Parówka na szybko przed pracą, plasterek szynki do kanapki, chrupiący bekon do jajecznicy. Brzmi znajomo? Niestety, naukowcy nie mają dobrych wiadomości. Jak podaje polsatnews.pl badacze z Institute for Health Metrics and Evaluation przy University of Washington potwierdzają to, przed czym Światowa Organizacja Zdrowia ostrzega od lat. Nie istnieje bezpieczna ilość przetworzonego mięsa.
Wyniki ich analiz, opublikowane w 2025 roku na łamach „Nature Medicine” i przywołane polsatnews.pl, pokazują jasno. Nawet niewielkie ilości tych produktów mogą zwiększać ryzyko poważnych chorób.
Jedna parówka dziennie? To już robi różnicę
Naukowcy przeanalizowali ponad 70 badań obejmujących kilka milionów osób. Sprawdzali zależności między spożyciem przetworzonego mięsa, słodzonych napojów oraz tłuszczów trans a ryzykiem chorób takich jak cukrzyca typu 2, choroba niedokrwienna serca i rak jelita grubego. Wniosek? Spośród wszystkich analizowanych produktów to właśnie przetworzone mięso miało najsilniejszy związek z ryzykiem
- Ostrożnie oszacowaliśmy, że – w porównaniu z zerowym spożyciem – spożywanie przetworzonego mięsa (w ilości 0,6–57 g dziennie) wiązało się ze średnim wzrostem ryzyka cukrzycy typu 2 o co najmniej 11 proc. i wzrostem ryzyka raka jelita grubego o 7 proc. - wyjaśniają naukowcy na łamach "Nature Medicine", cytowani przez polsatnews.pl.
Nie ma „bezpiecznej dawki”
Najbardziej niepokojące wnioski nie dotyczą jednak wysokiego spożycia, ale niskiego. Ryzyko rośnie już przy bardzo małych porcjach, a każda kolejna zwiększa prawdopodobieństwo zachorowania. Jak podkreślają badacze. - Szybki wzrost ryzyka zdrowotnego wraz ze wzrostem spożycia przetworzonego mięsa sugeruje, że nie ma bezpiecznej ilości spożywanego przetworzonego mięsa w kontekście ryzyka zachorowania- wskazują naukowcy.
Oznacza to w praktyce, że codzienna parówka na śniadanie, plasterek szynki na kanapce czy grillowana kiełbasa dokładana „od święta” nie są obojętne dla zdrowia – przeciwnie, dokładają kolejną cegiełkę do ryzyka.
Dlaczego przetworzone mięso szkodzi?
Do tej kategorii zaliczają się dobrze znane produkty, takie jak parówki, kiełbasy, bekon, szynki, salami, wędliny w plastrach, kabanosy czy konserwy mięsne. Ich wspólnym mianownikiem jest sposób produkcji – są chemicznie konserwowane, peklowane, wędzone lub intensywnie solone, co ma poprawić smak i wydłużyć trwałość.
Problem polega na tym, że zawarte w nich azotany i azotyny mogą przekształcać się w związki N-nitrozowe, uznawane za substancje rakotwórcze. Dodatkowo wysoka zawartość soli i tłuszczów nasyconych sprzyja przewlekłym stanom zapalnym oraz zaburzeniom metabolicznym.
Nie bez powodu już w 2015 roku Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (IARC, WHO) zaklasyfikowała przetworzone mięso jako karcynogen Grupy 1, czyli substancję o udowodnionym działaniu rakotwórczym u ludzi.
Co zamiast?
Zmiana codziennych wyborów żywieniowych może realnie wpłynąć na zdrowie. Zamiast przetworzonego mięsa lepiej sięgać po produkty mniej przetworzone i bogatsze odżywczo – jajka, ryby czy rośliny strączkowe, takie jak soczewica i ciecierzyca, a także pełnoziarniste produkty zbożowe i warzywa. To nie jest kwestia chwilowej diety, ale nawyków, które – powtarzane każdego dnia – przekładają się na długofalowe konsekwencje dla organizmu.
