Czy USA pokierują światem tak, by uniknąć klimatycznej katastrofy?

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
25 kwietnia 2021, 10:43
Na szczycie klimatycznym nie brakowało znaczących deklaracji, ale najtrudniejsze dopiero nadchodzi. Przed Waszyngtonem test, czy będzie w stanie pokierować resztą świata tak, by zapobiec katastrofie - ocenia dziennik "New York Times".

W trakcie szczytu światowych przywódców zorganizowanego z inicjatywy USA Joe Biden ogłosił nowy cel dla Stanów Zjednoczonych: zmniejszyć emisje o 50-52 proc. do 2030 r. w porównaniu z poziomami z 2005 r. Swoje cele podniosły również Japonia i Kanada.

"NYT" ocenia, że na szczycie padły "znaczące deklaracje". "Teraz najtrudniejsza część (...) Prawdziwym testem będzie to, czy Waszyngton będzie w stanie nakierować resztę świata na czystą energię na tyle szybko, by zapobiec katastrofie" - stwierdza nowojorski dziennik.

Podczas wirtualnego spotkania klimatycznego niektóre państwa, jak np. Australia, Indie, Indonezja, Meksyk i Rosja, nie ogłosiły nowych ograniczeń na ropę, gaz czy węgiel. Kilku przywódców uskarżało się natomiast, że prosi się ich o ambitne "zielone cele" mimo że ich kraje są relatywnie niewielkimi trucicielami.

"NYT" podkreśla, że obecnie to Chiny, a nie Stany Zjednoczone, są największym światowym emitentem dwutlenku węgla. Władze ChRL nadal zwiększają emisję, argumentując, że ich industrializacja w Państwie Środka rozpoczęła się znacznie później niż na Zachodzie. Chiny swój szczyt mają osiągnąć do 2030 roku.

"Za emisję w Chinach w dużej mierze odpowiada spalanie węgla, najbrudniejszego paliwa kopalnego. Kraj ten jest zdecydowanie największym konsumentem węgla na świecie i buduje nowe elektrownie węglowe w kraju i za granicą" - odnotowuje "NYT".

Prezydent Chin Xi Jinping zapowiedział jednak na szczycie, że jego państwo "znacząco ograniczy" projekty węglowe w najbliższych latach i zrezygnuje z tego surowca po 2025 roku.

Równolegle do szczytu, podczas rozmowy z think tankiem Council on Foreign Relations, szef MSZ Chin Wany Yi ostrzegł jednak, że współpraca z USA w zakresie klimatu zależeć będzie od reakcji Stanów Zjednoczonych na politykę Pekinu wobec Hongkongu, Tajwanu oraz Sinciangu.

John Kerry, specjalny wysłannik Białego Domu do spraw klimatycznych, pozostaje optymistą w kwestii dogadania się z Pekinem w sprawie polityki klimatycznej i przewiduje, że niedługo władze ChRL zobowiążą się do ambitniejszych celów. Takiej nadziei nie podzielają natomiast Republikanie, polityczni przeciwnicy Bidena. Ich zdaniem Waszyngton powinien wywierać na Pekin większą presję.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj