Wygląda na to, że ostatnie tygodnie należały do Władimira Putina. Rosyjski autokrata wygrał bowiem referendum konstytucyjne umożliwiające mu pozostanie przy władzy do 2036 roku. Ponadto w Waszyngtonie rozpętała się burza wskutek doniesień, że rosyjski wywiad wojskowy płacił sprzymierzonym z talibami bojownikom za zabijanie amerykańskich żołnierzy w Afganistanie.

Jeśli pandemia Covid-19 popchnęła Amerykę w jeszcze głębszą rywalizację z Chinami, to jednocześnie zagrożenie ze strony Rosji, będącej mniej potężnym, ale bardziej agresywnym niż Chiny przeciwnikiem, na pewno szybko się nie skończy.

Ale czym dokładnie jest to zagrożenie? Rosja nie jest Chinami, nie dysponuje potęgą gospodarczą zdolną rzucić wyzwanie amerykańskiemu prymatowi na świecie. To nie jest także Związek Radziecki z czasów zimnej wojny, który posiadał zdolności wojskowe umożliwiające zajęcie większości terytorium Europy i mający ideologiczne ambicje, aby podbić cały świat. Rosja Putina korzysta ze swoich ograniczonych zasobów agresywnie, aby odbudować utracone wpływy i zburzyć porządek międzynarodowy, któremu przewodzą Stany Zjednoczone. Co prawda Putin nie może aspirować do stworzenia świata pod przewodnictwem Moskwy, ale może dać Rosji poczucie geopolitycznej wielkości. Sprawi to jednocześnie, że świat stanie się bardziej chaotycznym i niebezpiecznym miejscem, gdzie jest miejsce na międzynarodowe drapieżnictwo.

Odbudowa strefy wpływów

Reklama

Drapieżnictwo to zaczyna się na rosyjskich granicach, gdzie Putin chce odbudować strefę wpływów obejmującą dawne ZSRR oraz część Europy Wschodniej. Z perspektywy rosyjskiego prezydenta, posiadanie przychylnych peryferiów jest kluczowe dla odbudowy strategicznych buforów, które Moskwa utraciła wraz z rozpadem Układu Warszawskiego. Co więcej, posiadanie stref buforowych zmniejszyłoby niebezpieczeństwo ideologicznego zakażenia ze strony państw demokratycznych znajdujących się w pobliżu rosyjskich granic.

Taki cel leżał u podstaw działań Władimira Putina przez ponad dekadę, takich jak inwazja na Gruzję i Ukrainę, czy wywieranie presji wojskowej i gospodarczej na państwa z obszaru Azji Centralnej i Morza Bałtyckiego.

Kierunek ten napędzał również modernizację wojskową, której celem było wzmocnienie siły Moskwy wobec państw NATO na wschodniej flance Sojuszu. Moskwa chciała również rzucić wyzwanie amerykańskim interesom poprzez odwrócenie głównego strategicznego osiągnięcia USA po zimnej wojnie, czyli stworzeniu „wolnej, pokojowej i zjednoczonej” Europy, gdzie państwa mogą podejmować polityczne decyzje i wchodzić w geopolityczne sojusze w wolny sposób, bez nacisku ze strony zagranicznych potęg.

Podważanie UE i NATO

Pragnienie posiadania strefy wpływów przecina się z drugim celem Moskwy – z podważaniem zachodnich instytucji, w szczególności NATO i Unii Europejskiej, które rozszerzyły wpływy Zachodu pod same granice Rosji. Putin nie jest w stanie zdominować krajów wokół Rosji tak długo, jak długo jest konfrontowany z silnym, żywym Zachodem. Rosyjski prezydent nie może czuć się bezpiecznie i pewnie w ramach swojego autokratyzmu tak długo, jak długo instytucje odzwierciedlające wartości demokratyczne wywierają presję na Rosję.

W tej sytuacji Putin postanowił osłabić spójność tych organizacji – poprzez wspieranie niezadowolonych czy nieliberalnych członków, poprzez wzmacnianie zależności energetycznej Europy od Rosji oraz poprzez przypominanie najbardziej narażonym na niebezpieczeństwa członkom NATO o ich zależności od Moskwy. Gdy USA pod przywództwem prezydenta Donalda Trumpa osłabiają swoją więź z Europą lub podważają amerykańskie zaangażowanie wojskowe w bezpieczeństwo Starego Kontynentu, to w gruncie rzeczy działania te pracują na korzyść Putina i przyczyniają się do osłabiania instytucji blokujących ambicje Rosji.

Podsycanie sporów w obozie przeciwnika

Po trzecie, Putin ma skłonność do podsycania sporów w łonie obozu przeciwnika. To nic innego jak adaptacja starej strategii KGB, z którą Putin był związany. Rzecz jasna Rosja nie doprowadziła do kryzysu liberalnej demokracji, ale Putin wie, jak pogorszyć ten kryzys, dzięki czemu udało mu się dyskredytować ideologicznych konkurentów oraz wprowadzić podziały wśród tych grup, które były mu przeciwne.

Wspieranie nieliberalnych ruchów prawicowych w Europie, gra na polityczną polaryzację w Ameryce i sponsorowanie farm trolli oraz kampanii dezinformacyjnych, które celują w demokratyczne wybory – to wszystko należy do niskokosztowych metod żerowania na głównych słabościach świata Zachodu. Taktyka tego rodzaju wyolbrzymia wewnętrzne problemy przeciwników Rosji, dzięki czemu nie mogą oni w skuteczny sposób działać przeciw Moskwie na arenie międzynarodowej.

Walka o wpływy globalne

Wreszcie, po czwarte, Putin jest zdeterminowany, aby odzyskać swoje globalne wpływy. Często objawia się to działaniem alternatywnym wobec globalnych działań USA. Często słyszymy, że Rosja ma gospodarkę wielkości Hiszpanii. Porównanie to jest jednak wysoce mylące, gdyż Hiszpania nie posiada zdolności do takiej projekcji siły i nie ma możliwości zmiany przebiegu wojny domowej w Syrii. Hiszpania nie wysyła również swoich popleczników do Syrii, ani też nie wzmacnia dyktatora w Wenezueli.

Oczywiście globalne możliwości Moskwy nie są już takie, jak dawnej. Dziś jedyny lotniskowiec Rosji często się psuje. Niemniej Putin zdał sobie sprawę, że wystarczy zaledwie umiarkowana siła wojskowa, która jeśli zastosuje się ją w asertywny sposób, może wywierać wpływ na przebieg małych wojen lub może wprowadzać niestabilność na danym obszarze.

Są również pewne granice tego, co Putin może osiągnąć przy pomocy powyższych metod. Rosyjski model polityczny jest atrakcyjny jedynie dla innych skorumpowanych autokratów lub nieliberalnych populistów. Rosja nie ma odpowiedniej siły, aby zastąpić USA na miejscu kluczowego rozgrywającego na Bliskim Wschodzie lub w innych regionach do czasu, aż Ameryka sama nie abdykuje ze swojej roli w tych miejscach. Nie powstanie również świat rosyjsko-centryczny. Nie ma przyszłości, w której wszystkie drogi prowadzą do Moskwy.

Nie zmienia to faktu, że jeśli Putin będzie konsekwentnie podążał obecną drogą, to stworzy przyszłość, w której Rosja kontroluje swoje bezpośrednie sąsiedztwo geopolitycznie lub nawet fizycznie; w której Rosja podzieliła zachodni blok demokratyczny oraz w której Moskwa wypracowała wzór interwencji i szachowania inicjatyw USA na wielu kontynentach. Innymi słowy, sukces Putina oznacza osłabienie i być może klęskę świata, który Ameryka usiłowała zbudować.

Nie ma powodów, aby sądzić, że ten wzór działania Rosji szybko się zmieni. Putin musi sądzić, że jego działań, szczególnie tych mających na celu pokazanie zagubienia i niezgody w łonie Zachodu, jest skutecznych.

Jego siatka relacji z kluczowymi graczami na Bliskim Wschodzie powiększyła się. Jego reżim podobno odegrał kluczową rolę w utrzymaniu Nicolasa Maduro u władzy w Wenezueli. I ilekroć popularność Putina w kraju spadnie, będzie miał pokusę, aby podbić swoje notowania poprzez podsycanie rosyjskiego nacjonalizmu oraz twarde zagrania poza granicami kraju.

Wszystko to wiedzie do jeszcze jednego, kluczowego wymiaru polityki Putina: otóż jest on gotów do zaakceptowania zwiększonego ryzyka w zamian za większe zdobycze geopolityczne. W wielu przypadkach w czasie ostatnich 12 lat Putin posuwał się o krok dalej, niż mogli się spodziewać zachodni obserwatorzy. W efekcie doszło do prowadzenia nie jednej, ale dwóch wojen o podbój w Europie, do projekcji decydującej siły w Syrii po tym, jak USA zaczęły zwlekać, a także do mieszania się w amerykańskie wybory prezydenckie. Jeśli reżim Putina rzeczywiście wyznaczył nagrody za głowy amerykańskich żołnierzy w Afganistanie, to po prostu podąża swoim utartym wzorcem.

Tym, co łączy wszystkie działania Putina, jest jego względna zuchwałość i gotowość do uderzenia w przeciwników tam, gdzie są oni słabi, wrażliwi lub wystawieni na atak ze względu na niespójne polityki.

Bardzo łatwo jest określić Rosję jako kraj, który się stacza demograficznie i gospodarczo. Putin jednak łączy w sobie strategiczne ambicje i taktyczny oportunizm, co sprawia, że jest on szczególnie niebezpiecznym przeciwnikiem. I jeśli wydarzenia z ostatnich tygodni mogą być jakimś prognostykiem, to można wysnuć wniosek, że rosyjski przywódca jeszcze przez wiele lat będzie w stanie rzucać wyzwanie Zachodowi.