Bezrobotni na wojnę. Zaczęło się ratowanie krajowej gospodarki

ukraina, rekruci, wojsko
Bezrobotni na wojnę. Zaczęło się ratowanie krajowej gospodarki/ShutterStock
Akcja ściągnięcia do armii nowych żołnierzy na wojnę z Rosją, a jednocześnie rozprawienia się z szarą strefą na ukraińskim rynku pracy, już wystartowała. Najbardziej zdziwili się ci, którzy spokojnie sobie żyli i dorabiali na boku, zaś efektami wdrożenia w życie nowego systemu pochwalił się premier Ukrainy, Denys Szmyhal.

Trwająca od kilku tygodniu wzmożona rosyjska ofensywa spowodowała, że Ukraina zmuszona była poszukać sposobów, by przyciągnąć do armii kolejne osoby, bez konieczności ogłaszania powszechnej mobilizacji wszystkich dorosłych. Jeden z nich połączono z próbą naprawy gospodarki.

Walcz, lub pracuj – ukraiński pomysł na finanse państwa

Koncepcja pod nazwą „Walcz, lub pracuj” narodziła się jeszcze latem, kiedy dokładnie przyjrzano się ukraińskiemu rynkowi pracy. Rządzący zauważyli wówczas, że jest tragicznie, a miliony pracowników albo wybrało emigrację, albo uciekło do szarej strefy. Jak informował w sierpniu ukraiński premier, od chwili rosyjskiej napaści nagle w tajemniczy sposób zniknęło 3,5 miliona legalnych miejsc pracy, a PKB kraju spadło w ciągu roku o 30 proc.

Wyliczono wówczas, że aby efektywnie móc wspierać walczące na froncie wojsko, finansując je w dużej części z podatków, konieczne jest, by w gospodarce było przynajmniej 10 mln. legalnych miejsc pracy. A tymczasem w 2024 roku było ich zaledwie 8 mln. Nie wszyscy jednak wyjechali poza granicę kraju, ale jak się szacuje, firmy około 2 mln z nich postanowiły przenieść do tzw. szarej strefy. Teraz zabrano się za wszystkich tych, którzy w oczach państwa są „bezrobotnymi”, nawet, jeśli gdzieś nielegalnie pracują.

Bezrobotni pierwsi założą mundur

Aby sobie z tym problemem poradzić, rozpoczęto zakrojoną na szeroką skalę wysyłania wezwań do wojska do wszystkich tych osób, które podlegają takiemu obowiązkowi, a jednocześnie nie mają legalnego zatrudnienia.

- Na dzień dzisiejszy 98 proc. wysyłanych wezwań kierowanych jest do osób, które nie płacą ani jednej hrywny podatku i nie są nigdzie zarejestrowane. W pierwszej kolejności, w ramach mobilizacji trafiają one dziś do osób niepracujących, czyli bezrobotnych – pochwalił się premier Denys Szmyhal, przemawiając podczas Międzynarodowego Forum Ekonomicznego w Kijowie.

Założenie systemu wydaje się być proste – aby nie trafić na front, warto będzie podjąć legalną pracę i zacząć płacić podatki, lub wymusić na pracodawcy, by taki etat zorganizował. W zamyśle ukraińskich władz, nowy system ma nie tylko przyczynić się do zwiększenia liczby poborowych, ale przed wszystkim naprawić rynek pracy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
oprac. Wojciech Kubik
Dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej specjalizujący się w tematyce obronności i bezpieczeństwa.
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraBezrobotni na wojnę. Zaczęło się ratowanie krajowej gospodarki »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj