Eksplozja w Przewodowie. Kumoch: Nie było wielkich napięć między Warszawą a Kijowem

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
17 listopada 2022, 20:42
Policja na terenie miejscowości Przewodów
<p>Policja na terenie miejscowości Przewodów</p>/PAP
Nie było wielkich napięć między Warszawą a Kijowem w sprawie tragicznego wypadku w Przewodowie. Nie doszło nawet do żadnej gwałtownej wymiany opinii między prezydentami - powiedział w czwartek szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Jakub Kumoch.

W Przewodowie (woj. lubelskie, pow. hrubieszowski) we wtorek spadł pocisk, doszło do eksplozji, w wyniku której zginęło dwóch Polaków.

"Nikt Ukrainy nie obwinia o to, że celowo zaatakowała polskie terytorium. To musiałby być jakiś troll rosyjski, który by taką teorie stawiał" - mówił w czwartek w Polsat News Jakub Kumoch.

Przypomniał, że we wtorek Rosja ostrzeliwała terytorium Ukrainy, także blisko granicy z Polską, a ukraińska obrona przeciwlotnicza z nią walczyła. "Jestem przekonany, że na samej Ukrainie spadają odłamki rakiet obrony przeciwlotniczej, jest wojna" - dodał minister. "Tragedia się wydarzyła w Polsce, ale to jest w dalszym ciągu rozpatrywane przez nas jako nieszczęśliwy wypadek" - podkreślił.

Pytany, czy ostatnie 48 godzin było jednymi z najtrudniejszych w relacjach między Warszawą a Kijowem odparł: "Nie poszedłbym tak daleko, że to było jakieś wielkie napięcie między Warszawą a Kijowem, bo nie doszło nawet do żadnej gwałtownej wymiany opinii między prezydentami, albo między ich doradcami czy ekipą współpracującą".

"Najważniejsze dla nas na samym początku było ustalenie tego, czy Polska została zaatakowana czy nie. Polska nie została zaatakowana. W Polsce miał miejsce tragiczny wypadek. Oczywiście winę za to ponosi Rosja, bo to ona morduje Ukrainę i ona tworzy warunki do tego, co się stało" - mówił szef BPM. "To jest tak, jak policja podczas strzelaniny z mafią postrzeli przechodnia, to mimo wszystko, ci, którzy rozpoczęli tę strzelaninę, bandyci - to oni odpowiadają za stworzenie tej sytuacji, a nie funkcjonariusz" - dodał Kumoch.

W środę prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski mówiąc o eksplozji na terenie Polski, oświadczył, iż nie ma wątpliwości, "że to była nie nasza rakieta, albo nie nasze uderzenie rakietowe". Zaznaczył, że opiera się na raportach złożonych mu przez wojskowych. Zełenski oświadczył też, że jest przekonany, iż Ukraina powinna i będzie brać udział w śledztwie w tej sprawie.

Prezydent Andrzej Duda poinformował w środę, że "nic, absolutnie nic nie wskazuje na to, że był to intencjonalny atak na Polskę". "To, co się stało - czyli, że na naszym terytorium spadła rakieta - nie było działaniem intencjonalnym. Nie była to rakieta, która była wymierzona, wycelowana w Polskę. W istocie zatem nie był to atak na Polskę" - mówił. Poinformował, że była to najprawdopodobniej rakieta S-300 produkcji rosyjskiej, prawdopodobnie wyprodukowana w latach 70.

"Kto wystrzelił tę rakietę? Nie mamy w tej chwili żadnych dowodów na to, że rakieta ta została wystrzelona przez stronę rosyjską. Natomiast wiele wskazuje na to, jest wysokie prawdopodobieństwo, że była to rakieta, która służyła obronie przeciwrakietowej, czyli była użyta przez siły obronne ukraińskie" - przekazał prezydent Duda. (PAP)

autor: Grzegorz Bruszewski

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj