Drony uderzyły pod Rossoszą. Jeden technik nie zdążył uciec
Uderzenie miało miejsce na jednym z rosyjskich lotnisk polowych w obwodzie woroneskim, około 150 km od granicy z Ukrainą. Technicy akurat naprawiali śmigłowce, gdy zaatakowały je ukraińskie bezzałogowce wysłane przez dronową brygadę "Achilles", w koordynacji ze Służbą Bezpieczeństwa Ukrainy.
Na nagraniu widać, że technik reperujący Mi-17 usłyszał nadlatującego drona w ostatniej chwili. Nie zdążył uciec i zginął na miejscu. Z kolei mechanik przy Mi-28, przy którym doszło do drugiego uderzenia, zdołał oddalić się od śmigłowca.
Serwis Dnipro OSINT ustalił, że atak miał miejsce na lotnisku polowym pod miastem Rossosz w obwodzie woroneskim, dokładnie 152 km od granicy Ukrainy.
Mi-17 to śmigłowiec transportowy. Może to być dopiero pierwsza tego typu maszyna zniszczona przez Ukrainę od początku wojny. Natomiast Mi-28 to maszyna szturmowa, która powstała jako odpowiedź na amerykańskiego Apache’a. Z wyliczeń bloga militarnego Oryx wynika, że jest to co najmniej 20 maszyn tego typu, jaką straciła Rosja od 2022 r.
Ukraińcy użyli zabójczego tandemu
Ukraiński serwis militarny Defense Express potwierdził w źródłach, że do ataku na helikoptery użyto dronów-kamikadze RAM-2X. Pierwotnie szacowano ich zasięg na około 120 km. Ta akcja pokazuje, że jest on dużo większy.
RAM-2X operuje w tandemie z dronem rozpoznawczym Shark-M, który sfilmował finał akcji.
