Dekady wyzysku pracowników wywołały "cichą rezygnację" [OPINIA]

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
9 września 2022, 06:30
Lata rządowych programów oszczędnościowych, spadających realnych płac i doświadczenie pandemii wywołały u pracowników „cichą rezygnację”, czyli refleksję zatrudnionych na temat swojego zaangażowania w pracę. Dziwi to tylko bogaczy i szefów – pisze na blogu „Jacobin” David Moscrop.

Zjawisko to jest zdaniem autora niczym innym jak wyznaczaniem nowych granic przestrzeni osobistej. Zatrudnieni robią tylko to, co jest w zakresie ich obowiązków i w wyznaczonym czasie. Odmawiają natomiast wykonywania bezpłatnej pracy w imię nabywania „doświadczenia” czy wspinania się po korporacyjnej drabinie.

Prawicowe media i szefowie opisują to zjawisko jako nasilanie się lenistwa wśród pracowników, którzy mają roszczeniowy stosunek do firm. Ma to rzekomo dotyczyć przede wszystkim przedstawicieli najmłodszych generacji. To jednak w rzeczywistości opór przed wykorzystywaniem i robieniem więcej za mniej – pisze Moscrop.

Autor pisze, że pandemia wyczerpała pracowników, którzy marnie zarabiają, pracują w trudnych warunkach i bardzo dużo. Co prawda bezrobocie w USA (jak również w UE) jest niskie, ale płace nie nadążają za inflacją. Co z tego, że widmo utraty zajęcia nie wywiera presji na zatrudnionych, skoro nie poprawia to ich sytuacji, a ich siła nabywcza ciągle spada? – pyta.

Nierówny podział zysków

Pracownicy w Ameryce Płn. nie są sprawiedliwie wynagradzani. W latach 1976-2014 średnie godzinowe wynagrodzenia realne w Kanadzie wzrosły o zaledwie 0,09 proc. rocznie, podczas gdy produktywność o średnio 1,12 proc. rocznie. To samo zjawisko dotyczy USA.

Produktywność w latach 1979-2019 wzrosła o 59,7 proc., a średnie wynagrodzenie tylko o 15,8 proc. Odpowiadają za to oczywiście nierówności. W okresie tym 90 proc. zatrudnionych doświadczyło wolniejszego wzrostu wynagrodzeń niż średni wzrost dla całej gospodarki. Finansowa elita (1 proc. najlepiej zarabiających) doświadczyła w badanym okresie 160-proc. wzrostu pensji.

Prawda jest taka, że owoce ciężkiej pracy zatrudnionych są pożerane przez właścicieli kapitału, menedżerów czy osób na stanowiskach wykonawczych.

Moscrop pisze, że w USA panuje niezdrowa etyka pracy. Pozycję zawodową utożsamia się często z wartością danego człowieka. „Cicha rezygnacja” jest wynikiem uświadomienia sobie przez pracowników, jak niesprawiedliwy jest wobec nich kapitalizm. Jest dodatkowym narzędziem, który wraz z działalnością związków może naprawić niezdrową relację między osobami wytwarzającymi wartość (pracownikami), a korzystającymi z ich pracy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Media
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj