"Informacje o możliwym rosyjskim wtargnięciu nie na żarty wystraszyły nabywców mieszkań. W Charkowie, który - jak powiedział prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski - jest w strefie ryzyka, liczba transakcji w lutym spadła o 20 proc. w porównaniu z analogicznym okresem w minionym roku" - pisze portal NW Biznes.

Rośnie liczba ofert sprzedaży lokali w mieście, przede wszystkim mieszkań kupionych w charakterze inwestycji - tłumaczy jeden z pośredników nieruchomości.

Reklama

W Kijowie na rynku wtórnym zawierane są pojedyncze transakcje, rynek nieruchomości zamarł. Przedstawiciel jednej z firm działających na rynku podkreśla, że sprzedający nie spieszą się z wystawianiem ofert. "A komu można sprzedać? Liczba umów spadła dziesięciokrotnie" - mówi.

Z kolei na zachodzie Ukrainy rynek sprzedaży nieruchomości przeżywa boom - pisze portal. Im bliżej zachodniej granicy, tym aktywniejsze działania kupujących i wynajmujących. Popyt jest zarówno na nieruchomości mieszkalne, jak i komercyjne; rośnie zainteresowanie ze strony mieszkańców Kijowa - zauważa lokalny pośrednik.

Według jego szacunków w lutym liczba transakcji wzrosła o 20-25 proc. w porównaniu z analogicznym okresem w roku ubiegłym. Inny pośrednik ocenia jednak, że nie można mówić o tym, że jest to masowa ucieczka ze wschodu kraju.

Z kolei na przykład w mieście Dniepr, w środkowej części Ukrainy, nie ma paniki - wskazuje serwis. Nie spadają tam też ceny; kawalerka o powierzchni 30-40 metrów kwadratowych w Dnieprze to koszt 35-40 tys. USD, podczas gdy rok temu było to 27-30 tys. USD.

Sytuacja na rynku nieruchomości zależy od zaostrzenia na wschodzie i kursu dolara; dewaluacja hrywny oraz zagrożenie rosyjskim atakiem na wielką skalę negatywnie wpływają na sprzedaż mieszkań - podsumowano.