Czołowi politycy CDU - Johann Wadephul, wiceszef unijnej grupy parlamentarnej i Norbert Roettgen, przewodniczący komisji spraw zagranicznych w parlamencie, toczą spór odnośnie do tego, czy wyjście Bundeswehry z Afganistanu i pozostawienie mieszkańców bez wsparcia przeciwko talibom było słuszne. Sprawę opisuje poniedziałkowy "Frankfurter Allgemeine Zeitung". Obecność niemieckich wojsk w ramach misji NATO w Afganistanie trwała blisko 20 lat, zakończyła się w czerwcu br.

Roettgen uważa, że należy przeciwdziałać talibom nawet, gdyby miałoby to oznaczać powrót sił Bundeswehry do Afganistanu.

Reklama

Z kolei Wadephul w wypowiedzi dla dpa stwierdził: „Misja Bundeswehry została zakończona na szczeblu NATO. Nie widzę ani politycznego, ani militarnego uzasadnienia do ponownego wysłania wojska”. Decyzja o wcześniejszym wycofaniu sił NATO (miało ono nastąpić do 4 lipca br.) była dziełem USA, i to ona spowodowała wcześniejsze wycofanie się sił Bundeswehry. „Byliśmy przygotowani na dłuższy okres przejściowy, ostatni mandat parlamentu obowiązywał do końca stycznia 2022 r.” – wyjaśnił Wadephul na łamach "FAZ".

Odmiennego zdania jest Roettgen. Jak powiedział "FAZ", „w Afganistanie istnieje niebezpieczeństwo, że nacierający islamiści podbiją cały kraj. Nie można teraz pozwolić, aby tworzyli militarnie jednostronne fakty”.

Wobec szybko pogarszającej się sytuacji w Afganistanie, jeśli chodzi o tempo zajmowanych przez talibów terytoriów i bezpieczeństwo mieszkańców, nasila się krytyka niemieckiego rządu. Przez cały czas trwania misji Bundeswehra opierała się w dużym stopniu na pomocy lokalnych mieszkańców, którzy pozostawieni sami sobie obawiają się o życie swoje i swoich bliskich w związku z działaniami talibów.

„Rząd całkowicie utracił swój moralny kompas” - ocenił na łamach dziennika „Sueddeutsche Zeitung” Marcus Grotian, żołnierz zajmujący się organizowaniem wsparcia dla Afgańczyków.

Wolfgang Hellmich (SPD), przewodniczący parlamentarnej komisji obrony, jest zdania, że procedury pomocy Afgańczykom są zbyt biurokratyczne i nie uwzględniają realiów. „To obłąkany pomysł, że rodziny mogłyby tak po prostu wyjechać, same zająć się procedurami i rezerwacjami lotów. Kiedy patrzę na mapę, widzę, jak talibowie okrążają miasta” – powiedział "FAZ".

Agnieszka Brugger, deputowana Zielonych, podsumowuje krótko: „Rząd niemiecki nie udzielił kompleksowej, bezpiecznej i szybkiej pomocy ludności lokalnej w Afganistanie”.

Ponad dwa tygodnie temu kanclerz Angela Merkel obiecała większe wsparcie dla miejscowego personelu, m.in. loty czarterowe dla pracowników i ich rodzin. Według danych MSW, do tej pory dokumenty podróży wypełniło 471 lokalnych pracowników i ich bliskich, łącznie 2851 osób. Dotąd 1796 z nich przyjechało do Niemiec (z czego 296 pracowników).

Omid Nouripour (Zieloni), zajmujący się polityką zagraniczną, powiedział dpa: „Afganistan nie jest bezpieczny i dlatego nie może być celem deportacji”.

Jak podkreśla "FAZ", w ostatni weekend islamiści zdobyli Kunduz (tutaj przez 20 lat stacjonowała Bundeswehra – przyp. PAP) i cztery inne stolice prowincji w walce przeciwko oddziałom rządowym.

„Działania talibów sprowadzają retorykę niemieckiego rządu do absurdu, że dżihadyści byliby skłonni prowadzić rozmowy pokojowe – dodaje Nouripour. - Rząd federalny musi teraz pilnie dążyć do rozmów z rządem w Kabulu i przedyskutować, w jaki sposób Zachód może działać przeciwko upadkowi tego wszystkiego, co zostało osiągnięte w Afganistanie”.

Od początku maja, gdy wojska międzynarodowe rozpoczęły proces wycofywania się z Afganistanu, liczba przesiedleń wzrosła w sposób widoczny - do końca lipca prawie ćwierć miliona ludzi na terenie kraju opuściło swoje miejsca zamieszkania. Biuro Narodów Zjednoczonych ds. Koordynacji Pomocy Humanitarnej (OCHA) podało w poniedziałek, że jest to ponad 244 tys. osób – ponad cztery razy więcej, niż w tym samym okresie ubiegłego roku). Większość osób uciekła z prowincji na północnym wschodzie i wschodzie przed toczącymi się walkami.