W czwartym kwartale ubiegłego roku 549 tys. osób pomagało w prowadzeniu rodzinnej firmy. Było to o 3,7 proc. (o 21 tys.) mniej niż w tym samym kwartale poprzedniego roku. I najmniej od 1998 r. – wynika z badań aktywności ekonomicznej ludności prowadzonych przez GUS.
– Pogorszenie koniunktury gospodarczej mocno dotknęło mikroprzedsiębiorstwa i małe firmy, które dominują w rodzinnym biznesie – ocenia Piotr Bujak, główny ekonomista Nordea Banku. – Firmy zaczęły rezygnować nawet z pomocy członków rodziny. Brakowało dla nich zajęcia – dodaje.
Są też inne powody zmian. – Część osób rezygnuje z pracy w rodzinnej firmie, bo po latach terminowania na przykład u rodziców otwiera biznes na własny rachunek – wyjaśnia prof. Zenon Wiśniewski z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Nie wszyscy więc, którzy przestali pracować w rodzinnych przedsiębiorstwach, zasilili szeregi zarejestrowanych bezrobotnych. Jest też pewna grupa osób, które uciekły z firmy brata, szwagra czy kuzyna do szarej strefy. – Tam można uzyskać wyższe zarobki. Są one ukryte przed fiskusem – podkreśla prof. Wiśniewski. Szara strefa ma się dobrze w czasach kryzysu.
Reklama
Dane o sytuacji w firmach rodzinnych nie korespondują z sytuacją na rynku. Jak podał wczoraj resort pracy, w marcu ogólna liczba zarejestrowanych bezrobotnych zmniejszyła się o 20,8 tys. – do 2 mln 315,9 tys. Stopa bezrobocia skurczyła się o 0,1 pkt proc. i wyniosła 14,3 proc. Mimo niesprzyjających warunków atmosferycznych rozpoczęły się prace sezonowe. W związku z nimi w kolejnych miesiącach należy się spodziewać dalszych niewielkich spadków. Według analityków od września zacznie bezrobotnych przybywać.