Dziennik podkreśla, że choć od miesięcy na Ukrainie, kiedy do władzy doszedł Zełenski, "dzieją się dobre rzeczy", to "w ostatnich dwóch tygodniach zaczęło też dochodzić do wydarzeń niepokojących".

"FT" zauważa w tym kontekście, że oligarcha Ihor Kołomojski - postrzegany jako ten, który pomógł Zełenskiemu w walce o urząd prezydenta - pojawił się ostatnio na prestiżowej publicznej imprezie w Kijowie. Następnie ukraiński premier Ołeksij Honczaruk w wywiadzie dla "FT" powiedział, że Zełenski dąży do ugody z Kołomojskim w kwestii PrivatBanku. Chodzi o sprawę z 2016 roku; bank ten, którego współwłaścicielem był Kołomojski, został znacjonalizowany, gdy regulatorzy uznali instytucję za niewypłacalną w wyniku oszustw na kwotę 5,5 mld dolarów. Zdaniem oligarchy był to jednak spisek poprzednich władz Ukrainy, które chciały zagarnąć jego majątek.

Honczaruk później - jak pisze "FT" - utrzymywał, że w tej sprawie źle go zrozumiano.

Porozumienie o zwróceniu banku w ręce prywatne czy "wycofanie zarzutów wobec Kołomojskiego nie tylko zagraża przyszłemu finansowaniu z Międzynarodowego Funduszu Walutowego i od zachodnich partnerów, którzy naciskali na nacjonalizację PrivatBanku w celu ochrony stabilności finansowej" Ukrainy; może także "zrujnować inne pozytywne działania" obecnych władz - czytamy w komentarzu redakcyjnym.

Jak ocenia londyńska gazeta, zachodni sponsorzy chcą, by Ukraina ostatecznie odeszła od "kleptokratycznego modelu" państwa, przez co "dają Zełenskiemu kredyt zaufania, mimo że zyskał on sławę dzięki programom w należącej do Kołomojskiego stacji telewizyjnej". W tym kontekście dziennik zauważa, że "popatrzyli przez palce na mianowanie szefem kancelarii prezydenta Andrija Bohdana, prawnika Kołomojskiego".

Pisząc o "innych niepokojących wydarzeniach", "FT" przypomina o przeszukaniach w domu Walerii Hontariewej, która kierowała bankiem centralnym, gdy znacjonalizowano PrivatBank. Ponadto przed tygodniem spłonął jej dom pod Kijowem; jak się podejrzewa, doszło do podpalenia - dodaje gazeta. "Ktokolwiek za tym stoi, ukazuje to powrót do ciemnych stron Ukrainy sprzed 20 lat - to dokładne przeciwieństwo wizerunku, jaki ten kraj chce prezentować" - ocenia "FT".

Dziennik przypomina też, że w czasie gdy pojawiają się doniesienia, jakoby prezydent USA Donald Trump poprosił Zełenskiego o wszczęcie śledztwa wobec syna byłego wiceprezydenta Joe Bidena, "ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuje teraz (Zełenski), to duży skandal w kraju". Biden ma szanse zostać rywalem Trumpa w walce o prezydenturę w 2020 roku.

"Poza tym prezydent (Ukrainy) staje przed decydującym wyborem" - czytamy. Zdaniem gazety wielu Ukraińców postrzega jego poprzednika, miliardera Petra Poroszenkę, jako niezdolnego do odcięcia się od własnej przeszłości oligarchy by "stać się prawdziwym reformatorskim mężem stanu". Dlatego jego następca "Zełenski musi się zdecydować, czy chce być »sługą narodu« (...), czy sługą oligarchów" - konkluduje "Financial Times".

>>> Czytaj też: Rosyjskie sankcje: kulą w płot. Węgiel z Donbasu trafia na Ukrainę przez Białoruś