Dwie wersje tej samej historii
Ukraińcy twierdzili, że uderzenie się powiodło i okręt został zniszczony. Rosjanie, że okręt wyszedł bez szwanku. Zatem jedna strona mówi o sukcesie, druga o braku strat. Dla kogoś, kto próbuje zrozumieć sytuację, kluczowe pytanie brzmi: czy da się to jakoś sprawdzić? Najlepiej bez polegania wyłącznie na komunikatach walczących stron. Pozostają satelity. Nie dają one pełnego obrazu, ale można na nich zobaczyć, jak zmienia się sytuacja w porcie – co gdzie stało wczoraj, a co dziś. I na tej podstawie można wyciągać ostrożniejsze wnioski.
Satelity pokazują: wybuch był dalej niż łódź
Najważniejsza rzecz, którą widać na zdjęciach: punkt uderzenia nie znajdował się przy samym okręcie. Trop wybuchowy jest widoczny gdzieś w okolicy infrastruktury portowej, może koło pirsu, ale nie na kadłubie łodzi. To nie wyklucza, że jednostka ucierpiała – fala uderzeniowa, odłamki, uszkodzenia wtórne – ale bezpośrednie trafienie odpada.
Satelity pozwalają policzyć metry i zobaczyć układ obiektów. Dzięki temu skrajne tezy – typu „zniszczona w pył" – tracą na wiarygodności. Zamiast tego zostaje: atak w rejonie, gdzie stała.
Dziwny detal: łódź siedzi głębiej w wodzie
Drugi element, który zwrócił uwagę analityków: okręt wygląda na nieco bardziej zanurzone niż inne jednostki obok. Samo w sobie to jeszcze nic nie znaczy. Może być obciążony, może trwają na nim jakieś prace, może to kwestia kąta zdjęcia albo światła.
Ale w portach wojennych taki szczegół rzadko jest przypadkowy. Dlatego obserwatorzy trzymają go na radarze i próbują zestawić z tym, co będzie widać za tydzień czy dwa. Na razie to tylko sygnał, nie dowód.
Miesiąc postoju, potem ruch
Zagadkę pomaga rozwiązać porównania zdjęć z różnych dat. Przez jakiś miesiąc okręt nie ruszył się z miejsca. Na najnowszych ujęciach zmienił pozycję w porcie. To może oznaczać dwie rzeczy. Albo coś było nie tak i musieli naprawić na tyle, żeby mogła się przesunąć. Albo po prostu zmienili plan postoju.
Ruch w porcie nie równa się pełnej sprawności bojowej, ale pokazuje, że coś się zmieniło. I to jest jedyny „twardy" wskaźnik w czasie – nie opiera się na słowach, tylko na kolejnych obrazach z góry. Jeśli rzeczywiście były jakieś uszkodzenia, to najwyraźniej nie trwałe. A jeśli nie było to czemu stała w miejscu przez miesiąc? Odpowiedzi pewnej nie ma.
Dlaczego „Warszawianki" są ważne
„Warszawianka" (projekt 636.3) to spalinowo-elektryczny okręt podwodny, który Rosja trzyma na Morzu Czarnym jako narzędzie nacisku. Te jednostki są kojarzone głównie z pociskami manewrującymi Kalibr, którymi Moskwa uderza w cele w Ukrainie.Każdy taki okręt to jedna więcej platforma z której Rosja może wystrzelić te rakiety.
Łodzie podwodne trudno namierzyć, trudniej niż okręty nawodne. Ich obecność zmusza przeciwnika do utrzymywania rozpoznania i obrony, co kosztuje. Nawet jeśli okręt nie został zniszczony, ale przez kilka tygodni nie mógł wyjść w morze, to i tak zmienia to układ sił. Port Noworosyjsk to kluczowe zaplecze dla rosyjskiej Floty Czarnomorskiej. Dlatego każdy incydent w tym rejonie – nawet taki, gdzie nie ma pewności co do skutków – ma wagę. Pytanie nie brzmi tylko „zniszczono czy nie", ale też „na jak długo wypadła z gry". I na to pytanie satelity nie odpowiadają wprost.