Ich też najechali. Jak białoruski reżim walczy z wolnymi mediami

Protesty w Mińsku na Białorusi 30 sierpnia 2020 r.
<p>Protesty w Mińsku na Białorusi 30 sierpnia 2020 r.</p>/Shutterstock
Rok po wyborach prezydenckich polscy dziennikarze wydają książkę o tym, jak reżim walczy z wolnymi mediami. DGP publikuje jej fragment.

Rób, co chcesz, ale ten raport nie powinien zostać wydrukowany – oświadczył Alaksandr Łukaszenka cytowany we wspomnieniach Alaksandra Fiaduty. W 1994 r. Fiaduta był szefem wydziału informacji w prezydenckiej administracji, a gdy piszemy te słowa, siedzi w areszcie oskarżony o szykowanie puczu.

– Zacząłem tłumaczyć, że zostanie to odebrane jako naruszenie wolności słowa gwarantowanej przez konstytucję. Zaproponowałem, żeby wydrukować raport z dopisem „Publikacja na polecenie prezydenta Republiki Białorusi”, coś tam jeszcze mówiłem, ale prezydent był twardy – czytamy. – Ja swoich ludzi nie porzucam. Rób, jak umiesz, ale raport nie może zostać wydrukowany – uciął Łukaszenka i odjechał na lotnisko, by udać się z wizytą do Uzbekistanu.

To kogo usuwamy?

Był 21 grudnia 1994 r. W drodze do Taszkentu Łukaszenka raczej nie skupiał się na relacjach z Uzbekistanem. Dzień wcześniej został zaatakowany bronią, dzięki której raptem w lipcu w błyskotliwy sposób wygrał wybory prezydenckie, pokonując przedstawiciela nomenklatury, premiera Wiaczasłaua Kiebicza.

Siarhiej Antonczyk, poseł prawicowego Białoruskiego Frontu Ludowego (BNF), z trybuny parlamentu oskarżył jego otoczenie o liczne przypadki korupcji. Łukaszenka przysłuchujący się obradom ukrył twarz w dłoniach. Ale i Antonczyk był daleki od triumfu. Sam bardzo ambitny, chciał, by raport był identyfikowany osobiście z nim, a nie z całą opozycją. Dlatego jego koledzy reagowali na rewelacje dość niemrawo, za to oskarżeni przez niego ludzie po kolei wychodzili na trybunę i deklarowali, że są gotowi podać się do dymisji. Władze dostały szansę, by zagrać w grę o złych bojarach i dobrym, nieświadomym ojcu narodu, w jakiego uwielbia wcielać się Łukaszenka. Pozostało zadbać, by o raporcie nie dowiedzieli się zwykli ludzie. W czasach przedinternetowych wystarczyło powstrzymać transmisję wystąpienia Antonczyka w telewizji i radiu – co się udało – i zablokować druk gazet.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Michał Potocki
Michał Potocki
Dziennikarz i redaktor DGP. Zawodowo zajmuje się tematyką światową, zwłaszcza państwami Europy Wschodniej
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraIch też najechali. Jak białoruski reżim walczy z wolnymi mediami »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj