Forsal logo

We Francji trwa wojna symboliczna. Pretekstem są zbliżające się igrzyska

Jessye Norman
Jessye Norman/Shutterstock
Na ostatniej prostej przed igrzyskami Francuzi udowadniają, że pokłócić można się o wszystko. Najchętniej o symbole.

Gdyby w 1989 r. świat oplatał już internet – ze szczególnym uwzględnieniem mediów społecznościowych – opinie o organizatorach 200. rocznicy Wielkiej Rewolucji Francuskiej byłyby podobne do tych, jakie dziś można przeczytać o osobach odpowiedzialnych za najbliższe igrzyska, które zaczną się w Paryżu 26 lipca. Wtedy jednak uwagi wyrażano raczej w kawiarniach i mimo wszystko się mitygowano. Ale spory były.

Jak wtedy, kiedy ogłoszono, że podczas głównych obchodów Marsyliankę zaśpiewa Jessye Norman – wprawdzie wielka śpiewaczka (tego nikt nie kwestionował), lecz Amerykanka, co dla sporej części Francuzów było dotkliwym policzkiem. A do tego czarna. – Jessye była głęboko zraniona atakami, jakie w nią wymierzono, ale my otoczyliśmy ją naszą miłością – wspominał po latach Jack Lang, ówczesny minister kultury. 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj