Rozpoczynająca się dziś dwudniowa wizyta Putina w Chinach jest pierwszą zagraniczną podróżą rosyjskiego przywódcy od rozpoczęcia w zeszłym tygodniu piątej kadencji prezydenckiej. Putina przyleciał do Pekinu na zaproszenie Xi Jinpinga. Potwierdza ona rosnącą zależność gospodarczą i polityczną Kremla od Chin.

- Jest całkiem jasne, że przez ostatnie dwa lata Putin chciał od Chin trzech rzeczy – powiedział w środę, w „ Squawk Box Asia ” nadawanej przez CNBC, Max Hess, pracownik Foreign Policy Research Institute.

Gazociąg Siła Syberii 2

Reklama

Kreml chwyta się każdej możliwości zwiększenia wolumenu sprzedaży gazu. Powód? Największy od 25 lat dołek finansowy Gazpromu. Brytyjski wywiad dotarł do sprawozdania finansowego rosyjskiego giganta. Po inwazji na Ukrainę Gazprom stracił większość swoich europejskich odbiorców. Wprawdzie koncern aktywnie szuka nowych rynków zbytu, m.in. w Chinach. Jednak ze względu na ograniczenia infrastrukturalne w zeszłym roku popłynęło do nich zaledwie 5-10 proc. tego co wcześniej tłoczono do odbiorców europejskich. Nie powinno więc dziwić, że przychody Gazpromu w 2023 roku spadły o około 30 proc., a strata netto wyniosła 629 mld rubli, czyli blisko 7 mld dolarów.

Sytuację spółki mogłaby poprawić budowa gazociągu Siła Syberii 2. Dzięki temu skokowo mógłby wzrosnąć wolumen gazu dostarczanego do Chin. Co za tym idzie, wzrosłyby przychody Gazpromu, a to przełożyłoby się na wyższe podatki, które zasiliłyby budżet wojenny Rosji. "Wysokie opodatkowanie przychodów Gazpromu w 2022 i 2023 roku niemal na pewno ograniczyło zdolność i motywację Gazpromu do inwestowania w celu ekspansji na alternatywne rynki. W 2023 roku Gazprom wpłacił około 2,5 bln rubli (28 mld dolarów) do rosyjskiego budżetu, co stanowiło około 9 proc. całości dochodów rządowych. Rosyjski rząd planuje dalej zwiększać obciążenie podatkowe Gazpromu w 2024 roku, co prawdopodobnie przyczyniło się do decyzji Gazpromu o ograniczeniu inwestycji w 2024 roku o około 15 proc." – napisano w codziennej aktualizacji wywiadowczej, jaką 12 maja opublikowało brytyjskie ministerstwo obrony.

Poparcie dla wojny

Putin będzie zabiegał także o dalsze chińskie wsparcie dla wojny na Ukrainie, szczególnie w zakresie półprzewodników i innych elementów elektronicznych z ang. hardware, uważa Hess. Trudno się z tym poglądem nie zgodzić. Rosja bardzo mocno odczuła izolację i sankcje, jakie Zachód nałożył na Moskwę. Rosyjska gospodarka wojenna potrzebuje stałych dostaw materiałów i półproduktów do fabryk produkujących uzbrojenie, które będzie wysyłane na front.

Doskonale pokazała to ostatnia defilada z okazji Dnia Zwycięstwa. Paradę poprowadził tylko jeden czołg T-34 (sic!). Na zdjęciach z lat poprzedzających wojnę w Ukrainie widać ich zdecydowanie więcej. Braki w uzbrojeniu żołnierzy łatane są wyciąganą ze starych magazynów bronią i maszynami pamiętającymi zdobycie Berlina w 1945 roku. Putin liczy także na dostęp do chińskich rynków finansowych, dzięki którym mógłby dalej nakręcać spiralę zbrojeń.

Chiny "mediatorem" w wojnie w Ukrainie

W wywiadzie dla mediów państwowych Xinhua Putin powiedział, że stosunki gospodarcze i handlowe między Rosją a Chinami stale się rozwijają, „co pokazuje ich ciągłą zdolność do reagowania na zewnętrzne wyzwania i kryzysy”. Poparł także chińską propozycję pokojową w sprawie wojny w Ukrainie i stwierdził, że Rosja pozostaje otwarta na dialog w sprawie rozwiązania konfliktu.

Ponad rok temu Pekin opublikował niejasny 12-punktowy plan, który miała pomóc w pokojowym zakończeniu wojny w Ukrainie. Plan nie spotkał się z dobrym przyjęciem ze strony Ukrainy i jej sojuszników z Zachodu. „Putin planuje dłuższą obecność na Ukrainie. Nie ma zamiaru z tego rezygnować” – stwierdził Hess, dodając, że rosyjski przywódca stara się „wykorzystać swoje zalety” na polu walki w Ukrainie i na froncie dyplomatycznym z Chinami.

Chłodna postawa Pekinu

Jak na razie Chiny nie wykazywały specjalnego zainteresowania wspieraniem Rosji w powyższych kwestiach, uważa analityk. Być może zmieni to dzisiejsza wizyta Putina. Tym bardziej że zbliżające się w USA wybory prezydenckie zaostrzają amerykańską narrację w kwestii relacji gospodarczych z Chinami.

Administracja Bidena ogłosiła bowiem 14 maja nowe, sztywne stawki celne na import z Chin o wartości 18 miliardów dolarów. Waszyngton chce w ten sposób ochronić amerykański przemysł przed nieuczciwą konkurencją producentów z Państwa Środka i jednocześnie wytrącić pretorianom Trumpa argument o zbytniej spolegliwości Bidena wobec Pekinu.

„Wystarczy spojrzeć na Bidena, który nakłada 100 proc. cła na import chińskich pojazdów elektrycznych. Wszystko to wysyła Chińczykom sygnał, że niezależnie od tego, kto zostanie wybrany w Stanach Zjednoczonych w listopadzie, nie będzie to dla nich korzystne” – Ian Bremmer, politolog i prezydent Grupy Eurazja – stwierdził w komentarzu.

Nowe otwarcie

Nic nie łączy tak jak posiadanie wspólnego wroga. Zaproszenie, jakie Xi wystosował do Putina, może wskazywać na próbę wzmocnienia antyzachodniego obozu. Dużo będzie zależało od tego, jaki wpływ na chińską gospodarkę będą miały amerykańskie obostrzenia oraz asertywna postawa Unii Europejskiej, która podobnie jak USA chce w nadchodzących latach zwiększyć ochronę rodzimych producentów i rynków.

Rosja oprócz nadwyżek gazu, ropy naftowej, uranu i czy metali ziem rzadkich będzie mogła również zaproponować wielomilionowy, chłonny rynek dóbr i towarów, jakie nie znajdą nabywców w Stanach Zjednoczonych czy Europie. W tym wypadku zbliżenie obu mocarstw będzie miało charakter symbiotyczny. Jak bardzo negatywny wpływ dla Zachodu będzie to miało w dłuższej perspektywie trudno w tej chwili oszacować. Bo na rozwój gospodarczo-polityczny UE i Stanów Zjednoczonych wpływają ich przywódcy, którzy w tym roku mogą zostać wymienieni na całkiem nowych.