"Nie może istnieć nawet najmniejsze ryzyko, że współpraca wojskowa, która istnieje od dłuższego czasu między Rosją a Wenezuelą, może ostatecznie, z powodu niedbalstwa lub z jakiegokolwiek powodu, doprowadzić do tego, że rosyjski sprzęt wojskowy znajdzie się w rękach nielegalnych grup zbrojnych, które są obecne na granicy” – powiedziała Ramirez w poniedziałek wieczorem dziennikarzom po spotkaniu z ambasadorem Rosji w Bogocie Nikołajem Tawdumadze.

"Ambasador Rosji zapewnił nas, że żadna współpraca jego kraju z Wenezuelą nie będzie nigdy wykorzystana do wojskowej akcji przeciwko Kolumbii ani żadnemu innemu krajowi w Ameryce Łacińskiej, ani do zdestabilizowania sytuacji w regionie" - dodała.

Reklama

Minister obrony Kolumbii Diego Molano oskarżył w czwartek Rosję, że przy jej oraz Iranu technicznej pomocy Wenezuela kieruje swe oddziały wojskowe na granicę, nazywając akcję "mieszaniem się zagranicy". Według Molano Moskwa wspiera grupy zbrojne, które prowadzą na przygranicznych terenach, w tym po kolumbijskiej stronie, operacje zbrojne przeciwko członkom Rewolucyjnych Sił Zbrojnych Kolumbii (FARC). Dodał, że podobne działania podejmuje też Iran. Strona rosyjska zanegowała oskarżenia Kolumbii, określając je jako "niewłaściwe i bezpodstawne".

W efekcie walk grup paramilitarnych, głównie partyzantów z kolumbijskiej Armii Wyzwolenia Narodowego (ELN) z członkami FARC na początku stycznia zginęło 30 osób. Obydwie organizacje mają związki z przemytnikami narkotyków.

W walkach tych sojusznikiem partyzantów z ELN są paramilitarne wenezuelskie Patriotyczne Siły Wyzwolenia Narodowego (FPLN). Ta lewicowa organizacja, jak sugerują władze Kolumbii, ma otrzymywać militarne wsparcie od Rosji.

Pod koniec stycznia szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow ogłosił plan zacieśnienia współpracy strategicznej "we wszystkich obszarach bez wyjątku" z Kubą, Wenezuelą oraz Nikaraguą.