1693 godziny – tyle przepracowała statystycznie w 2018 r. osoba zatrudniona w firmie lub instytucji mającej ponad dziewięciu pracowników. Było to o 0,4 proc. mniej niż w roku poprzednim, przy tej samej liczbie 250 dni roboczych – wynika z najnowszych danych GUS.

Podobne spadki mieliśmy też w latach 2016 i 2017. To, że mniej pracujemy, potwierdzają też ankietowe badania aktywności ekonomicznej ludności, w których respondenci deklarują, ile czasu przeznaczają na zarobkowanie.

Skąd ta tendencja spadkowa? – Przyczynia się do tego m.in. wzrost wynagrodzeń. Mniej chętnie bierzemy nadgodziny – ocenia prof. Maria Drozdowicz-Bieć z SGH. – Większej liczbie osób zarobione pieniądze wystarczają na zaspokojenie potrzeb i nie muszą już pracować dłużej niż osiem godzin dziennie. Więcej czasu wolą spędzić z rodziną i przyjaciółmi oraz przeznaczyć na realizację zainteresowań – tłumaczy Drozdowicz-Bieć. W ubiegłym roku przeciętne wynagrodzenie w gospodarce było o 7,2 proc. wyższe niż w 2017.

Polska krajem o największej rozpiętości dochodów? To sprzeczne nie tylko z logiką

Wiele firm ogranicza koszty i stara się zrealizować zamówienia w normalnym czasie pracy, a nie w nadgodzinach, które są zdecydowanie droższe. Jeżeli pracownik nie otrzyma za nie czasu wolnego, wtedy oprócz normalnego wynagrodzenia przysługuje mu dodatek w wysokości 100 proc. wynagrodzenia za pracę w godzinach nadliczbowych, jeśli odbywała się ona np. w nocy lub w niedziele i święta. W innych dniach przysługuje 50-proc. dodatek.

– Z badania Hays Poland wynika, że ponad połowa pracowników jest zatrudniana w godzinach nadliczbowych. Ten odsetek zmniejsza się rokrocznie, ale wciąż wiele pozostaje do zrobienia – mówi Paula Rejmer, dyrektor w Hays Poland. Jej zdaniem innym powodem zmniejszającej się liczby przepracowanych godzin są pożądane przez pracowników i coraz chętniej stosowane przez firmy elastyczne formy zatrudnienia – np. na część etatu oraz zadaniowy czas pracy. – Firmom dbającym o dobrą atmosferę i dającym zatrudnionym niezależność w wykonywaniu obowiązków oraz możliwość zachowania równowagi pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym łatwiej jest pozyskać, a później zatrzymać wykwalifikowanych specjalistów – podkreśla Rejmer.

>>> Czytaj też: Analiza: automatyzacja pracy doprowadzi do wzrostu, a nie spadku zatrudnienia

Część osób ogranicza czas pracy także ze względu na różnego rodzaju transfery socjalne, które zwiększają ich dochody, w tym związane m.in. z programem Rodzina 500 plus. Dochody wielu rodzin wzrosły również w związku z wprowadzeniem w 2017 r. minimalnej stawki godzinowej.

– Skracanie czasu pracy wynika też z rosnącej wydajności pracy dzięki m.in. inwestycjom w nowe maszyny i technologie – twierdzi Andrzej Kubisiak z Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Dodaje, że pozytywny wpływ na ten wskaźnik ma również rosnące zatrudnienie (w ubiegłym roku o 2,6 proc.), które w wielu firmach ogranicza lub likwiduje zapotrzebowanie na pracę w godzinach nadliczbowych.

Polska wciąż znajduje się jednak w czołówce krajów, w których czas pracy należy do najdłuższych. Według publikacji OECD z grudnia ub.r., w której wykorzystano spójną dla badanych krajów metodologię, pracujemy znacznie dłużej niż osoby zatrudnione na Zachodzie. W 2016 r. przeciętny, roczny czas pracy wyniósł u nas 1832 godz. Było to o ponad 460 godz. więcej niż w Norwegii i o prawie 400 godz. więcej niż w Danii, Holandii i Niemczech. Różnice wynikają przede wszystkim z tego, że w tych krajach dużo osób pracuje tylko na część etatu, co wystarcza na utrzymanie. Podobnie jak w Polsce, jest w Czechach, Estonii i na Węgrzech. 

>>> Czytaj też: Najniższa płaca w górę o 96 zł