Amerykańskie Abramsy mają wzmocnić zdolności obronne Rumunii i całego regionu. Szef Sztabu Obrony Rumunii, generał Gheorghiță Vlad, podkreśla, że chodzi przede wszystkim o jakościowy skok w sile rażenia wojsk lądowych. – Stany Zjednoczone zgodziły się utrzymać ten sam poziom zaangażowania sił, a ponadto poprawić jakość i skuteczność sił rozmieszczonych w Rumunii – zaznaczył generał.
Transport czołgów z USA do sąsiada Ukrainy. Realizuje się plan NATO
Przerzut nowoczesnych czołgów nie jest decyzją ad hoc. To efekt bezpośrednich uzgodnień z Naczelnym Dowódcą Sił Sojuszniczych w Europie (SACEUR), który niedawno odwiedził Rumunię. Wizyta miała potwierdzić, że wzmocnienie amerykańskiego komponentu pancernego jest integralną częścią regionalnych planów obronnych NATO i odpowiedzią na rosnące wyzwania bezpieczeństwa w rejonie Morza Czarnego.
Co istotne, działania te następują kilka miesięcy po ogłoszonej w październiku 2025 roku redukcji amerykańskiej obecności wojskowej w Rumunii. Wówczas wycofano jeden batalion z rotacyjnej brygady przypisanej do wschodniej flanki NATO, co część komentatorów interpretowała jako sygnał osłabienia zaangażowania USA. Obecna sytuacja pokazuje jednak inny obraz. W Rumunii nadal stacjonuje około 1000 amerykańskich żołnierzy, a łączna liczba wojsk USA i państw europejskich sięga blisko 3500.
Rosjanie się doigrali. Amerykanie wysyłają dziesiątki czołgów do kraju NATO
Kluczowym tłem całej operacji są największe w historii ćwiczenia artyleryjskie NATO w Europie – Dynamic Front 26. Manewry rozpoczęły się 26 stycznia 2026 roku i potrwają do 13 lutego. Organizowane przez Multinational Corps Command Southeast we współpracy z amerykańskim 56th Multidomain Command ćwiczenia mają na celu praktyczne sprawdzenie regionalnych planów obronnych Sojuszu.
Szczególny nacisk położono na współdziałanie w wielu domenach jednocześnie – lądowej, powietrznej, morskiej, cybernetycznej oraz kosmicznej. W ćwiczeniach uczestniczą jednostki z USA, Rumunii, Polski i Francji. Scenariusze obejmują m.in. skoordynowane strzelania artyleryjskie prowadzone równocześnie w kilku państwach sojuszniczych, a głównym centrum szkoleniowym jest poligon Cincu w centralnej Rumunii.
Transport amerykańskich Abramsów jest bezpośrednio powiązany z tymi manewrami. Chodzi o zwiększenie interoperacyjności wojsk USA i Rumunii, przetestowanie wspólnych procedur operacyjnych oraz demonstrację zdolności szybkiej projekcji sił w jednym z najbardziej newralgicznych regionów Europy.
Wydają 2 proc. PKB na obronność. Rumunia zbroi się, bo chce być gotowa na najgorsze
Rumunia od dziewięciu lat konsekwentnie realizuje natowski cel przeznaczania co najmniej 2 proc. PKB na obronność. Decyzja ta ma bezpośredni związek z położeniem geopolitycznym kraju. Rumunia graniczy z Ukrainą na odcinku liczącym blisko 600 kilometrów, co sprawia, że skutki trwającego konfliktu są tam szczególnie odczuwalne. Władze w Bukareszcie wielokrotnie potępiały działania Rosji, a dodatkowym źródłem niepokoju były incydenty z udziałem bezzałogowców, które naruszały rumuńską przestrzeń powietrzną. Wszystko to wzmacnia determinację rządu do dalszego wzmacniania potencjału obronnego.
Na tym tle szczególnego znaczenia nabiera szeroko zakrojony program modernizacji sił zbrojnych. Kluczowy projekt, realizowany pod nazwą "Tanc principal de luptă", wchodzi właśnie w decydującą fazę. Jego celem jest pozyskanie łącznie ponad 250 nowoczesnych czołgów podstawowych. Pierwszy krok został już wykonany. Rumunia zamówiła jeden batalion, czyli 54 amerykańskie czołgi M1A2 SEPv3 Abrams. To jednak dopiero początek ambitnego planu.
Niezwykle istotnym elementem programu jest szerokie włączenie rumuńskiego przemysłu obronnego. Rumunia stawia twarde warunki dotyczące transferu technologii oraz lokalnej produkcji. W planach znajduje się m.in. wytwarzanie kadłubów i wież na terenie Rumunii, produkcja kluczowych komponentów optoelektronicznych, w tym systemów kierowania ogniem, a także finalny montaż pojazdów, ich integracja i testy odbiorcze.