Po szwajcarskiej konferencji Wołodymyr Zełenski wraca do Kijowa z pakietem finansowego wsparcia w wysokości 50 miliardów euro (53,5 miliarda dolarów). Ukraina uzyskała też nowe gwarancje bezpieczeństwa ze strony USA i pomocy w zakresie odbudowy infrastruktury energetycznej dla kraju zniszczonego przez ponad dwa lata wojny.

Jednak wyprawa ukraińskiego prezydenta na szczyt, który zgromadził ponad 100 krajów i organizacji, nie powiodła się do końca, bo Załenski nie zdołał poszerzyć międzynarodowego zakresu wsparcia. Indie, Brazylia i Republika Południowej Afryki, które wysłały delegatów, zrezygnowały z podpisania dokumentu ze szczytu. Natomiast Chiny dały jasno do zrozumienia, że nie będą brać w tym udziału.

Ofensywa dyplomatyczna Ukrainy

Reklama

Niepowodzenie starań Ukrainy w pozyskaniu narodów Globalnego Południa pokazuje, że Rosja nie jest wcale izolowana i że Kijów największe nadzieje na odparcie ataku Kremla nadal pokłada w pomocy Zachodu.

W tym miesiącu w ramach przygotowań do spotkania ukraiński przywódca poleciał do Singapuru, aby przekonać rządy azjatyckie do swojej sprawy. Ukraiński prezydent zatrzymał się też w Katarze i Arabii Saudyjskiej. Ponadto odbyły się też konferencje na temat odbudowy w Berlinie i szczyt grupy G-7 we Włoszech, które umocniły poparcie dla Ukrainy, zwłaszcza ze strony partnerów zachodnich.

Intensywne podróże dyplomatyczne zakończyły się spotkaniem w ośrodku Buergenstock w Lucernie i wydaniem komunikatu, który został zawężony do trzech kwestii i do pewnego stopnia został rozwodniony, aby uzyskać poparcie maksymalnej liczby państw. Mimo to pod dokumentem podpisało się tylko 83 delegatów.

Jednym z przeciwników końcowego dokumentu była Arabia Saudyjska. Zeszłotygodniowej wizyta w królestwie, podczas której Załenski chciał uzyskać wsparcie księcia koronnego Mohammeda bin Salmana, wydawała się być skuteczna, po trym jak Riyad wysłał na konferencję do Szwajcarii ministra spraw zagranicznych księcia Faisala bin Farhana. Spekulowano nawet, że spodziewany drugi szczyt odbędzie się w Arabii Saudyjskiej.

ikona lupy />
Nie wszystkie uczestniczące kraje podpisały komunikat końcowy dwudniowej konferencja w Szwajcarii / Bloomberg

Wpływy Putina

Jednak w niedzielę ze strony Arabii Saudyjskiej nie wpłynął żaden podpis, a o drugim spotkaniu nie wspomniano w tekście komunikatu. Natomiast podczas pierwszej sesji plenarnej najwyższy dyplomata królestwa stwierdził, że Kijów musi być przygotowany na „trudny kompromis”, aby położyć kres konfliktowi. Wypowiedź dyplomaty Arabii Saudyjskiej była ostrzeżeniem, które odzwierciedlało podobne poglądy dominujące na Globalnym Południu.

Delegat Indii Pavan Kapoor, sekretarz stanu w ministerstwie spraw zagranicznych i były ambasador w Rosji, powiedział, że tylko opcje „do przyjęcia dla obu stron” mogą doprowadzić do pokoju.

Camille Grand, analityk w zespole doradców Europejskiej Rady ds. Stosunków Zagranicznych, stwierdziła, że powściągliwość tak zwanych krajów BRICS można w dużej mierze przypisać naciskom Rosji, która zapewniała tymże tanią energię, broń i przydatne głosy w Organizacji Narodów Zjednoczonych.

Miękkie wsparcie mogłoby zwiększyć presję na Zełenskiego, aby poszedł na ustępstwa. Kraje spoza Zachodu dały jasno do zrozumienia, że żadne forum mające na celu stworzenie wypracowanie warunków pokoju nie będzie działać bez udziału Rosji. Chiny i Brazylia przedstawiły plan pokojowy, który zakłada udział obu stron wojny.

Mimo to Zełenski nazwał szczyt „wielkim sukcesem” i wyraził pewność, że niektóre państwa, niebędące sygnatariuszami końcowego dokumentu, nadal mogą go podpisać po konsultacjach ze swoimi rządami.

Skandaliczne warunki pokoju proponowane przez Rosję

Prezydent Władimir Putin zaostrzył niepokój dzień przed szczytem nowym zestawem żądań. Wzywał siły kijowskie jako warunek podjęcia rozmów do wycofania się z czterech obwodów Ukrainy częściowo okupowanych przez jego wojsko. Zachodni przywódcy przyłączyli się do Kijowa w potępieniu ultimatum. „Żaden kraj nie zaakceptowałby tych skandalicznych warunków” – powiedziała przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen.