W konflikcie między Rosją a Ukrainą uwaga świata skupiona jest na kwestii Nord Stream 2. Gazociąg bałtycki łączy bezpośrednio Niemcy i Rosję, de facto pozbawiając Ukrainę jej dawnej kluczowej roli w tranzycie gazu do Europy – przypomina „Die Welt”.

Sergiy Makogon jest szefem ukraińskiego operatora sieci gazociągów na Ukrainie. Od 2020 roku firma jest niezależna od byłej spółki-matki Naftohaz - zgodnie z wymaganym przez UE rozdziałem produkcji od dystrybucji. Rząd niemiecki, wspierając przez lata inicjatywę Nord Stream 2, samemu nie wydając na jego budowę ani jednego euro, liczył, że gazociąg będzie źródłem taniego gazu ziemnego dla Europy i dla Niemiec. Makogon uważa to podejście za „zrozumiałe”, zaznacza jednak, że jego koszty geopolityczne są ogromne. „Inwestorzy komercyjni muszą dbać o swoje zyski. Ale politycy powinni myśleć inaczej” – podkreśla.

Reklama

„Największym błędem Niemiec jest branie za pewnik funkcjonowanie ukraińskiego systemu rurociągów. Ale kiedy Nord Stream 2 zacznie działać, ukraińska sieć nie będzie już potrzebna. Gazprom będzie kontrolował cały dostęp, a wtedy ceny wzrosną, także dla Niemiec. Widzieliśmy, co się działo z cenami gazu w Europie w tym roku” – podkreśla Makogon. „Nawet niezależna Międzynarodowa Agencja Energetyczna oskarżyła Rosję o spowodowanie niedoboru”.

Tymczasem Rosja stara się wyeliminować ukraińskie gazociągi, wysyłając nimi jak najmniej gazu. „Nawet w ostatnich miesiącach, kiedy ceny gazu skoczyły w górę, ukraińskie gazociągi pracowały z zaledwie 20-procentową przepustowością. Moglibyśmy podwoić, a nawet potroić wolumeny gazu dla Europy, tyle że Gazprom nie wysyła gazu” – wyjaśnia Makogon. „Płacą nam za tranzyt 110 milionów metrów sześciennych dziennie, ale wysyłają tylko 50 milionów. Tymczasem produkcja gazu w Rosji wzrosła, a zapotrzebowanie na gaz w Europie jest bardzo wysokie. Widać, że Rosja chce osuszyć nasze rurociągi”.

Kiedy projekt NS2 był planowany dziesięć lat temu, Ukraina nie podlegała prawu UE, a Niemcy mogły mieć powody do niepokoju – przyznaje Makogon. „Jednak w obecnej sytuacji Ukraina nie stanowi już zagrożenia dla Niemiec. Kontynuacja tranzytu przez Ukrainę nawet zmniejsza ryzyko dla Niemiec. (…) W sytuacji, gdy Rosja otwarcie zaatakowała i zaanektowała cześć naszego terytorium, Niemcy powinny ponownie przemyśleć podejście” - dodaje.

„Były oficer Stasi Matthias Warnig jest szefem zarządu Nord Stream 2 AG, a były kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder stoi na czele rady nadzorczej. Obydwaj są bliskimi przyjaciółmi Putina” – podkreśla Makogon. „Gdy Nord Stream 2 zacznie działać, nasz kraj straci największą pozamilitarną barierę dla rosyjskiej agresji. Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby zatrzymać ten projekt”.

Jak przypomina „Die Welt”, latem zapadło wspólne oświadczenie Joe Bidena i byłej kanclerz Angeli Merkel, w którym Niemcy obiecali zrekompensować Ukrainie niebezpieczeństwa związane z Nord Stream 2. Jak dotąd niemiecko-ukraińskie negocjacje w sprawie realizacji porozumienia „przebiegały ospale”, chociaż kanclerz Olaf Scholz niedawno potwierdził, że „czuje się zobowiązany umową”.

Strona niemiecka wspominała, że zgodnie z tą umową ukraińskie rurociągi mogłyby być wykorzystywane do transportu wodoru. „W Europie nie ma infrastruktury umożliwiającej obecnie transport czystego wodoru na dużą skalę. (…) Wodór to przyszłość, ale nie na krótką metę. Mówimy o następnej dekadzie. Tymczasem rzeczą, jakiej potrzebujemy, jest tranzyt gazu” – podsumowuje Makogon.