Po pierwsze: Kompetencje, które dopiero powstają
Staże i bootcampy programistyczne przestały być przepustką do branży IT. Pracodawcy oczekują dziś konkretnego wykształcenia, najlepiej z uczelni technicznej cenionej w środowisku, oraz kilkuletniego doświadczenia.
- Najbardziej pożądani są kandydaci łączący kompetencje z różnych obszarów, zwłaszcza IT z wiedzą finansową i regulacyjną. Pracownicy i kandydaci muszą też mieć świadomość, że wielu rzeczy będą musieli się uczyć samodzielnie w trakcie pracy - powiedział Szymon Kluba, Recruitment Manager w HR Contact.
Młodzi doskonale zdają sobie sprawę z tego, które kierunki mogą być w cenie. Prawo i informatyka należą do pięciu najczęściej wybieranych kierunków studiów w Polsce, na każdy z nich zgłosiło się w roku akademickim 2025/2026 ponad 26 tysięcy kandydatów. To jednak wciąż dwie osobne ścieżki, rzadko wybierane przez te same osoby. Ponadto wiedza zdobyta na studiach dezaktualizuje się dziś szybciej, niż trwa cykl kształcenia, więc inwestowanie w rozwój staje się konieczne.
To pod pewnym względem powrót do renesansowego ideału erudyty, który sprawnie porusza się w kilku dziedzinach naraz. Z tą różnicą, że dziś nie wynika on z osobistego wyboru, tylko z presji rynku, który nie znajduje gotowych kandydatów o takim profilu.
- Ten problem widać już na konkretnych stanowiskach. W fintechach specjaliści AML muszą dziś, oprócz weryfikacji klientów, rozumieć też regulacje sektorowe, takie jak PSD2 czy wytyczne KNF i EBA, a coraz częściej również ryzyko technologiczne wynikające z unijnego rozporządzenia DORA. Duże firmy dzielą te obowiązki na dwa stanowiska. Mniejsze zwykle rozwijają istniejące role AML w stronę kompetencji operacyjnych i technologicznych albo korzystają ze wsparcia zewnętrznych ekspertów - dodał ekspert.
Brak nawyku inwestowania w kompetencje pogłębia problem, i to po obu stronach rynku. Tylko 44% polskich firm inwestuje dziś w rozwój kompetencji pracowników, wśród dużych przedsiębiorstw to 58%, wśród mikrofirm zaledwie 40%. Liderem branżowym jest przy tym budownictwo, a nie sektor technologiczny. Raport PIE potwierdza też, że Polska zajmuje trzecie miejsce od końca w Unii Europejskiej pod względem uczestnictwa dorosłych w kształceniu.
- Ten dystans widać potem w retencji. Firmy o silnej kulturze uczenia notują 57% retencję pracowników, wobec 27% tam, gdzie rozwój traktuje się po macoszemu. Oznacza to wyższe koszty rekrutacji tam, gdzie kompetencje są traktowane jako wydatek, nie inwestycja - dodał.
- Nasza edukacja to wiedza bez umiejętności. Znamy ułamki i procenty, a nie umiemy rozliczyć PIT-u. Komunikacja kuleje, gdy blokujemy się podczas rozmowy, w tym w języku obcym
- Odszkodowanie za wyciek numeru PESEL i danych medycznych. Ponad 18 milionów Polaków otrzymuje wiadomości o możliwych negatywnych konsekwencjach
- Wypowiedzenie umowy o pracę z powodu zmian organizacyjnych: czy takie uzasadnienie wystarczy?
Po drugie: Oczekiwania, które się mijają
Stopa bezrobocia rejestrowanego wyniosła w lipcu 2026 roku 5,8%, a na jedną zgłoszoną ofertę pracy przypadało 19,5 bezrobotnego. Stopa bezrobocia według BAEL wyniosła natomiast 3,2%, wobec 2,8% rok wcześniej. Liczba osób spełniających definicję bezrobotnego wzrosła w tym czasie o 14,1%. Rynek pracy przesuwa się w stronę pracodawcy, ale nierównomiernie. W zawodach, w których brakuje ludzi z konkretnymi kwalifikacjami, przewaga nadal pozostaje po stronie kandydatów. W niektórych obszarach jednocześnie rośnie liczba bezrobotnych i liczba nieobsadzonych ofert pracy. Strony po prostu się mijają. Do tego dochodzą nowe regulacje. Dyrektywa UE 2023/970 o jawności wynagrodzeń miała zostać wdrożona do 7 czerwca 2026 roku. Polska nie zakończyła jednak pełnej implementacji dyrektywy. Część jej wymogów została jednak wprowadzona do Kodeksu pracy. Od 24 grudnia 2025 r. pracodawcy muszą informować kandydatów o początkowej wysokości wynagrodzenia lub jego przedziale. Kandydat już na początku wie więc, od czego zaczyna negocjacje, co zmienia układ sił jeszcze przed rozmową kwalifikacyjną.
- Start kariery stał się dziś jednym z najtrudniejszych etapów zawodowego życia. Młodzi kandydaci znają realne koszty życia, więc ich oczekiwania płacowe rosną. Jednocześnie przeceniają jednak własną wartość rynkową na starcie kariery. Pierwsza praca służy przede wszystkim zdobywaniu doświadczenia, więc trudno oczekiwać od razu stawki doświadczonego specjalisty. Co więcej rzadko zdarza się kandydat, który ma wszystkie potrzebne kompetencje, więc pracodawca musi jeszcze zainwestować w szkolenia. To zderzenie oczekiwań odpowiada za znaczną część niedopasowania na rynku - komentuje Kluba.
Po trzecie: "Fach w ręku" wraca do łask
Dla rozpoczynających karierę rynek dzieli się dziś wyraźnie na dwie strefy. Stanowiska biurowe i specjalistyczne są coraz trudniej dostępne, czasem nie da się zdobyć nawet pierwszej praktyki. Zupełnie inaczej wygląda natomiast rynek pracy w zawodach fizycznych, gdzie to pracodawcy zabiegają o kandydatów. Najnowszy Barometr Zawodów, będący prognozą na 2026 rok, pokazuje skalę tego niedoboru: spośród 168 analizowanych zawodów 17 uznano za deficytowe, a piąty rok z rzędu żaden nie został sklasyfikowany jako nadwyżkowy. Na liście są m.in. kierowcy ciężarówek i autobusów oraz magazynierzy, a także lekarze, pielęgniarki, opiekunowie osób starszych, monterzy instalacji budowlanych, elektrycy, energetycy i spawacze.
- Lista zawodów deficytowych tworzona jest na podstawie danych z urzędów pracy, ma więc swoją lukę: specjaliści IT i data science rzadko rejestrują się jako bezrobotni, więc formalnie nie trafiają do zestawienia, chociaż opisany wcześniej deficyt kompetencji cyfrowych jest równie realny - wyjaśnił.
Młodzi zaczynają dostrzegać ten trend i reagują już na etapie wyboru szkoły. W roku szkolnym 2025/2026 liczba uczniów branżowych szkół II stopnia wzrosła o 78,1%, z 12,6 tys. do około 22,5 tys., a liczba samych placówek tego typu zwiększyła się z 252 do 320. W technikach natomiast uczyło się w tym czasie 684,9 tys. uczniów, co stanowi 40,2% młodzieży w szkołach ponadpodstawowych.
Rynek pracy w 2027 r. Co dalej?
W 2027 roku problemem polskiego rynku pracy może więc nie być brak pracowników w ogóle, ale brak pracowników, których firmy potrzebują w konkretnych miejscach i z konkretnym zestawem umiejętności.
- Siedemnaście zawodów deficytowych i zero nadwyżkowych piąty rok z rzędu to nie chwilowe wahnięcie koniunktury. Polski rynek pracy przebudowuje się szybciej, niż sądziliśmy, a systemy edukacji i rekrutacji nie nadążają za nim. Ustępstw wymaga to od obu stron. Pracodawcy będą musieli częściej dzielić stanowiska i inwestować w szkolenia, zamiast czekać na gotowego kandydata, a kandydaci pogodzić wysokie oczekiwania płacowe z realną wartością swojego doświadczenia - podsumował ekspert.
Doktor nauk społecznych w dyscyplinie nauk o bezpieczeństwie, absolwentka Wojskowej Akademii Technicznej. Stopień doktora uzyskała na podstawie rozprawy pt. "Koncepcja systemu bezpieczeństwa socjalnego Polski z uwzględnieniem zjawiska prekariatu", poświęconej wyzwaniom współczesnej polityki społecznej i rynku pracy. Specjalizuje się w zagadnieniach dotyczących polityki rodzinnej, rynku pracy oraz systemu zabezpieczenia społecznego.
