2020 roku, we wczesnej fazie pandemii, uważałem, że kwarantanna może być dla introwertyków prawdziwym wyzwoleniem. Wnioski takie wysnułem z własnych doświadczeń oraz z przykładów historycznych. Wielu innych ekspertów miało podobne przeczucia, ale na tamtym etapie były to tylko spekulacje. Dziś mamy już więcej danych, a wynika z nich, że rok temu byłem w błędzie. Ale nie martwi mnie to, ponieważ badania wskazują na to, że prawda jak zwykle jest bardziej złożona, subtelna i ciekawa.

Z badań opublikowanych od czasu wybuchu pandemii wynika, że osobowość odgrywa ogromną rolę w tym, jak radzimy sobie (lub nie) z trudnymi sytuacjami, takimi jak lockdowny. Oczywiście istnieją też inne czynniki, takie jak wiek (młodsi o wiele częściej cierpią na depresje i lęki), zatrudnienie czy zakażenie. Ale to osobowość determinuje, w jaki sposób traktujemy swój los, a za naszą odporność na trudne sytuacje odpowiada połączenie kilku czynników. Badacze osobowość dzielą na pięć kategorii.

Pierwsza to poziom ekstrawersji – jak bardzo stymulujące (lub wyczerpujące) są dla nas interakcje społeczne.
Druga to otwartość – jak ciekawi, dociekliwi, kreatywni czy żądni przygód jesteśmy.
Trzecia obejmuje ugodowość – jak pomocni, optymistyczni i mili dla innych jesteśmy.
Czwarta to sumienność, odpowiadająca na pytania, jak dobrze potrafimy się zorganizować, skupić, przygotować i zdyscyplinować.
Wreszcie piąta kategoria to neurotyczność, określająca stopień, w jakim stajemy się kapryśni, zdenerwowani, zmartwieni czy niestabilni.



Introwersja

Jeśli chodzi o introwersję, to pewne ustalenia zaskoczyły mnie. Otóż z jednego z badań z Uniwersytetu w Vermont wynika, że introwertycy w czasie lockdownu zgłaszali poprawę nastroju, podczas gdy ekstrawertycy czuli, że ich nastrój się pogorszył. Ale generalnie to ekstrawertycy byli w lepszym nastroju niż introwertycy dzięki bardziej radosnej postawie.

Inne badania, które objęły osoby w różnym wieku z różnych środowisk, wskazały, że introwersja wyraźnie wiązała się z większą samotnością, lękiem i depresją w czasie lockdownu. Zastanawiałem się, czy to przypadkiem nie dlatego, że introwertycy w czasie lockdownu nie mogli się wycofać w samotność, ponieważ utknęli w domach ze swoimi współlokatorami lub członkami rodziny. Jak żartowali niektórzy na Twitterze, „Ta kwarantanna nie jest spełnieniem naszych marzeń. Mamy bowiem ludzi w domu, którzy nigdy nie wychodzą”.

Neurotyczność

Ale już z kolejnych badań, które opublikowano w styczniu wynika, że to inne niż poziom introwersji czynniki osobowości mają większy wpływ na naszą odporność w czasie lockdownu. W szczególności, co nie jest raczej zaskakujące, chodzi o poziom neurotyczności, który był silnie skorelowany z lękiem i większą depresją. Ludzie, którzy zamartwiają się nawet w normalnych czasach, generalnie są bardziej narażeni na kłopoty psychiczne, a co dopiero w czasach pandemii.

Otwartość

Otwartość także wiązała się ze zwiększonym poziomem lęku, ale już nie z depresją. To mnie zaskoczyło. Ten czynnik bowiem obejmuje abstrakcyjne, kreatywne i lateralne myślenie. To dlatego w ubiegłym roku wskazywałem na Isaaca Newtona – introwertyka z otwartym umysłem i wyobraźnią – jako na przykład kogoś, kto osiągnął niezwykły przełom intelektualny w czasie kwarantanny. Ale być może z tego samego powodu osoby o otwartych umysłach są w stanie wyobrazić sobie również wszystkie negatywne rzeczy, które mogą się wydarzyć - stąd zwiększony poziom lęku.

Ugodowość

Ugodowość pomagała pokonać zarówno lęki, jak i depresję, ale nie tak bardzo, jak można byłoby się spodziewać. To możliwe – jak sądzę – że ugodowość głównie wzmacniała pozytywne efekty innego czynnika osobowości – ekstrawersji. W końcu nie jest dobrze być towarzyskim, a jednocześnie nie być empatycznym czy miłym dla innych osób. To jakość, a nie ilość relacji z innymi ludźmi pozwala nam się czuć lepiej w nieciekawych czasach.

Sumienność najlepszą bronią na lęki i depresję

Zwycięzcą wśród czynników osobowości pomagających w trudnych czasach okazała się wysoka sumienność. Im bardziej ktoś był sumienny, tym mniejszy poziom lęku i depresji odczuwał, gdy został zamknięty w domu. To ma sens. Osoby, które notują wysokie poziomy sumienności, lepiej sobie radzą z rutyną i strukturą w czasie długich dni pracy i nauki zdalnej. Mam przyjaciela, który nigdy nie zakładał garnituru i płaszcza, gdy był w biurze, ale w czasie lockdownu zaczął ubierać się fantazyjnie i ekscentrycznie. W takim stroju wspinał się na strych, gdzie mógł wykonywać w satysfakcjonujący i produktywny sposób swoją pracę.

Sumienność lub coś, co nazywamy samodyscypliną, pomaga także w innych obszarach. Pomaga nam pójść na zajęcia jogi po nudnym dniu, zakorkować butelkę wina po wypiciu kolejnej lampki oraz dotrzymać terminów w pracy.

To co mnie cieszy w tych badaniach to fakt, że istnieje wiele różnych ścieżek do osiągnięcia psychicznej odporności w czasie lockdownu. W przypadku każdego czynnika osobowości wszyscy jesteśmy jakoś zaklasyfikowani. Dzięki samoświadomości możemy kompensować różne czynniki ryzyka, np. wysoką neurotyczność. Co więcej, wciąż mamy do dyspozycji również inne sposoby, których psychologowie nie uwzględniają w swoich kategoriach. Nawet (a może przede wszystkim) w makabrycznych sytuacjach, takich jak pandemia, nie można zapominać o poczuciu humoru.