Narodowy protest kierowców ciężarówek w Kanadzie, znany jako „Konwój wolności” i skupiony głównie wokół Ottawy, oddaje tak wiele globalnych trendów, że ciężko jest stwierdzić, co tak naprawdę oznacza. Ale ruch ten może się okazać najważniejszym wydarzeniem roku.

Sprzeciw wobec covidowych restrykcji

Reklama

Jednym z prawdopodobnych wyjaśnień protestów jest fakt, że Kanadyjczycy są wyczerpani pandemicznymi restrykcjami. Protesty zaczęły się w styczniu, gdy w życie weszły przepisy, na mocy których kierowcy ciężarówek przekraczający granice musieli być zaszczepieni. Od tamtej pory protesty rozrosły się, oddając szerszy sprzeciw Kanadyjczyków wobec covidowych ograniczeń. Gospodarka Kanady – w przeciwieństwie do gospodarki amerykańskiej – doświadczyła w styczniu dużej utraty miejsc pracy, po części dlatego, że Kanada była bardziej oporna niż USA jeśli chodzi o liberalizację ograniczeń.

Ta niechęć do liberalizacji jest zastanawiająca, ponieważ dziś można już w bezpieczny sposób znieść większość covidowych restrykcji, zarówno w USA, jak i w Kanadzie. Pod tym względem „Konwój wolności” w istocie opowiada się za ważnymi wolnościami osobistymi. Na przykład podróżowanie – czy to w kraju, czy za granicę – nie jest łatwe. Jeśli jesteś Kanadyjczykiem i nie chcesz być zaszczepiony przeciw Covid, to prowadzenie normalnego życia może być trudne.

Nie oznacza to, że wszystkie żale wygłaszane przez „Konwój wolności” są uzasadnione. Generalnie jestem sceptyczny co do centralnych działań rządu, ale jednocześnie jestem zwolennikiem szczepień. W obecnym momencie pandemii dla większości osób zaszczepienie się jest najlepszą opcją.

Protesty te mają też swoją ciemniejszą stronę. Ich uczestnicy stworzyli poważną infrastrukturę w Ottawie, z własnymi dźwigami i miasteczkami namiotowymi, i kontrolują dużą część centrum miasta. Sytuacja „jest absolutnie katastrofalna, zarówno jeśli chodzi o praworządność, jak i długoterminowe bezpieczeństwo Kanady” – napisał na Tweeterze kanadyjski dziennikarz Matt Gurney. „Każdy to widzi. To wielka porażka państwa”.

"Mili" Kanadyjczycy wyszli na ulice

Tak duża część kanadyjskiej tożsamości jest związana z byciem „miłym”, że Kanadyjczykom oraz ich przywódcom może być trudno zrozumieć, że mogą stracić kontrolę nad swoją stolicą. Jak uważa Matt Gurney, łatwo zakłada się, że Kanada jest „bogata, stabilna i pokojowa”, o wiele bardziej miła niż jej sąsiad na południu. Ale Kanadyjczycy mogą w nieprzyjemny sposób przekonać się, jak łatwo ich własny rząd może czasowo stracić kontrolę. „Myślę, że niebezpieczeństwo dużego incydentu związanego z przemocą w Ottawie szybko rośnie”.

Oczywiście kanadyjska policja i siły zbrojne mają o wiele większą władzę niż kierowcy ciężarówek. Ale jeśli chodzi o imaginatywny ferwor, to kierowcy ciężarówek mają przewagę – tak samo, jak siły, które dokonały szturmu na amerykański Kapitol 6. Stycznia 2021 roku. Kto wówczas mógł pomyśleć, że coś takiego może się wydarzyć?

Przynajmniej jakaś część protestów oddaje ideę białej supremacji oraz idee ekstremistyczne. Wśród protestujących zauważono flagi Konfederacji i swastyki, choć na Twitterze rozgorzała gorąca dyskusja, na ile te oznaki reprezentują protestujących.

Walka o wolność słowa?

Debata jednak nie dotyczy tylko symboli. Dzięki platformie GoFundMe darczyńcy wpłacili 10 mln dol. kanadyjskich w ramach wsparcia dla protestujących kierowców ciężarówek. Platforma GoFundMe zdecydowała jednak, że nie przekaże tych środków kierowcom, uznając, że „Konwój wolności” naruszył warunki serwisu, a wpłacone środki zostaną zwrócone darczyńcom. Czy firmy zajmujące się infrastrukturą finansową, takie jak GoFundMe, powinny podejmować tego rodzaju polityczne decyzje? Gdy prywatne firmy mają prawo do podejmowania takich decyzji, to może się to skończyć de facto ograniczeniem politycznej wolności słowa.

Wszystko to dzieje się w kraju, który teraz ogranicza wolność słowa. Otóż pod pozorem regulacji „mowy nienawiści”, kanadyjski premier Justin Trudeau zaproponował w ubiegłym roku nowe ograniczenia wypowiedzi w internecie. Oczywiście takie ograniczenia miałyby efekt mrożący. Dlatego być może „Konwój wolności” jest częścią sprzeciwu wobec ukrytego trendu ograniczania dyskursu. Tak czy inaczej, wolność słowa zostanie zapewniona.

Przynajmniej jak dotąd, „Konwój wolności” nie zdołał uzyskać trwałego zainteresowania w mediach głównego nurtu w USA. Być może Amerykanie nie przywykli do tego, że Ottawa jest epicentrum konfliktu politycznego. Ale teraz tak się właśnie dzieje i prawdopodobnie powinniśmy się przygotować na jeszcze inne niespodzianki.