Zgodnie z zaleceniami druga dawka preparatu Pfizer/BioNTech powinna być podana po 3-4 tygodniach. Badania w Wielkiej Brytanii przeprowadzone przez specjalistów University of Oxford sugerują, że odpowiedź immunologiczna w postaci większej liczby przeciwciał neutralizujących jest lepsza po wydłużeniu tej przerwy.

Kiedy zatem najlepiej podawać drugą dawkę? W Wielkiej Brytanii już w grudniu 2020 r. sugerowano, żeby wydłużyć podanie drugiej dawki tej szczepionki do 12 tygodni. Później zalecono, żeby okres ten skrócić do 8 tygodni. „Uważam, że odstęp ośmiotygodniowy jest optymalny” – twierdzi cytowana przez Reutersa jedna z głównych autorek opracowania prof. Susanna Dunachie z Oksfordu.

Reklama

W przekazanym dziennikarzom oświadczeniu specjaliści uniwersytetu w Oksfordzie podkreślają, że na skutek wydłużenia czasu podania drugiej dawki (ponad 3-4 tygodnie - PAP) poziom przeciwciał neutralizujących jest dwukrotnie wyższy.

Przeciwciała neutralizujące pełnią ważną rolę w ochronie organizmu przed zakażeniem, w tym wypadku przed koronawirusem SARS-CoV-2. Jednak ważna jest też tzw. odpowiedź komórkowa, czyli odpowiednie wytwarzanie limfocytów typu T, odpowiedzialnych m.in. za niszczenie zakażonych drobnoustrojami komórek.

W badaniu brytyjskich specjalistów stwierdzono, że poziom limfocytów Tc (niszczących zakażone komórki) był 1,6 razy mniejszy po późniejszym podaniu drugiej dawki szczepionki Pfizer/BioNTech. Jednak większy był poziom tzw. pomocniczych komórek Th, odpowiedzialnych za dłużej utrzymującą się odpowiedź immunologiczną.

Autorzy badania podkreślają, że konieczne jest przyjęcie dwóch dawek, gdyż jedna nie daje pełnej ochrony, szczególnie wobec wariantu bardziej zakaźnego, jakim jest rozprzestrzeniająca się na świecie Delta. Opóźnienie podania drugiej dawka powoduje, że przez dłuższy czas zaszczepiona osoba nie jest w pełni chroniona, ale efekt końcowy jest lepszy.

Z danych Public Health England wynika, że preparat Pfizer/BioNTech już po pierwszej dawce skutecznie redukuje u zaszczepionych osób ryzyko ciężkiego przebiegu choroby COVID-19, jak też hospitalizacji oraz zgonu. (PAP)

Autor: Zbigniew Wojtasiński