W dodatku robił to tak głośno i niezgrabnie, że wróg najpierw z odległości ok. 50 km słyszał, że zbliża się amerykańska armia, a następnie zabijał jej żołnierzy śmiechem. Wyobraźcie sobie mocno podpitego i głośno przeklinającego niedołężnego staruszka o lasce z raną postrzałową kolana, który próbuje przejść przez ulicę – mniej więcej z taką gracją i płynnością poruszał się RoboSzarik.

Ale ludzie z Boston Dynamics nic sobie nie robili z kpin, tylko udoskonalali swoje produkty. I dziś RoboSzarik skacze przez przeszkody, pędzi z prędkością 50 km/h, wspina się po niemal pionowych ścianach, sam otwiera drzwi, zapamiętuje, nie zapomina, potrafi się podnieść, gdy się przewróci, ale przewraca się rzadko, bo popchnięty przebiera nogami szybko i zwinnie, niczym baletnica z Royal Moscow Ballet. I potrafi się odgryźć ewentualnemu napastnikowi. Również dosłownie.

>>> Czytaj też: Bąk: Samochód roku? Wszyscy robią nas w konia

Dokładnie dwa lata temu taki pies dostarczył pierwszą paczkę klientowi w USA. Tak, dobrze zrozumieliście – został kurierem. A za chwilę dostanie wsparcie w postaci robota humanoidalnego, który będzie znacznie sprytniejszy i mądrzejszy niż stalowy Szarik. Widziałem niedawno filmik pokazujący w akcji dwunożnego robointeligenta. Możecie być pewni, że jeżeli zacznie niedługo robić w DHL, to przestaniecie dzwonić na infolinię i skarżyć się, że coś nie dotarło, dotarło gdzie indziej, dotarło nie takie albo że dostarczyciel był opryskliwy, spocony i ział czosnkiem. Robokurier będzie inny – dostarczy wszystko na czas, na miejsce, na rozkaz. Ale spróbujcie go tylko czymś zdenerwować, choćby mówiąc „Ty zakuty łbie” albo sugerując, że jest sztywniakiem, a da wam taki wycisk, że najbliższa placówka Poczty Polskiej zacznie się wam jawić jako oaza spokoju i odprężenia.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP