O tym, że XX-wieczne myślenie o globalnej nierówności nie sprawdza się w XXI wieku, można przeczytać w najnowszym wydaniu Raportu o rozwoju społecznym, który został przygotowany przez Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju (UNDP). Według redakcji NPR.org główny wniosek płynący z raportu to fakt, że globalna nierówność polega teraz bardziej na różnicach w możliwościach niż na różnicach w dochodach.

Raport ostrzega, że nowa odmiana nierówności prowadzi do protestów ulicznych i korozji społeczeństwa – a będzie jeszcze gorzej. Zmiany społeczne (w następstwie rozwoju technologii, transformacji edukacji i zmian klimatycznych) mają konsekwencje w postaci „nowej wielkiej rozbieżności”. Achim Steiner, ekspert UNDP, podsumowuje problem: „coraz więcej młodych ludzi jest wykształconych, mają swobodny dostęp do internetu, ale brak możliwości, by awansować społecznie”. Steiner tłumaczy, że powiedzenie „ciężka praca popłaca” nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości.

>>> Czytaj też: Polacy konsumują na potęgę. Bezkrytycznie naśladujemy styl ludzi bogatego Zachodu

Raport o rozwoju społecznym 2019 pokazuje, że wiele z trwających na całym świecie manifestacji ulicznych ma swoje źródło w poczuciu, że społeczeństwa nie są sprawiedliwe, a system sprzyja potężnym i masy więzi w nisko płatnych pracach bez szans na awans. Co ważne, nierówności te występują na tzw. „mikropłaszczyznach”. Nie chodzi jedynie o dochody, ale i rodzinę, miejsce urodzenia, okolicę, w której wychowuje się jednostka. UNDP twierdzi, że przeprowadzone badania pokazują, że te globalne nierówności mają ogromny wpływ na życie jednostki. Do tego technologia i internet sprawiają, że ludzie są znacznie bardziej świadomi tego, co ich omija. „W XXI wieku nie tylko nadal istnieją ogromne globalne nierówności, ale ludzie są o wiele bardziej świadomi ich istnienia” – pisze redakcja NPR.org.

Przykładem może być tzw. arabska wiosna. W przeszłości wiele konfliktów społecznych na Bliskim Wschodzie postrzegano jako konflikty etniczne lub religijne. Obecnie większą wagę przykłada się go tego, że ludzie są coraz bardziej sfrustrowani swoimi elitami politycznymi – nie tylko dlatego, że są to np. sunnici czy szyici, ale ponieważ systemy gospodarcze i polityczne są niewydolne. Elity reprezentują tylko siebie, a konflikty o podłożu religijnym to tak naprawdę konflikty ze względu na nierówność.

Ma to miejsce na całym świecie: protesty trwają w Hongkongu, znacznej części Ameryki Łacińskiej i Afryki. Podwyżka cen biletów na metro o 4 proc. wywołała zamieszki w Chile, gdzie obywatele nie kryją frustracji dotyczącej fatalnej sytuacji w przepełnionych szpitalach i szkołach publicznych.

>>> Czytaj też: Trudno o alternatywę dla Hongkongu